Chatka na działce

Chatka na działce Permakultura, życie w zgodzie z naturą, miłe spędzanie czasu
Patronite

https://www.facebook.com/share/p/1ANWYMGTos/
20/12/2025

https://www.facebook.com/share/p/1ANWYMGTos/

Ciemne niebo staje się luksusem...

Noc powinna być ciemna — to jej naturalny stan. Tymczasem w wielu miejscach na świecie, także w Polsce, prawdziwa ciemność praktycznie zniknęła. Sztuczne światło, choć daje poczucie bezpieczeństwa i pozwala nam funkcjonować po zmroku, coraz wyraźniej wpływa na zdrowie ludzi, kondycję roślin i zachowania zwierząt. Problem jest na tyle poważny, że od lat zajmują się nim naukowcy, choć wiele osób wciąż nie zdaje sobie sprawy z jego skali.

Zarówno u roślin, jak i u zwierząt cykl życiowy zależy od zjawiska zwanego fotoperiodyzmem. Jest to zjawisko uwarunkowane dobowymi oraz sezonowymi zmianami proporcji ciemności i światła w naturalnym rytmie biologicznym. U roślin zmiany długości dnia i nocy odpowiadają za możliwość ich kwitnienia. Rośliny dnia krótkiego (kwitną jesienią) wymagają określonej długości nieprzerwanej nocy, aby móc wydać kwiaty i rozmnażać się. Zakłócenie ich cyklu spowoduje zaburzenia rozmnażania i rozwoju tych roślin. Do tych roślin należą między innymi tytoń, kukurydza, proso, ryż i chryzantemy.

U zwierząt fotoperiodyzm między innymi reguluje funkcjonowanie gruczołów rozrodczych. Brak ciemności w nocy może zakłócać orientację przestrzenną zwierząt, zmieniać wzajemne zależności pomiędzy różnymi gatunkami i wpływać na psychologię, zdobywanie pożywienia, rozmnażanie, komunikację oraz inne istotne zachowania zwierząt. Ponadto, oświetlenie wabi różne gatunki owadów czy nietoperzy, stanowiąc często śmiertelną pułapkę.

Badaniem zachowań i metabolizmu organizmów żywych w ciemności zajmuje się skotobiologia.

Więcej: https://www.ekologia.pl/srodowisko/zgasmy-swiatla-czarne-nocne-niebo-to-ratunek-dla-przyrody/

https://www.facebook.com/share/p/14Vidainm4j/
16/12/2025

https://www.facebook.com/share/p/14Vidainm4j/

🌳🌲Od lat słyszymy, że „przyszłość lasów to gatunki liściaste, bo gatunki iglaste nie radzą sobie z suszą”. Problem w tym, że dane empiryczne coraz częściej temu przeczą.
🔍 Najnowsze badania dendrochronologiczne z Europy Środkowej pokazują jasno: gatunki iglaste (z wyjątkiem daglezji) wykazują średnio wyższą odporność, lepszą regenerację i większą odporność całkowitą na suszę niż większość gatunków liściastych.
🌲W rankingach tolerancji suszy najwyżej znalazły się m.in. modrzew europejski i sosna zwyczajna, podczas gdy buk – symbol „bezpiecznego” lasu przyszłości – wylądował dopiero w dolnej części zestawienia.
📍To nie jest argument za monokulturami ani „powrotem do świerka”. To jest argument przeciwko uproszczeniom i ideologicznemu myśleniu o składzie gatunkowym lasów.
🔹Adaptacja do zmian klimatu nie polega na zamianie jednego dogmatu na drugi, tylko na opieraniu decyzji o twarde dane, lokalne warunki siedliskowe i rzeczywistą ekologię gatunków.

Rys. Średnie roczne chronologie wzrostu promieniowego bez trendu w latach 1978–2020 (oznaczone na osi x) dla każdego gatunku (czarne) wraz z indywidualnymi chronologiami (szare). Roczny wzrost promieniowy dla każdego wybranego roku suszy zaznaczono na czerwono, natomiast okresy przed suszą i po suszy zaznaczono na pomarańczowo.
Źródło: Emilia Winter Artusio, Klaus Dolschak et al. 2025. Ranked growth response to drought for 14 tree species in a temperate forested landscape in Austria. Forest Ecology and Management, 593, 10.

23/11/2025

Etyka, Felieton, Permakultura, Samowystarczalność Osiem form kapitału, na przykładzie pomidora. 22 listopada 2025 Permisie Gdybym za każdym razem, gdy ktoś w reakcji na relacje z mojego ogrodu, pisze „To się nie opłaca” dostawał dolara, to już dawno jeździłbym Lamborghini. Opłacalno...

