Powrót do Domu

Powrót do Domu Psychoterapia Warsztaty Praca z Ciałem

02/05/2024
Dziecko rodzica z mocnym rysem narcystycznym przegląda się w krzywym zwierciadle. Głównym (a czasem jedynym) kryterium o...
31/03/2024

Dziecko rodzica z mocnym rysem narcystycznym przegląda się w krzywym zwierciadle. Głównym (a czasem jedynym) kryterium oceny jego zachowania, wyglądu, wypowiedzi, gustu, preferencji i wszystkiego, co składa się na jego tożsamość, jest to, czy i na ile wspiera rodzica w jego wielkościowej narracji lub w roli skrzywdzonej ofiary. Informacje zwrotne, które dziecko otrzymuje, nie są o nim jako odrębnej jednostce ludzkiej, tylko o tym, w jaki sposób służy rodzicowi. Nawet, jeżeli nie doświadcza bezpośredniej przemocy, jego relacja z tym, który powinien pełnić rolę opiekuna jest jednostronna i często odwrócona – to dziecko opiekuje się zaburzonym światem wewnętrznym dorosłego. Z pozoru drobne i niewinne interakcje stanowią budulec, z którego tworzy się fałszywa tożsamość dziecka. Przykładem może być krótka rozmowa, której byłam świadkiem, (mówi babcia do kilkuletniej dziewczynki):

- (…) no ale ja już w takim razie nie wiem czy ty się cieszysz że mnie widzisz
- ja się rozpłakałam jak przyszłaś, bo...
- już mi mówiłaś, to nieważne, ja chcę tylko wiedzieć, czy ty mnie kochasz czy nie

Nie ma wyzwisk, krzyków, obrażania się i odmowy kontaktu, o których wiemy, że są dewastujące, ale jest jasny przekaz: to, co się w tobie dzieje, nie jest ważne, interesuje mnie tylko, czy nakarmisz moje wewnętrzne dziecko swoją miłością. Skrzywdziło mnie to, co poczułaś i wyraziłaś, dlatego musisz teraz zapomnieć o sobie i zająć się moim poczuciem odrzucenia i bycia niekochaną.

Pojedyncze tego typu sytuacje się zdarzają, bo nikt z nas nie jest na tyle dojrzały, żeby nigdy nie użyć drugiej osoby do własnych celów. I jeżeli widziana przeze mnie dziewczynka ma wystarczająco dobrych rodziców, to taka interakcja z babcią nie powinna jej naruszyć.

Natomiast dziecko, którego główni opiekunowie w taki sposób go używają, składa swoją autentyczność w ofierze na ołtarzu (zaburzonej) relacji i buduje fałszywą tożsamość. Żyje z przymusem przeglądania się w innych ludziach, tworząc zależną osobowość. Kryteria oceny jego postępowania są na zewnątrz, poszukuje „obiektywnych” definicji normalności i często obsesyjnie usiłuje je spełniać. Taka osoba często używa takich sformułowań jak „boje się, co ludzie o mnie pomyślą”, ponieważ brak dostępu do czyjegoś świata wewnętrznego i możliwości kontrolowania go, jest dla niej zagrażający. Spodziewa się bowiem kary (odrzucenia, agresji, dewaluacji) w przypadku wzbudzenia w kimś niezadowolenia i nauczyła się, że odpowiedzialność za to, co dzieje się w drugim człowieku oraz za jego zachowanie, spoczywa na niej.

W dorosłych relacjach myli używanie z miłością, wchodzi w rolę ratownika, w interakcjach jest przezroczysta, w bliskości zlewa się z drugą osobą, jednocześnie doświadczając ogromnej pustki w naturalnych momentach oddzielenia. Odrębność jest zagrażająca, bo konfrontuje z wewnętrzną pustynią i lękiem przed powtórzeniem raniących doświadczeń. Jest jak wydmuszka, która wyzbyła się swojej esencji, gdyż nie było na nią miejsca, a potrzeba relacji i bliskości stanowiła fundament przetrwania. Ceną są oczywiście choroby psychiki i ciała, prowadzące czasem do śmierci. Śmierć fizyczna w tym kontekście może być ilustracją czy ostatecznym dopełnieniem tego, co dziecko narcystycznego rodzica musiało uczynić swojemu wnętrzu, żeby pozostać w relacji i zapobiec porzuceniu: uśmiercić własny temperament, pragnienia, reakcje emocjonalne, myślenie, ciekawość świata i chęć eksplorowania, a nade wszystko odrębność, granice i każdy aspekt swojej tożsamości, który nie wspierał zaburzonego obrazu rzeczywistości rodzica.
Psychiczne zmartwychwstanie, to osiągnięcie niezależności, która nie przyjmuje odpowiedzialności za czyjkolwiek stan wewnętrzny poza własnym i bez względu na reakcje otoczenia, pozostaje w zgodzie ze sobą. Nie należy jej mylić z przeciwzależnością, która wyraża bunt wobec zachowań zależnych, nadal jednak obraca się wokół tych samych, zewnętrznych kryteriów postępowania i monitorowania nastrojów ludzi wokół.

