11/04/2026
Szybka akcja: walizka, druga walizka, jeden kot, drugi kot… no i zaczęło się 😅
Ryśka od początku mówiła „nie jadę”.
Ja oczywiście – plan, działanie, szybka akcja.
Nie wzięłam tylko pod uwagę jednego… że są u mnie goście, a dla niej to już poziom stresu: HARD.
Wyciągam ją z góry szafy.
Zapiera się pazurami jak wojownik.
Ja – jedna łapka, druga łapka, jeden pazur, drugi… schodzę ze stołka z moim „kotelkiem”, który jak na maine coona przystało – trochę waży 😅
Jest! Mam ją!
Pakuję… i nagle…
ATAK 😳
Ugryzienie. Drapnięcie. Chaos.
I szybka ewakuacja pod łóżko.
Koniec rundy. Ryśka: 1. Ja: 0 😂
Moje ręce… no cóż – lewa spuchnięta, prawa od palców po łokieć podrapana.
Będę miała niezły „tatuaż” po moim słodkim kotelku 😅
I wiecie co…
w tym wszystkim jest coś więcej.
To nie była złośliwość.
To był strach.
Czysty tryb przetrwania.
Trochę jak u nas, gdy jest za dużo bodźców, ludzi, pośpiechu…
Ciało reaguje szybciej niż głowa.
Więc dziś – współczuję mojemu kotu…
i trochę sobie też ❤️
I mam nadzieję, że uwalnianie emocji zrobi swoją robotę i traumę podrózówania u kota i u mnie wyleczymy .