16/04/2026
To jest moment, w którym wiele osób myśli:
„to nie działa”.
Wychodzisz z terapii i zamiast ulgi masz więcej napięcia. Więcej myśli. Czasem takie rozbicie, którego nie da się ogarnąć.
I pojawia się w głowie:
„po co ja tam w ogóle poszedłem?”
Z mojej perspektywy — to często nie jest błąd.
To jest moment, w którym coś w końcu przestaje być trzymane na siłę.
Na co dzień naprawdę dobrze potrafimy się regulować:
odcinać, kontrolować, „ogarniąć temat”.
Tylko że w terapii trochę to rozszczelniamy.
I wtedy wychodzi:
napięcie, które było pod spodem
emocje, które nie miały miejsca
historie, których nie chcesz ruszać
I to NIE jest przyjemne.
Dlatego wiele osób w tym momencie chce z terapii wyjść. Albo udawać, że „to jednak nie dla mnie”.
A bardzo często to jest dokładnie ten punkt, w którym zaczyna się realna praca.
Nie wtedy, kiedy jest lekko. Tylko wtedy, kiedy coś zaczyna być prawdziwe.
Nie chodzi o to, żeby było gorzej.
Ale jeśli przez lata było to poukładane tak, żeby przetrwać — to chwilę zajmuje, zanim zacznie się układać inaczej.
Jeśli miałeś takie doświadczenie po sesji — to ma sens.
I to nie znaczy, że coś robisz źle.
💬 Miałeś kiedyś tak, że po rozmowie było trudniej niż przed?