Osoby niezależnej nie można kontrolować, nie tylko groźbą kary (odrzucenia, wyśmiania, ostracyzmu), ale też kusić komplementami, głaskami i pochwałami. Nie oznacza to, że nie bywa jej przykro, kiedy jest źle traktowana, ani przyjemnie, kiedy jest chwalona, ale w imię żadnego z tych doznań nie zrezygnuje z autentycznej ekspresji samej siebie. Żeby stać się osobą niezależną (autentyczną), potrzebujemy wrócić do siebie, czyli odzyskać wszystkie uśmiercone aspekty swojej tożsamości, nauczyć się od początku - jak dziecko chodzenia - tego jacy jesteśmy i co naprawdę jest nasze, a co jest Ja fałszywym, stworzonym w oparciu o konieczność przetrwania w niesprzyjających warunkach. Procesowi temu towarzyszy ból psychiczny, tym większy, im bardziej unikaliśmy czucia go w przeszłości. Niezależność wymaga bowiem zgody na nieprzychylne reakcje otoczenia, czyli odwrócenia mechanizmu zadowalania innych, co może być jednym z najbardziej bolesnych doświadczeń dorosłości. W zgodzie na odczuwanie bólu jest jednak wolność do poznawania siebie, a następnie swobodnej ekspresji, stawiania granic, zajmowania miejsca i wychodzenia do świata oraz czerpania z życia.

Długo jeszcze będziesz przystawiać do piersi wszystkich biedaczków tego świata, którzy się napatoczą? Nakarmię jego, to ...
22/03/2024

Długo jeszcze będziesz przystawiać do piersi wszystkich biedaczków tego świata, którzy się napatoczą? Nakarmię jego, to potem on, uzdrowiony i silny, nakarmi mnie. A naprawdę będzie ciągle głodny, bo jego otchłań jest bezdenna. Ty będziesz marnieć i umierać, a twój wewnętrzny biedaczek będzie krzyczał coraz głośniej.

Nie dostaniesz tego, za czym tęsknisz, z zewnątrz.

Niech to się wreszcie odczaruje, bo zniszczysz się do końca. Jedynym "biedaczkiem", za jakiego jesteś odpowiedzialna jest ten w tobie i to on potrzebuje twojej dobrej piersi.

💖

Jest we mnie głodne dziecko, które myli używanie z miłością.Nie oszukujmy się, jest w każdym z nas. To dlatego dajemy si...
01/03/2024

Jest we mnie głodne dziecko, które myli używanie z miłością.
Nie oszukujmy się, jest w każdym z nas. To dlatego dajemy się złapać tym, którzy potrafią tak zakrzywić rzeczywistość, żeby ubrać używanie w płaszczyk zainteresowania. Współpracujemy w tym z nimi, odwracając wzrok od wielkich czerwonych flag i głuchnąc na wewnętrzny głos szepczący „wracaj do siebie”. Ignorujemy ukłucia w brzuchu, fale lęku przepływające przez ciało, myląc je z ekscytacją. Naginamy się coraz bardziej, przekraczamy siebie i znajdujemy mnóstwo racjonalnych powodów, dla których jest to dla nas „dobre” i „rozwojowe”.
A tymczasem druga osoba próbuje wypełnić własną pustkę naszą energią, pożywić się nami, żeby przez chwilę uciec od samotności, smutku, lęku i beznadziei. A kiedy nam to pokaże, to zamiast uciekać, wpadamy jeszcze głębiej w sidła własnego uzależnienia od ratowania skrzywdzonych, biednych i pokiereszowanych. Głodne dziecko wierzy, że kiedy naprawi zepsutego rodzica, to zostanie wreszcie nakarmione. Oddaje wszystko, co ma bezdennej pustce drugiego człowieka w nadziei, że tamten, nasycony, pokocha swojego małego wybawcę. A kiedy czarnej dziury nie udaje się zapełnić, dziecko marnieje i przymiera głodem. Staje się coraz bardziej zależne od okruchów uwagi, które są mu czasem rzucone. I wierzy, że za mało się stara, albo robi coś źle, skoro druga osoba nie jest szczęśliwa i nie kocha go tak, jak by chciało.
A najgorsze jest to, że dla głodnego miłości dziecka nie ma znaczenia to, że doskonale znasz te mechanizmy, pracujesz z nimi, przejrzałaś je na wylot i potrafisz pisać o nich elaboraty. Jeżeli nie karmisz swojego głodnego dziecka, to, zanim się zorientujesz, zaprowadzi cię tam, gdzie obiecałaś sobie już nigdy się nie znaleźć.
Przepraszam, Kochanie, już wracam.

