09/09/2025
Rocky 👊
Rocky Marciano nigdy nie wyglądał jak mistrz królewskiej kategorii wagowej. Kiedy po raz pierwszy wszedł na salę treningową, poruszał się ciężko, niezdarnie, jakby boks nie był jego naturalnym darem, ale w jego ciele drzemała energia, której nie dało się poskromić – cios z prawej ręki, potężny, niszczący i zdolny odmienić bieg każdej walki. Rocky był surowy technicznie, ale miał coś, czego nie da się nauczyć – nieustępliwość. Dzięki niej przeszedł do historii boksu jako jedyny czempion wagi ciężkiej, który zakończył karierę niepokonany. Jego bilans – 49 zwycięstw w 49 walkach, w tym aż 43 przez nokaut – sprawił, że na zawsze zapisał się w annałach boksu.
Ale początek jego drogi nie zapowiadał wielkości. Trener Charley Goldman wspominał, że gdy po raz pierwszy zobaczył Marciano na sali treningowej, wyglądał jak „Wóz pełen kapusty nie wyglądał tak niezdarnie jak Rocky Marciano, gdy zobaczyłem go po raz pierwszy podczas treningu w CYO GYM przy Siedemnastej Ulicy w Nowym Jorku”.
Niewłaściwie ustawiał nogi, trzymał wysoko głowę, nie wiedział nawet, jak bić w worek, lecz miał coś, czego nie można było nauczyć – potężny cios.
Kariera Marciano nabierała rozpędu, aż w końcu przyszło mu stanąć naprzeciw legendy – Joe Louisa. W 1951 roku „The Rock” zatrzymał powrót byłego mistrza, nokautując go w ósmej rundzie. Jeszcze większe emocje wzbudziła walka pięściarza z Brockton z „Jerseyem Joe” Walcottem. W 1952 roku w Filadelfii Marciano był bliski porażki. Po serii ciosów rywala i problemach ze wzrokiem wydawał się ociężały i bezradny. Nagle jednak zadał jeden z najsłynniejszych ciosów w dziejach boksu – prawy sierpowy, po którym Walcott majestatycznie osunął się na deski.
– Na ten cios zapracowało całe moje ciało, nawet pięty. Włożyłem weń całą siłę. Gdy trafiłem Walcotta, wiedziałem, że już nie muszę czekać, aż sędzia go wyliczy. On był znokautowany w momencie, gdy poszedł na zderzenie z moją pięścią – mówił później Marciano.
Rewanż rok później trwał tylko kilka minut – stary mistrz został znokautowany po trzech ciosach Rocky’ego.
Pamiętne były również starcia Rocky’ego z Ezzardem Charlesem. Ich „Walka stulecia” z 1954 roku na stadionie Yankees zapisała się w sportowych kronikach. Charles miał przewagę, rozciął Marciano łuk brwiowy i wydawało się, że może go zatrzymać. Nic z tych rzeczy. Zakrwawiony i oszołomiony faworyt, wracał i atakował, aż w końcu przechylił szalę zwycięstwa na swoją stronę. W rewanżu znów musiał stawić czoła ranom i kryzysowi, ale ostatecznie dwukrotnie posłał Charlesa na deski i wygrał przed czasem.
Ostatnim rywalem w karierze Marciano był Archie Moore – czempion wielu kategorii wagowych, którego „The Rock” znokautował w 1955 roku, po czym odwiesił rękawice na kołku.
Niestety życie Rocky’ego zakończyło się tragicznie – 31 sierpnia 1969 roku, w przeddzień 46. urodzin, zginął w katastrofie lotniczej pod Newton. Leciał małą cessną, chcąc oszczędzić na bilecie rejsowym…
– Odszedł młodo – jak James Dean czy Rudolph Valentino. I tak jak oni stał się „większy niż życie” – pisano po jego śmierci.
Legenda o Marciano przetrwała. Rocky nie był artystą ringu, tylko wojownikiem, który nigdy się nie poddawał. Walczył zawsze do końca, bez kalkulacji, jakby każdy pojedynek miał być ostatnim.
Dziś mija 102. rocznica urodzin Rocky’ego Marciano, który na zawodowych ringach był uosobieniem brutalnej siły.
Tekst powstał w oparciu o książkę "Walki stulecia. Bohaterowie wielkiego boksu", która jest dostępna na ⏩ https://bit.ly/botiga-walkistulecia
📷 Los Angeles Daily News/Wikimedia Commons