22/03/2026
W terapii integracji snsorycznej pracujemy nad poprawą motoryki oraz integracji bodźców zmysłowych i regulację emocjonalną u dzieci z autyzmem.
Zwykle nie zauważamy ile wysiłku w zwykłe czynności wkłada dziecko w spektrum. Dzieki indywidualnej terapii możemy zwracać większą uwagę na postępy, co za tym idzie zachęcić i wyrównać trudny start w życiu i stworzyć przestrzeń oraz pracę we własnym tempie.
Liczy się efekt, a nie staranie - smutna prawda, często ukrywana przed dziećmi.
Z cyklu - Rozważania Planety.
Miałam sześć lat gdy próbowałam pisać pierwsze koślawe litery, które niestety mi nie wychodziły tak dobrze jak rówieśnikom.
To były inne czasy, inne lata, nie było Internetu ani telefonów komórkowych.
Nie mówiło się autyzmie, zaburzeniach motoryki, dysgrafii.
Rzecz działa się w zerówce. Pani wychowawczyni była ciepłą i miłą osobą.
Gdy kolejny raz koślawo i brzydko napisałam kolejne litery wzięła mnie na kolana i zapytała: "Czy się starałam"?
Nie znałam tego słowa, jednak podświadomie czułam, że czai się za tym jakaś ściema.
Nie odpowiedziałam. Miałam wtedy mutyzm i na pytania odpowiadałam rzadko.
Nie odpowiedziałam też dlatego, że nie wiedziałam wtedy co dokładnie oznacza to słowo.
Być może mój autystyczny mózg wyczuł jakiś podstęp.
Albo literki się podobają i wtedy dostanę "serduszko" albo się nie podobają i wtedy dostanę "chmurkę". Po co więc pytanie o staranie?
Czas pokazał, że miałam rację.
Nikogo bowiem nie interesują nasze starania jeśli efekt jest lichy, słaby albo nie ma go wcale.
Kolejny incydent z zerówki.
Moje rysunki (sprawa ma się podobnie do obecnego czasu) zawsze były urody "mocno dyskusyjnej", z plastyki najczęściej miałam oceny typu "dostateczny" i nikogo nie obchodziło jak bardzo chciałam utworzyć ładny i estetyczny rysunek domku, kosmosu czy psa.
W mojej grupie w zerówce był kolega Mariusz.
Część najładniejszych rysunków lądowało na wystawce, nie pamiętam co ile się ona zmieniała, powiedzmy co tydzień.
Któregoś dnia mój rysunek po raz pierwszy wylądował na wystawce, zapewne Pani chciała sprawić mi przyjemność. To była miła i ciepła osoba.
Mariusz, którego rysunek tym razem nie pojawił się na wystawce zaprotestował i miał rację.
Powiedział, że jego rysunek (ładniejszy) powinien być na wystawce, bo mój jest brzydki.
I miał rację.
W życiu dorosłym, a często i wcześniej - w szkole podstawowej itd. nikogo nie obchodzą nasze starania jeśli efekt jest lichy albo brak efektów czy nawet zły (np. zniszczenie całego materiału podczas szycia, mimo że w pocie czoła starałaś się uszyć przez pięć godzin coś co innym wychodzi już po dwóch godzinach).
Pracodawcy nie obchodzi, że starałaś się piekąc ciasto skoro wyszło niesmaczne i klienci się skarżą albo że starasz się, ale już po 4 godzinach pracujesz dużo słabiej, często się myląc podczas gdy ktoś inny jest w stanie normalnie wykonywać pracę.
Sądu nie obchodziło jak bardzo się starałam chodząc na terapię, odwracając myśli czy biorąc regularnie leki.
Liczy się efekt.
Zapłacisz stolarzowi za krzywy i niefunkcjonalny mebel bo się starał? Czy zapłacisz innemu stolarzowi, który wykonał dobrze i równo, w dodatku w zwykłym, nie dodatkowym czasie pracy, zatem męcząc się mniej od swojego mniej zdolnego kolegi?
I takie jest życie przeciętnego autysty.
W dodatku jesteśmy naiwni i bardzo długo wierzymy w sprawiedliwość świata (ktoś się "męczy" i stara, ale prędzej czy później spotka go nagroda).
Prawdziwy świat nam jednak pokazuje, że tak nie jest.
Oto Słowo Planety, wrzućcie coś na tacę (link w komentarzu).