Mam kilka krzaczków. Jak zaczną owocować akurat będę blisko emerytury 👵
21/11/2025

Mam kilka krzaczków. Jak zaczną owocować akurat będę blisko emerytury 👵

Głóg jest kurde obrzydliwy. I w dodatku kłuje. Wygląda jak drut kolczasty, który dostał wysypki. Jakby tego było mało, śmierdzi jak przeterminowany wujek. Łobuz trąci trupem jak nasz system emerytalny. Albo zgniłą rybą, jak intencje władzy. Ten aromat rozkładu, lub jak kto woli pierwsze pierdy wiosny, to trimetyloaminy, czyli substancje wydzielane przez ciało zaraz po tym, kiedy człowiek kojfnie.

Głóg to roślina dla masochistów. Niby daje owoce, ale każe za nie płacić bólem. Ma ciernie długie na 1 do 2,5 centymetra, więc idealnie nadaje się na żywopłot lub zasieki. Gdyby Francuzi obsadzili linię Maginota głogiem, to… i tak by to nic nie dało bo Niemcy oszukują i ją bezczelnie obeszli bokiem.

Jeszcze, żeby było po co ryzykować. Ale nie ma, bo owoce głogu to jadalny styropian. Z daleka wyglądają jak malutkie jabłka, ale smakują jak zakurzona mąka. Jakby się człowiek całował z piekarzem po 12-godzinnej zmianie.

Surowe owoce głogu lubią tylko ptaki z zimową depresją, które często nie mają wtedy co do dzioba włożyć. No i nasi przodkowie też je lubili, bo byli jak te zimowe ptaki — pełni głogu albo martwi.

Jedzenie surowego głogu to doznanie przypominające żarcie kotleta z tektury maczanego w rozwodnionym soku jabłkowym. Żeby w ogóle dało się go przełknąć, trzeba drania zasypać cukrem i zrobić z niego przetwory, a najlepiej jeszcze zalać spirytusem. Dzięki temu powstanie nalewka o smaku mopa z nutką libacji w komórce lokatorskiej.

Irlandczycy i Celtowie uważali, że pojedynczy krzak głogu to drzewo wróżek. Nie wolno go było ścinać. Bo jak się wróżki wkurzą, to ześlą na człowieka Wielki Głód. Potem okazało się, że to nie wróżki, tylko Anglicy, ale niesmak pozostał.

Skoro jesteśmy już przy ludziach, w których żyłach płynie herbata z octem — w niektórych miejscach brytole wytwarzają z głogu keczup. Przysięgam, że oni w tej Anglii nic nie robią, tylko kombinują, jak sprawić, żeby ich kuchnia była jeszcze bardziej pos*ana. Dlatego tak długo siedzieli w Indiach.

Potem Gandhi pokonał ich biernym oporem. To było sprytne, bo nicnierobiący pomarszczony starzec tak bardzo przypominał im członków Izby Lordów, że się biedacy pogubili i przerzucili na okupowanie rynku w Krakowie.

Jest ktoś poza ptakami, kto lubi głóg tak, jak karasie lubią efekt ruchów robaczkowych jelit. Emeryci. No bo jest podobno dobry na serce. Jak widzę kogoś, kto rwie głóg z krzaka, to wiem, że pamięta Gomułkę i narzeka na tę dzisiejszą młodzież. Nosi ciepłe kapcie i ma czas na oglądanie „Agrobiznesu”. W sumie im dłużej piszę, tym bardziej sam bym tego głogu poskubał.

14/11/2025

Oglądać!

Wystawiłam pyszczek z norki 🐭Miłego oglądania! 📽
19/10/2025

Wystawiłam pyszczek z norki 🐭
Miłego oglądania! 📽

Enjoy the videos and music you love, upload original content, and share it all with friends, family, and the world on YouTube.

Powolutku🐌 zbieram się do powrotu na socialmedia z własnym kontentem. Mam wewnętrze przekonanie, że publikowanie czegoko...
12/10/2025

Powolutku🐌 zbieram się do powrotu na socialmedia z własnym kontentem.

Mam wewnętrze przekonanie, że publikowanie czegokolwiek bez wewnętrznej ekscytacji i szczerej chęci podzielenia się, jest u odbiorców wyczuwalne.

Dziś czuję radość z tego, że mam jeszcze parę własnych cukini kulistych, z dodatkiem których upiekłam to pyszne ciasto, które szamam właśnie na śniadanko, popijając wyborną kawą 🫠

Zostając samej pełną nadziei, że energii i chęci do publikacji będzie przybywać, i że zaraz znowu coś ode mnie zobaczycie, życzę Wam miłego dzionka 🌦 i smacznej kawusi ☕️

29/09/2025

Jak donoszą media, rolnicy z kilku województw w Polsce – świętokrzyskiego, lubelskiego, łódzkiego, mazowieckiego, małopolskiego i wielkopolskiego – znaleźli się w dramatycznej sytuacji. Zamiast pietruszki korzeniowej, którą zakupili jako materiał siewny, na polach wyrosła pietruszka naciowa. Winne są źle oznakowane nasiona, które trafiły do Polski z czeskiej firmy MoravoSeed i były sprzedawane przez PNOS z Ożarowa Mazowieckiego (skądinąd świetną firmę).

