15/04/2026
NIE/MIŁOŚĆ
💔
Słuchając historii kobiet od lat, wciąż jestem boleśnie zaskakiwana tym, jak wiele ran zostało zadanych w dzieciństwie.
Każdy wchodzi w rolę rodzica ze swoją historią, często pełną zmagań. Prawie zawsze intencje rodzica są dobre. A jednak, gdyby zliczyć wszystkie opowiadane na świecie historie krzywdy i na tej podstawie próbować określić, jaka jest najbardziej okrutna grupa społeczna zamieszkująca dzisiaj planetę Ziemia, niechybnie grupą tą zostaliby właśnie oni, rodzice.
Historie o krzywdzie często są historiami o dzieciństwie, a historie o dzieciństwie często są historiami o krzywdzie. Krzywdą jest NIEMIŁOŚĆ: miejsce, w którym jej zabrakło; wyrwy po miłości.
Twoja wyrwa, moja wyrwa, wyrwa tej koleżanki z pracy, co siedzi obok ciebie i zamęcza wszystkich swoim nieustannym utyskiwaniem, wyrwa twojej babci, tej, do której nie znosiłaś jeździć, i tej drugiej, do której uwielbiałaś, wyrwa tego sąsiada, którego kot ciągle do ciebie przełazi, wyrwa twojej przyjaciółki, która wydaje się zawsze mieć na wszystko odpowiedź i pełno nadziei w sercu… Te wszystkie wyrwy mają swoją historię.
Nasze wyrwy nie chcą się zasklepić. Dlaczego? To pytanie błąka się latami w poszukiwaniu odpowiedzi jak zagubione dziecko, które szuka opiekuna.
I czy można skatalogować rodzaje wyrw, ran, tak jak się kataloguje książki w bibliotece?
Nieco to karkołomne, ale postanowiłam spróbować. Jeśli mi się uda, któraś z opowieści okaże się twoją. Może nawet – więcej niż jedna.
DZIEWCZYNKA-CZUJKA
Zobaczyłam kiedyś takie zdjęcie: domowa impreza, chyba urodziny dziecka. Na pierwszym planie ósemka roześmianych dzieci, około dwunastoletnich, wspólnie patrzących na coś, co ich rozbawiło. Za nimi kilka kobiet, pewnie ich matek, łagodnych, pogodnych, ubranych w letnie suknie jak z lat pięćdziesiątych, patrzą w tę samą stronę. Oni wszyscy stoją tyłem do wielkiej, przeszklonej ściany. Ale przodem do tej ściany ze szkła, a tyłem do rozbawionego towarzystwa stoi wyprostowany facet ubrany jak kowboj. On patrzy na coś zupełnie innego: za plecami kobiet i dzieci, na linii jego wzroku, na nieodległym wzgórzu, właśnie coś wybucha. Miedzianopopielaty słup ognia wspina się wysoko i otwiera jak dłoń – na tyle blisko, że wydaje się nieuchronne, że już za chwilę obróci w pył wszystko. Zniszczy także ten dom, w którym w najlepsze trwa urodzinowa impreza, spopieli żółtą suknię gospodyni, letnie kapelusze dzieci i wszystko, co miało się jeszcze wydarzyć tym, którzy je noszą. Tylko kowboj odwrócony jest we „właściwą" stronę, tylko on patrzy na to, na co teraz trzeba patrzeć. I może za chwilę gwałtownie przerwie zabawę, uratuje to wszystko, co jeszcze można ocalić. Może to zawsze było jego zadanie: wyglądać niebezpieczeństwa, żeby inni mogli się bawić.
Jeśli byłaś Dziewczynką-Czujką, znasz stan ciągłego napięcia, który towarzyszy wypatrywaniu zagrożeń.
Dziewczynka-Czujka ratuje świat przed katastrofą. Jej serce wie, że nie ma nikogo innego, kto mógłby to zrobić. Co z tego, że to zadanie ponad jej siły? Nikt jej w tym nie wyręczy. Stawką jest wszystko. Wie to, bo słyszała na własne uszy, jak mama mówiła, że jeszcze jedna awantura i skoczy z okna, jak tata mówił, że zaraz wyjdzie z domu i już nigdy go nie zobaczą.
Mniej dramatyczną formą katastrofy jest Cisza. Cisza w domu oznacza, że zatrzaskują się niewidzialne, ołowiane drzwi. Pozornie wszystko odbywa się tak jak wcześniej – mama w kuchni, tata przerzucający kanały telewizyjne na kanapie – a równocześnie wszystko jest inaczej. Świat wyzuty z ciepła. Dla Dziewczynki-Czujki cisza jest jak wyrok, który brzmi: „Jesteś sama na świecie. Nikt i nic cię nie chroni".
