26/03/2026
Rzeczy, które pomogły mi w trakcie Półmaratonu Warszawskiego 2026.
I zapraszam do opisu poniżej, bo też wyszedł mi całkiem ładnie XD. Jest o odczuciach z trasy i o tym, jak staram się działać w kryzysie.🤪 ⬇️⬇️⬇️
Ogólnie rzecz biorąc, biegło mi się bardzo dobrze. Tak jak przed biegiem martwiłam się, że tempo 5:15 jest dla mnie za szybkie (na treningach na Polu Mokotowskim, kiedy biegałam odcinkami w kółko, utrzymanie 5:15 na 4 km było trudne i tylko modliłam się do przerwy w truchcie 500 m), tak magia innych biegaczy, kibiców i atmosfera zrobiły swoje i zamiast mówić sobie „przyspiesz, przyspiesz”, w wielu momentach na początku mówiłam „zwolnij, zwolnij”. Do dziś zastanawiam się, czy dobrze zrobiłam, że się tak hamowałam na początku, ale trudno.
Kryzys złapał mnie między 14. a 15. km, po przebiegnięciu Wisłostrady. Na podbiegu zwolniłam bardzo, próbując uspokoić oddech i powoli już zmęczone nogi. Za mną okrzyki drugiego z pacemakerów prowadzącego grupę na 1:50, pierwszy kilka setek metrów przede mną. Do tej pory na niego zwracałam uwagę i próbowałam gonić. Stres i chwila zawieszenia.
I tu ZAPRASZAM NA CHWILĘ DO MOJEJ GŁOWY, bo inaczej nie opiszę tego - mowa wewnętrzna pełną gębą 🤣
„Ojej, aż tak zwolniłam - nie dobrze… ale jeśli przed mną jest pacemaker na 1:50 i za mną też, to na jaki ja czas biegnę? Jakoś pomiędzy? xD”
Nowy cel: biegnij przed tym drugim pacemakerem, nie daj się wyprzedzić. Równe, spokojne tempo. Robię swoje! O, mogę przybić „👋👋👋” z młodymi kibicami z fundacji . Przybijam i wrzeszczę, że biegnę dla nich. Nie mam pojęcia, czy mnie słyszą (pewnie nie 😅). Tubka żelu, łyk wody. Spotkanie swojego chłopaka w roli supportu – wolniejsze tempo, oddech, pomaga.
Przy wbieganiu na most czułam, że jest już lepiej! Pacemaker biegnący za mną na 1:50 zostaje w tyle. Do mety już tylko 6 km.
•bieganie •psychologia •półmaraton Warszawski