16/12/2025
Długo uczono nas, że dorosłość polega na radzeniu sobie. Na samodzielności, ogarnięciu, niewyrażaniu potrzeby. Na tym, żeby nie brać za dużo i nie zajmować za wiele miejsca. Tak miało być bezpieczniej, rozsądniej, dojrzalej. Tylko że ciało nigdy w to do końca nie uwierzyło. Ciało pamięta napięcie, płytki oddech, czuwanie nawet wtedy, gdy teoretycznie wszystko jest w porządku. Pamięta zmęczenie wynikające z ciągłego „dam radę”.
W języku japońskim istnieje słowo, które na to napięcie odpowiada inaczej. Amae. Nie da się go dokładnie przetłumaczyć. To raczej doświadczenie niż pojęcie. Zgoda na to, żeby się oprzeć. Na drugim człowieku. Na jego obecności, uważności, zdolności do bycia bez poprawiania. Amae nie jest roszczeniem ani cofnięciem się. Jest chwilowym pozwoleniem sobie na to, żeby nie regulować się samodzielnie. Żeby nie musieć być silną, zwartą, gotową.
Amae mówi cicho: jestem taka, jaka jestem w tej chwili, i to wystarczy, żebyś został. W naszej kulturze to zdanie bywa trudne do wypowiedzenia. Częściej słyszałyśmy: poradzisz sobie, nie przesadzaj, musisz być silna, nie uzależniaj się. Tymczasem amae nie uczy zależności, która odbiera sprawczość. Ono uczy zależności, która koi. Takiej, w której potrzeba nie jest powodem do wstydu.
Z perspektywy ciała wszystko jest tu bardzo proste. Układ nerwowy nie zmienia się w napięciu. Nie uczy się w samotnym czuwaniu. Kiedy ktoś przyjmuje nas bez pośpiechu i bez oceniania, ciało przestaje się bronić. Oddech się pogłębia. W środku robi się trochę więcej miejsca. To nie metafora, to biologia. Amae jest stanem bezpieczeństwa, w którym organizm może wyjść z trybu przetrwania i wejść w tryb integracji. Dopiero wtedy coś naprawdę się przestawia.
Na Zachodzie często próbujemy regulować emocje w pojedynkę. Myśleniem, analizą, strategią. Amae przypomina, że część emocji reguluje się w relacji. Przez obecność, współodczuwanie, bycie widzianą bez potrzeby naprawiania. Nie pytaniem, co z tym zrobić, ale doświadczeniem, że nie jestem z tym sama. Dla układu nerwowego to zasadnicza różnica.
Często boimy się, że jeśli pozwolimy sobie na oparcie, stracimy autonomię. Że utkniemy. Że już się nie podniesiemy. A jednak rozwój przebiega inaczej. Najpierw relacja, potem regulacja, dopiero potem autonomia. Amae nie zatrzymuje. Amae umożliwia ruch. Bo kiedy ktoś był dla nas miejscem bezpiecznym, łatwiej później iść dalej bez pancerza, bez udowadniania, bez nadmiernej kontroli.
W kulturze europejskiej zależność bywa podejrzana. W japońskiej jest naturalną częścią bycia w relacji. U nas dorosłość często oznacza „radź sobie”. Tam raczej „możesz się oprzeć”. Amae oddziela potrzebę od wstydu. A kiedy wstyd znika, ciało przestaje się kurczyć. Pojawia się ruch, który nie wynika z przymusu, ale z wewnętrznej zgody.
Amae może wydarzyć się w terapii, w partnerstwie, w przyjaźni. Czasem w jednym zdaniu wypowiedzianym spokojnie we właściwym momencie. To chwila, w której nie trzeba być najlepszą wersją siebie. Wystarczy być. Może dojrzałość nie polega na tym, że już niczego nie potrzebujemy. Może polega na tym, że wiemy, gdzie możemy się oprzeć, kiedy świat robi się zbyt głośny. Amae nie cofa. Amae przywraca równowagę. Przypomina, że człowiek jest istotą relacyjną, że mózg rozwija się w bezpieczeństwie i że czasem największą siłą nie jest „dam radę”, tylko spokojne, ciche pytanie: jesteś?
Jeśli spodobał się Tobie ten artykuł udostępnij dalej niech płynie…..
Sentire - hipnoterapiaAgata JacaszekHarmonia ForestAgata Niklas - programy rozwojowe z końmi /Sunka Wakan/Magdalena Fudali-MachyńskaFundacja Kiedy Cichnie DzwonekOut Of The BOXes-neuroplastyczność mózgu