28/02/2026
Tydzień dobiega końca, a we mnie wciąż mocno wybrzmiewają słowa jednej z joginek.
W mijającym tygodniu najbardziej poruszyło mnie to, gdy po zajęciach powiedziała, że wzrusza się w savasanie. Że kiedy leży w bezruchu, zalewa ją fala wdzięczności. 🥹
I pomyślałam wtedy, że to wcale nie jest takie „oczywiste” doświadczenie.
Bo choć Savasana bywa postrzegana jako najłatwiejsza część praktyki, w końcu „tylko leżymy” 🤷♀️ dla wielu osób jest jedną z najtrudniejszych. To moment, w którym:
- ciało przestaje być w ruchu,
- nie mamy już zadania do wykonania,
- nie skupiamy się na technice,
- zostajemy same/sami ze sobą
A to oznacza przestrzeń. A w przestrzeni zaczynają wybrzmiewać emocje…
Wdzięczność, wzruszenie, ulga, ale czasem też smutek, zmęczenie, napięcie, które dopiero wtedy może się rozpuścić. I właśnie dlatego ten moment jest tak ważny.
Savasana to nie „dodatek” na końcu praktyki. To integracja. Czas, w którym układ nerwowy ma szansę się wyciszyć, a całe doświadczenie ułożyć w ciele.
Bardzo cieszą mnie takie słowa, bo wiem, że to kolejny element, w którym coś się układa. Że nie uciekasz. Że zostajesz. Nawet jeśli to bywa trudne. A zostanie w tym bezruchu i w tym, co się pojawia, jest ogromnym krokiem w stronę siebie.
A jeśli Ty nadal masz ochotę dać nogę z savasany - to też jest ok. To nie przymus. Każda z nas ma swój moment gotowości. Czasem potrzeba wielu praktyk, żeby w tej ciszy poczuć bezpieczeństwo.
I choć wiem, że dla wielu osób to wciąż wymagająca przestrzeń, takie słowa są ogromnie krzepiące. Bo przypominają, że ta cisza ma sens. Że warto ją praktykować. I że to właśnie tam - w bezruchu - często dzieją się najważniejsze rzeczy. 🤍
A jak jest u Ciebie?
Zostajesz w savasanie do końca czy czasem masz ochotę uciec? Podziel się w komentarzu, jestem bardzo ciekawa Twojego doświadczenia. 💬✨
A mojej jogince dziękuję, że się podziela swoim doświadczeniem ♥️🌷