31/10/2025
1.11.
Święto zmarłych już zaraz . Myślę o Tacie. Nie znam nikogo spoza Polski, kogo zabrałabym tego dnia na cmentarz i kto nie byłby pod wrażeniem morza świateł, skupienia i piękna, z jakim potrafimy wspominać tych, którzy odeszli. Oczywiście lubimy się też z siebie trochę podśmiewać, że moda cmentarna, że plastikowe wiązanki, że trzeba się pokazać. Ale to właśnie wtedy bardzo głęboko komunikujemy się z tym, co pozostawili po sobie nasi zmarli.
Dziś chcę wrócić do wspomnienia o moim tacie, Wojciechu Młynarskim. Dla bardzo wielu z Państwa był kimś, kto swoją twórczością wzruszał i dodawał otuchy.
Jego wewnętrzny świat był jednak pełen bólu i niepokoju, naznaczony chorobą afektywną dwubiegunową. A mimo to potrafił wychwytywać z rzeczywistości jasne punkty, które stawały się słowami dodającymi ludziom siły.
Kiedy pisał : „ I myśli sobie Ikar, co nieraz już w dół runął, jakby powiało zdrowo, to bym jeszcze raz pofrunął! ”,
kiedy pisał: „Żyj kolorowo, do przodu żyj, z wesołą miną spotykaj swój kolejny świt”,
albo: „Jeszcze w zielone gramy, jeszcze nie umieramy, jeszcze któregoś rana odbijemy się od ściany”,
to naprawdę wiedział, o czym pisze.
Czasem, gdy słucham jego piosenek, widzę przed oczami taki “film” . Tatę w szpitalu, tatę w swoim pokoju, patrzącego w sufit w głębokiej depresji. I równocześnie tę ścieżkę dźwiękową jego artystycznego życia, pełną humoru, radości, lekkości i nadziei. Trudno to ogarnąć rozumem.
Chciałabym dziś przywołać jedno wspomnienie.
Była kiedyś taka sytuacja, że bliska osoba, bardzo ceniona przez tatę, potrzebowała podzielić się z nim czymś bardzo ważnym o sobie. Czymś, co mogło być trudne do zaakceptowania. Bała się jego reakcji i poprosiła mnie, żebym to ja mu o tym powiedziała.
Spotkałam się z tatą i powiedziałam:
„Wiesz, ta i ta osoba przeżywa coś bardzo ważnego, ale boi się ci o tym powiedzieć. Boi się twojej reakcji.”
Tata nawet nie mrugnął okiem. Powiedział tylko:
„O mój Boże, to ja musiałem naprawdę grubo zawalić .”
Przy całym swoim skomplikowaniu, tata potrafił zobaczyć siebie i nie chronić wizerunku doskonałego człowieka, który nigdy się nie myli. Pisał: “ Wirują, wirują tysiące szprych w kole fortuny matuli, ta balladka jest o tych co się za pewnie poczuli. Bo choć wspaniały był start, nim koniec uwieniczy dzieło, może zamienić się w marny żart , co się tak pięknie zaczęło”. Tato, pamiętam, tęsknię. 🕯️❤️ Na zdjęciu my z tatą w 1978 chyba .