28/01/2025
Z pamiętnika (nie)młodej psychoterapeutki.
"Dzień dobry. Chciałabym zapisać się na terapię z mężem, ale mamy taki problem, że mamy małe dziecko i nie mamy go z kim zostawić i musielibyśmy przyĵść razem z nim".
... Hmmm, jestem daleka od stawiania szybko hipotez, ale jakby potraktować to symtomatycznie?
Kobieta na oko, a raczej na ucho w wieku około 35 lat, swoim telefonem daje informację, że mają jaką trudność w małżeństwie, że potrzebują pomocy, ale dziecko utrudnia możliwość skorzystania z niej.
A może właśnie pojawienie się dziecka spowodowało pojawienie się problemów?
Gdy na psychoterapię trafiają pary i proszę, aby każdy powiedział, w którym momencie według nich zaczęlo się robić trudno, kiedy pojawily się problemy w ich związku, często odpowiadają zgodnie, że po narodzinach dziecka.
Dlaczego tak się dzieje?
Między innymi dlatego, że z ukladu jeden na jeden, gdzie możecie swoją uwagę i czas kierować na siebie wzajemnie stajecie się triadą. Pojawia się mały człowiek, który wymaga mnóstwa uwagi i opieki, obecności rodzica przez niemal 24 h.
Zazwyczaj to kobieta - mama jest tym podstawowym opiekunem. Niepewna w nowej roli, zatrwożona, niewyspa potrzebuje kogoś, kto będzie ją wspierał w tej roli, przejmie opiekę nad dzieckiem, żeby mogła odpocząć.
Tata- mąż/partner w tym czasie jest " na polowaniu" tzn.w pracy, żeby zdobywać pieniądze na utrzymanie rodziny i w ten sposób bardzo często mężczyźni rozumieją swoją rolę. Mówią "przecież to, że pracuję tak ciężko i dużo to robię właśnie dla nas, żeby było nam lepiej".
Wraca do domu i chciałby, aby było to miejsce jego odpoczynku, bo przecież on tez ma prawo być zmęczony, a tam czeka żona, która " ma pretensje, że późno wracam", " czegoś ode mnie chce". Która być może nie powita uśmiechem i ciepłym obiadkiem, bo prawdopodnie sama też go nie zjadła. Jest zmęczona, przytłoczona nową rolą, do której nie przygotowują żadne szkoły rodzenia ani cudze opowieści albo wręcz jest w depresji?
Kobieta oczekująca od mężczyzny wsparcia, wzajemnego zajęcia się dzieckiem i obowiązkami domowymi , gdy go nie dostaje czuje się opuszczona emocjonalnie i osamotniona. Mężczyzna, który nie trwa przy niej staje się powoli kimś " dalekim".
Partner, który czuje, że nie dostaje już tyle troski i uwagi od partnerki po narodzinach dziecka (wydawać by się mogło, że to zrozumiałe, prawda?) również może czuć się zostawiony, nieważny i narasta jego żal i poczucie odrzucenia..... Czuje się niedoceniony, bo przecież on tak długo pracuje własnie dla rodziny, a partnerka jeszcze ma o to pretensje. I zamyka się coraz bardziej w sobie.
I tak powoli.... troszcząc się przede wszystkim o dziecko, często nawet bardzo sprawnie logistycznie organizując się wokół niego....z poczuciem żalu, rozczarowania... w atmosferze wypowiedzianych lub nie wzajemnych pretensji...w złości.......
w poczuciu samotności, niezrozumienia kiedyś zakochani w sobie ludzie mogą stać się ludźmi, których łączy wspólny dach no i jeszcze zadania wokól dziecka/dzieci, ale przestali być dla siebie wsparciem i radością. Stają się obcymi sobie osobami, a może wręcz zaczęli się nienawidzić?
I nie, nie chcę powiedzieć, że rodzicielstwo to samo zło, bo oczywiście to nieprawda.
Uważam, że bycie rodzicem to najtrudniejsza rola w życiu, ale daje też mnóóóstwo radości i satysfakcji.
Chcę przekazać, jak ważnym dla związku jest, żeby rodzice przeżywali rodzicielstwo WSPÓLNIE we wszystkich jego barwach.
A przede wszystkim, aby stając się rodzicami, nie przestawali istnieć dla siebie jako Przyjaciele, Kochankowie. Aby mieli czas i przestrzeń BEZ OBECNOŚCI dziecka na BYCIE ZE SOBĄ I DLA SIEBIE
Agnieszka Dymska
Psycholog, psychoterapeuta
Ps. Oczywiście, post można udostępniać też przez bezpośrednie wysłanie do osób, które mogę być w opisanej sytuacji.