13/09/2025
ostatni czas upływa mi na pisaniu pracy zaliczeniowej do Wielkopolska Szkoła Psychoterapii Gestalt. temat, którym się zajmuję to: Fenomenologia gestalt i jej znaczenie w terapii osób doświadczających dysforii płciowej. umówiony termin z promotorką zbliża się wielkimi skokami (nawet już nie krokami).
udało mi się jednak wyjść na spacer poranny z osobą, której bardzo, bardzo, bardzo dawno nie doświadczałam w żywym kontakcie, a kiedyś było tak bardzo inaczej. cieszę się, że po wielu zawirowaniach udało nam się znaleźć wspólny moment w czasoprzestrzeni życia. to było dobre spotkanie.
to, co się wydarzyło później jakoś mnie równie mocno zachwyca i zadziwia. nie chcę nazywać tego magią, chyba, że zwyczajną magią życia i bycia częścią ekosystemu. przychodzę dziś do ciebie z tą opowieścią.
kierowałam się do domu, aby pisać wspomnianą już pracę (cały weekend mam pisać!). nie chciałam wracać ruchliwą ulicą w centrum, więc uznałam, że przemknę lasem i wyjdę inną stroną do cichszych ulic, a przy okazji dam ciału jeszcze odrobinę ruchu przed siedzeniem godzinami przed laptopem. doszłam do jeziora i już miałam skręcać w lewo, w stronę tramwaju, ale przystanęłam. kilka chwil wcześniej wyciągnęłam słuchawki z uszu (słuchałam wspaniałego słuchowiska Daniel Petryczkiewicz- jest tak o żywym życiu, że ja cię nie mogę! i nie dlatego o czym opowiada - to też- ale też jak i w jaki sposób daje życiom innym niż własne- ludzkie "podejść" do mikrofonu jako współprowadzącym, bez planu w tym, w całej swej życiowej doskonałej niedoskonałości przerywając mówienie, by zawołać psa! zachwycam się, ale koniec dygresji).
coś mnie zatrzymało, rozejrzałam się, bo nie wiedziałam, o co chodzi mojemu ciału. jednak czułam, że mój układ nerwowy powiedział mi "stój". uważnie przeczesywałam wzrokiem taflę wody, osoby mnie otaczające, drzewa i krzaki. wąchałam przestrzeń. pomyślałam, że jakiś mój zmysł coś złapał poza moją świadomością, ale nic. nagle decyzja- wcale nie przemyślana- idę dalej wzdłuż jeziora.
szłam dalej może 8 minut, wcale nie miałam zamiaru dziś tam iść. nagle skręciłam do drzewa, które często mijam, będąc w okolicy, a które kojarzy mi się z serialem "stringer things". śmiało mogłoby obsadzić rolę jakiegoś si-fi stwora sięgającego daleko swoimi ramionami. nie zawsze do niego idę, zwykle rzadziej niż częściej, bo czuję, że potrzebuje to drzewo przestrzeni i żeby mu tam nie łazić za dużo- sporo musiało się nagimnastykować by żyć. przywitałam się, obejrzałam je uważnie i poczułam, że mam iść dalej. skierowałam się kawałek za nim do jeziora. nigdy tam nie chodzę w tym miejscu. raz wisiałyśmy w hamakach całkiem niedaleko z Maria Sitarska - psychologia i psychoterapia rozmawiając o życiu.
zupełnie nie wiedziałam, o co chodzi, ale czułam trochę jakby mój mózg/układ nerwowy wiedział, a może czuł coś więcej - w końcu ma tyle informacji z tych wszystkich zmysłów. uznałam, że może nie będę zagadywać tego myślami i po prostu pójdę tam, dokąd czuję, że kieruje się moja uwaga. przeszłam przez krzaki i doszłam do jeziora. spojrzałam znów na taflę- nic, nawet kaczki nie ma. zerknęłam w dół po lewej- tuż obok moich nóg skwierczało niedogaszone ognisko. dym nadal tlił się i unosił się z jednego pnia prawie niezauważalny na tle krzaków i żarzył przy kolejnych podmuchach wiatru. dookoła las (pamiętamy, że cały czas jest susza hydrologiczna?). ktoś całkiem dokładnie obłożył kamieniami krąg ognia, ale nie poczekał na wygaśnięcie. korzystając z wody z jeziora zgasiłam żar.
nigdy tam sama nie chodziłam, wybieram zwykle inne ścieżki. wcale dziś nie chciałam iść tak daleko. w końcu robota czeka!
nie wiem jak inaczej to wyjaśnić, więc nazwałam to sobie magią życia- współbycia - połączenia mojego, twojego ze wszystkim co żywe.
może czasem wystarczy posłuchać, poczuć i nie zagadywać myślami/słowami. może czasem wystarczy pójść za tym, co podpowiada ciało. posłuchać drzew.
może czasem jednak warto znów iść, tak wiesz, "na czuja"
tymczasem wracam do pisania pracy, a tobie życzę chodzenia "na czuja", może też coś dobrego z tego wynika?
wracając dostałam liść ozdobny, przyniosłam go do domu we włosach, trafił do mojego dziennika.
z zachwytem
agata