09/02/2024

Jeżeli już wszystko wiesz, a nic się nie zmienia, to znaczy, że używasz wiedzy jako tarczy zamiast latarni.

12/01/2024

Pani od ciemnych sprawek psychiki i umysłu. Uwielbiam spacerować w przestrzeni cienia, nieświadomości, wydobywać stamtąd najbardziej wstydliwe, przerażające, nie chciane kawałki i odkrywać ich wartość. Lubię mrok i nie boję się demonów, które go zamieszkują. Wiem też, że mogę w terapii pokazać tylko drogę, którą sama przeszłam. Nie zjadłam wszystkich rozumów, sama ciągle się uczę. A kiedy zbyt dużo się powymądrzam, to nagle mierzę się w życiu z sytuacjami, które weryfikują moje twierdzenia o sobie, innych i o świecie. Ciągle uczę się wracać do ciała i do czucia, znam też prawie wszystkie drogi ucieczki, dlatego niewiele może mnie w tym temacie zaskoczyć. Unikam ratowania a nawet pomagania, żeby nie odbierać ci siły, tylko pozwolić ją odnaleźć w sobie. Pokazuję tyle, ile mogę zobaczyć i na ile mi pozwolisz. Znam teorię, mam wiedzę oraz doświadczenie terapeutyczne i korzystam z nich do eksplorowania rzeczywistości wewnętrznej w kontakcie z czuciem, świadoma, że wiedza i teoria też mogą być ucieczką.

12/01/2024

Kiedy chcemy pożegnać stare i zrobić miejsce na nowe, to musimy być gotowi na opłakiwanie straty.

12/01/2024

Sprawczość nie oznacza, że masz wszystko pod kontrolą.
Oznacza, że masz wybór.

Powrót do siebie nie jest jednorazowym aktem. To raczej ciągłe reagowanie na wewnętrzny głos, który, za każdym razem, ki...
12/01/2024

Powrót do siebie nie jest jednorazowym aktem. To raczej ciągłe reagowanie na wewnętrzny głos, który, za każdym razem, kiedy zajdziemy tak daleko, że tracimy siebie z oczu, szepcze: Wracaj... I nasza decyzja, żeby go posłuchać. Wracaj! Dokąd poszedłeś... czego tam szukasz... przed czym uciekasz? I nasza szczera odpowiedź na każde z tych pytań. To nieustanne zwracanie się do swojego wnętrza, swojej prawdy i swoich opuszczonych kawałków.

Uciekamy zazwyczaj przed tym, co trudne i powoduje dyskomfort. Naszym azylem są narkotyczne fantazje, do których przenosimy się albo dosłownie, sięgając po używki, albo w urojony świat, w którym przebywanie ma nam przynieść ulgę, ekscytację, radość. Kolejna butelka wina, fajeczka, flircik, spotkanie ze znajomymi, telefon do mamy. Godziny netflixa, treningi, wakacje, sprzątanie, dbanie o dietę. Wszystko może być ucieczką. Ale nie one są najgorsze. Najbardziej dewastujące są ucieczki w relacje. To, co potrafimy wyprawiać z drugim człowiekiem, byle tylko nie być przy sobie zasługuje na odrębny wpis, a nawet książkę.

Na dzisiaj, dla mnie, bez silenia się na wymyślanie uniwersalnych teorii, każdy dyskomfort i wszystko, co trudne do wytrzymania, sprowadza się do poczucia samotności. Lęk przed odrzuceniem, oceną, brakiem przynależności, wyśmianiem, przemocą, wstyd, poczucie winy, utrata, złość, agresja, nienawiść, zniszczenie, wykluczenie. Wszystko ma w niej wspólny mianownik i to ostatecznie przed nią próbujemy uciec.

Czyli tak naprawdę przed czym? Najpiękniejsza definicja jaką spotkałam, określa samotność jako stan psychologicznego przeżywania samego siebie.

Uciekamy zatem od samych siebie.

W samotności, która jest naszym naturalnym i domyślnym stanem, naszym jedynym towarzyszem jest czający się we mgle cień. Tylko w niej możemy się z nim spotkać i tylko on jest z nami zawsze i na zawsze. Wg wierzeń szamańskich cierpimy i chorujemy, bo pogubiliśmy fragmenty swojej duszy. Zgubione, opuszczone, zesłane na banicję w otchłań nieświadomości kawałki nas samych, naszego ja, naszej tożsamości tworzą ten cień, który nas tak przeraża, że uciekamy coraz dalej od siebie.

W tym stanie odcięcia cierpimy i szukamy miłości na zewnątrz, wierząc, że ona nas uzdrowi gdyż sami nie potrafimy pokochać siebie w całości. Inni ludzie mogą nam towarzyszyć przez jakiś czas. Z jednym pójdziesz na koncert, z innym porozmawiasz o głębokich tematach, ale nawet najbliżsi są czasem dalecy. Nie potrafisz przyjąć zrozumienia ani akceptacji od innych, dopóki sam/sama ich sobie nie dasz. Nie dostaniesz od drugiej osoby tego, czego szukasz. Nie zmusisz jej do tego ani nie uwiedziesz. Nie zmanipulujesz, bo po cichu będzie cię nienawidzić coraz bardziej i oddalać się od ciebie. Relacje nie są po to, żeby nie czuć się samotnym. Nie dostaniesz pełnej akceptacji i bezwarunkowej miłości od rodzica, terapeuty, ukochanego, dziecka, przyjaciółki, grupy w kręgu, księdza, pastora ani szamana. Oni mogą tylko towarzyszyć ci, kiedy będziesz wracał do siebie i obejmował miłością wszystko, co odrzucone. Tylko ty możesz przyjąć siebie całego.

Jak to zrobić? Łapiąc swój cień z rękę i wędrując dalej razem z nim. Dostrzegając, że to twój pierwszy przyjaciel, rodzic i kochanek. A żeby go poznać, potrzebujesz samotności. I zgody na trudne, brzydkie i nieprzyjemne ale też wielkie i tak wspaniałe, że aż przerażające. Żeby wrócić do siebie i tam pozostać, musisz pokochać bestię, którą stworzyłeś z niechcianych fragmentów swojej duszy. W niektórych religiach jej symbolem jest szatan*. Tak, miłość do swojego wewnętrznego diabła jest tym, czego naprawdę potrzebujesz, zamiast wydzierać od innych to, czego i tak nie mogą ci ofiarować. I to dlatego im bardziej jesteśmy religijni (w szerokim znaczeniu, bo może to być również np. weganizm, wszelaki aktywizm w słusznych sprawach i każda ideologia, która sprawia, że walczymy z tym, czego w sobie nie akceptujemy), tym bardziej odrzucamy siebie. Nie mówię tutaj o intymnej wierze i relacji z tym, kogo odczuwamy czy rozumiemy jako Boga albo Wyższą Siłę, mówieniu o ważnych sprawach publicznie albo wybieraniu pożywienia i sposobu życia, który jest dla nas etyczny. Mówię o walce ze „złem”, które zawsze znajduje się po drugiej stronie barykady. Im mocniej go nienawidzimy, tym bardziej nie chcemy zobaczyć i przyjąć części samych siebie. A w takim stanie nigdy nie będziemy szczęśliwi, radośni, zadowoleni z życia czy po prostu spokojni. Żaden bóg nie ześle błogosławieństwa do rozczłonkowanej duszy, która odrzuca i nienawidzi samej siebie. A przykazania miłości (do boga, siebie samego i innych) nie da się obejść zakazami, nakazami i projekcjami na diabła. Żeby móc je wypełnić, potrzebujemy bestię przeprosić, wziąć za rękę i pokochać. Inaczej do końca życia będziemy się kopać z koniem w nadziei, że może po śmierci czeka za to jakaś nagroda, medal za porzucanie, opuszczanie i nienawidzenie samego siebie.

*to jest tekst psychologiczny a nie teologiczny, zatem używam pojęć diabła, szatana, boga (z małych liter) jako symboli, archetypów, a nie konkretnych postaci w rozumieniu którejkolwiek religii

Adres

Słomniki

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Powrót do Domu umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Powrót do Domu:

Udostępnij