W dorosłości Dziewczynka-Czujka leży w swoim wygodnym łóżku, w życiu, w którym tyle się udało, tyle zostało zbudowane, osiągnięte, ale spokój wokół niej wydaje się jej pozorny. Dorosła Dziewczynka-Czujka nie może zasnąć. Czy ktoś zakaszlał za ścianą? Co tak cicho, przecież moja Zosia o tej porze ogląda filmiki na TikToku? Co to za dziwny dźwięk, przecież pralka już skończyła chodzić? Coś skrzypi, czy to czyjeś kroki na schodach? A mój Rafał jakoś tak cicho oddycha, czekaj, czekaj, czy on w ogóle oddycha? Nie no, oddycha, ale tak jakoś mało miarowo, może ma bezdech senny! A to groźne jest!
Czujność to choroba chroniczna. Czasem jest trochę lepiej. Czasem wydaje się nawet, że może już przeszło. Ale potem znowu powraca. Czujność nigdzie się nie wybiera. Jest jak pasożyt, gotowy żywić się wszystkim, co podleci. Potrzebuje nieustannego materiału do obróbki i rzeczywistość usłużnie podsuwa ten materiał: ktoś się skrzywi na zebraniu zespołu, Zośka wróci ze szkoły z niewyraźną miną. Pytana, czy wszystko w porządku, mówi, że tak, ale nie z tobą takie numery.
Jeśli nosisz w środku Dziewczynkę-Czujkę, boisz się cieszyć. Twój bardzo czuły aparat pomiarowy nie protestuje, jeśli się zaśmiejesz czy przybijesz piątkę po skończonym projekcie z kolegą z pracy, ale kiedy radość trwa dłużej, strzałka zaczyna się wychylać w stronę czerwonego pola. Najbardziej szaleje w momentach, kiedy siedzisz ze swoją rodziną na jakiejś łące i czujesz, że nadciąga coś na kształt błogości. Dzieci wymyśliły sobie zabawę w przeskakiwanie swojego cienia, mąż na kocu obok pyta, czy podać ci okulary przeciwsłoneczne, słońce świeci i świat układa się w obraz łagodny. Ale, ale! Twój czujnościowy czart włącza systemy alarmowe i zaczynasz śnić sen na jawie. Jest to oczywiście koszmar.
Nie wolno utracić czujności, bo może nadejść katastrofa. A to, że wszystko wydaje się być w najlepszym porządku, to tylko wielka zmyła. Jest trochę tak, jakbyś była na wojnie, której nikt inny nie widzi, bo wszyscy wokół wydają się pochłonięci nieodpowiedzialną zabawą. I jest tak, jakby oni mogli się bawić, ponieważ ty czuwasz. A kiedy mówisz, że jest niebezpiecznie, biorą cię za wariatkę. „Wyluzuj!" – przekonują.
Długo zanim odbierze swój pierwszy dowód osobisty, Dziewczynka-Czujka uczy się harówy emocjonalnej. Odpowiedzialności za cały świat: za dobry nastrój w domu i za wyprasowane koszule, a potem za minitarty z lawendą na szkolny kiermasz przedświąteczny, za termin u obleganej dermatolożki dla córki, która „nie wytrzyma już ani dnia dłużej" ze swoim trądzikiem, za czytanie powiadomień z Librusa i za to, żeby koleżanka przy biurku obok, która wygląda na niewyspaną, dostała kawę. Jeśli jest matką, Dziewczynka-Czujka często staje się właściwie samotnym rodzicem, nawet jeśli wciąż jest w związku z ojcem swoich dzieci. Jeśli zaświta jej w głowie rewolucyjny pomysł, żeby pierwszy raz od trzech lat wyjechać na weekend na warsztat jogowy, musi najpierw ułożyć domek z kart i modlić się, żeby nie przewrócił go żaden podmuch wiatru: słoiki z jedzeniem na dwa dni w lodówce, misterna konstrukcja kalendarza opieki nad dzieckiem, pani Władzia z naprzeciwka do nakarmienia kota wtedy, kiedy dzieci na nocowance, bo mąż ma spotkanie z kolegami („Przecież nie zrezygnuję z tego dla kota!").
📚 fragment nowej książki Natalii de Barbaro pt. "Przejścia. Którędy do miłości", wyd. Agora. Tekst pochodzi z rozdziału "Katalog ran".
WO 08.03.2026