Konsekwencje są poważne: straty liczone są w milionach złotych. Szacuje się, że tylko w regionie świętokrzyskim sięgają ponad 10 milionów, a w skali kraju nawet 20 milionów. To nie tylko stracony rok pracy, lecz także zerwane kontrakty i ogromne obciążenie finansowe dla gospodarstw. Rolnicy czują się oszukani i walczą o rekompensaty, ale droga do ich uzyskania może być długa i niepewna.

Ta historia unaocznia, jak kruche bywa rolnictwo, gdy jest w pełni uzależnione od zewnętrznych dostawców nasion. Co by się stało, gdyby zamiast kupować materiał siewny, rolnicy mieli własne, sprawdzone nasiona?

Samodzielne zbieranie i przechowywanie nasion to praktyka, która ma wiele zalet. Po pierwsze, pozwala zachować odmiany najlepiej przystosowane do lokalnych warunków glebowych i klimatycznych. Po drugie, chroni przed błędami i zaniedbaniami w łańcuchu dostaw – takimi jak te, które doprowadziły do tegorocznej katastrofy z pietruszką. Po trzecie, daje ogromną oszczędność finansową: rolnik nie musi co roku wydawać tysięcy złotych na zakup materiału siewnego, a jednocześnie zyskuje pewność, co naprawdę sieje. Po czwarte, na szczeblu lokalnym, pozwala uzyskać dodatkowe dochody z produkcji nasiennej dla sąsiadów, a dochody te zostają "w gminie", a nie wędrują za siedem gór i siedem rzek.

W szerszym kontekście mówimy tu o suwerenności żywnościowej – o tym, by to społeczności, a nie korporacje czy odlegli dostawcy, decydowały o tym, co i jak uprawiają. Gdy rolnicy sami kontrolują nasiona, odzyskują władzę nad podstawą swojego bytu. Odzyskują wolność.

Poza tym, bądźmy szczerzy - człowiek i stworzone przez niego korporacje potrafią jedynie życie modyfikować, ale nie potrafią go tworzyć. Jedna z trzech podstawowych zasad etycznych permakultury – dzielenie się nadmiarem – kłóci się z ideą zawłaszczania i reglamentowania czegoś tak podstawowego, jak zdolność rośliny do rozmnażania. W praktyce oznacza to, że nasiona są dobrem wspólnym, częścią wspólnego dziedzictwa ludzkości. Z tego punktu widzenia działania korporacji, które roszczą sobie prawa do odmian, są naruszeniem nie tylko etyki permakulturowej, ale też elementarnej sprawiedliwości.

Dlatego w ruchu permakulturowym tak dużą wagę przykłada się do samodzielnego zbierania nasion, wymiany ich między ogrodnikami i rolnikami, tworzenia banków nasion, czy sieci takich jak Seed Savers Exchange. To praktyka, która nie tylko chroni różnorodność i dostosowanie do lokalnych warunków, ale jest też realnym aktem oporu wobec korporacyjnego monopolu.

Ale warto pójść jeszcze dalej w tym rozumowaniu: jak zmieniłoby się życie rolników, gdyby zaczęli od zabezpieczenia wszystkiego, co naprawdę niezbędne – jedzenia, energii, paszy, nasion – w granicach własnego gospodarstwa? Odpowiedź podsuwa przykład z innej części świata: rodzina Dervaes, prowadząca miejską farmę w Pasadenie, pokazuje, że nawet w środku miasta można wytwarzać niemal wszystko, co potrzebne do życia. Ich farma funkcjonująca na 800 metrach kwadratowych (!) dostarcza im warzyw, owoców, jaj, mięsa, a nawet paliwa, pozwalając funkcjonować w dużej mierze niezależnie od zewnętrznych rynków.

To jest właśnie permakulturowa wizja bezpieczeństwa i wolności: nie opieranie się na globalnych łańcuchach dostaw, które potrafią zawieść w najmniej odpowiednim momencie, lecz budowanie lokalnej, żywej gospodarki, której fundamentem są ziemia, rośliny, zwierzęta i ludzie. Historia pietruszki – choć bolesna – może być impulsem, byśmy zastanowili się nad tym, ile zależy od naszej żywnościowej niezależności, a co za tym idzie, po prostu, wolności.

Nareszcie!!! 🍄‍🟫
16/09/2025

Nareszcie!!! 🍄‍🟫

04/09/2025

Adres

Rogowa 66
Rogowa

Telefon

+48735000841

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Chatka na działce umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Chatka na działce:

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram