16/02/2026
Każdy ma swoją ścieżkę dlatego ..
Nie namawiam Was do kolejnej wizyty
Nie radzę radykalnych wyborów
Nie wiem więcej czy bardziej od Was
Nie znam waszego ciała więcej niż Wy w nim jesteście i go rozpoznajecie
Stąd
Rozsądek
Umiar
Czucie
Miłościwe siebie traktowanie
I czas doświadczania co dla mnie najlepsze - co dla mnie jest teraz prawdą
́nienie
Przeszłam przez całą duchowość.
Techniki, kursy, praktyki, ceremonie.
Aż w końcu zostałam sama z jednym pytaniem:
dlaczego mimo tego wszystkiego moje ciało wciąż boli?
Miałam 16 lat, kiedy zmarł mój tata.
Po tej śmierci moje ciało weszło w zamrożenie.
Do 21 roku życia prawie nie czułam nic.
A potem przyszły napady lękowe – pierwsze wołanie ciała, którego nie rozumiałam.
I zaczęła się moja wieloletnia droga „szukania”:
– psychoterapia,
– astrologia, numerologia, karmiczne wykresy,
– joga, medytacja, pranajama,
– wyjazdy rozwojowe, warsztaty, ceremonie,
– Kroniki Akaszy, trzy stopnie reiki, tarot,
– kursy obfitości, afirmacje, wizualizacje,
– „leczenie kobiecości”, ta**ra, praca z polem,
– podnoszenie wibracji, zmiana przekonań,
– setki książek duchowych i psychologicznych,
– rozwód, który rozbił ostatnią iluzję, że ktoś mnie „uzdrowi”.
Przez lata miałam wrażenie, że idę naprzód.
Ale w ciele krążyłam w kółko.
Czułam, że coś jest nie tak.
Że im więcej „światła”, tym mniej życia.
Że im więcej technik, tym mniej mnie.
Dopiero jeden moment wszystko przeciął.
Operacja.
Lęk tak silny, że nie mogłam się ruszyć.
Zero technik. Zero narzędzi.
Tylko ja i moje ciało.
Po raz pierwszy nie uciekłam.
Zostałam w tym, co boli.
I wtedy coś się we mnie odpięło.
Świadomość zaczęła schodzić w dół – z głowy do brzucha, z narracji do doznań, z duchowości do realności.
To był początek końca starej drogi.
I początek pisania z prawdy.
Dziś wiem jedno:
nic z tego, co robiłam, nie było „błędem”.
To było przejście.
Most, który prowadził mnie z powrotem do ciała.
Dlatego piszę.
Dla tych, którzy utknęli w świetle, a ciało wciąż boli.
Dla tych, którzy zrobili „wszystko”, a nadal nie czują siebie.
Dla tych, którzy myślą, że są popsuci — a są po prostu odłączeni.
Moje książki powstały dokładnie tak, jak ja się zmieniałam:
najpierw narracja, potem rozpad, teraz ciało.
I z tego miejsca mówię:
Twoje ciało nie potrzebuje wizji.
Ono potrzebuje Ciebie.
Całej. Bez ucieczki.
Justyna