10/02/2026
Jest duża różnica między wyłącznie intelektualnym podejściem do psychiki, kultury i natury, jak również alchemii, a podejściem życiowym i praktycznym, związanym z autentyczną pracą nad sobą i przeżywaniem. Ten drugi rodzaj podejścia moglibyśmy nazwać podejściem włączającym.
Jest jeszcze podejście, które nazywam techniczno-manipulacyjnym, które działa na zasadzie dziwnego by-passu, sięgając rzekomo do „nieswiadomości” - próbując manipulować nią. W gruncie rzeczy to zrozumiałe, któż nie chciał być jako dziecko wróżką lub czarownikiem i mieć supermoce, uzyskać coś po machnięciu różdżką, naciśnięciu magicznego guzika czy wzięciu odpowiedniej kapsułki?
Niekiedy deficyty w możliwości przeżywania lokują człowieka po wyłącznie intelektualnej stronie, dywagacji i rozważań, myślowej akrobatyki lub techniczno-manipulacyjnej akrobatyki oraz niekiedy akrobatyki z różnymi substancjami.
Robiącymi coś, ale omijającymi rdzeń. I nie jest to ocena, ale obserwacja. Ponieważ czasami musi upłynąć dużo czasu i muszą zaistnieć odpowiednie warunki, aby uzyskać naturalny dostęp do przeżywania i obszaru relacyjnego, aby powstały mosty i platformy w pustych dotychczas miejscach. Nie zbuduje się mostu i platformy instant. Taka konstrukcja bardzo szybko runie. Rozwój "instant" natychmiastowych metod, "manipulacji" nieświadomością, "panowania" nad nią czy zasłaniania się zbiorowym cieniem jest w istocie smutną domeną wiecznych dzieci. Równie smutny i mroczny jest dla mnie świat intelektualnych akrobacji, gdy nie ma w nim czucia. Widzę go jako opuszczoną, zimną, zrujnowaną fabrykę w mroku. Dużo jest tego w społeczeństwie i w kulturze. Niekiedy jest to podziwiane, daje "kontent".
Dlatego myślę, że dzisiaj dla wielu osób, ogromna praca nad sobą odbywa się w obszarze "oduczania się”, patrzenia na siebie w taki sposób, że warto wiele niekonstruktywnych konstrukcji zdekonstruować, aby móc te nowe, żywe mosty i platformy zbudować.
Marta Szczukiewicz
fot. Fripeek