27/01/2026
Styczeń dopiero się kończy a ja mam wrażenie, że tym roku tyle się już wydarzyło. Tego co dobre ale i tego co trudne. Kiedy wczoraj zadałam sobie pytanie jaką ważną lekcję dostałam w ostatnich dniach, przyszła do mnie dharma Ajhana Brahm "Budowanie domu spokoju".
W jednej z buddyjskich przypowieści, opowiadanej m.in. przez Ajahna, do pałacu pod nieobecność króla wchodzi demon — szkaradny, śmierdzący, arogancki.
Siada na tronie.
Dworzanie robią to, co „oczywiste”: krzyczą, grożą, atakują.
I wtedy dzieje się coś ważnego — demon rośnie.
Każdy krzyk, każda obelga, każdy wybuch gniewu czyni go większym, silniejszym, bardziej obrzydliwym, bo gniew żywi gniew.
Gdy wraca król, nie dobywa miecza.
Podchodzi spokojnie, mówi „Witaj” i z akceptacją i życzliwością wita to, co trudne.
Z każdym aktem spokoju demon maleje, aż w końcu po prostu znika.
Ta przypowieść jest konkretnym przykładem tego, o czym Ajahn Brahm naucza w swoich mówach i praktykach:
👉 emocje i myśli nie są „wrogami”, z którymi trzeba walczyć — są jak chmury na niebie umysłu — przychodzą i odchodzą. Obserwowane z uważnością i życzliwością tracą moc nad nami.
👉 przyjmowanie trudnych stanów z otwartym sercem („Welcome, thank you for coming”) jest praktyką, która nie wzmacnia gniewu ani lęku, ale prowadzi do jego rozwiązania; to nie metafora, lecz technika, którą codzienni praktykujący stosują, aby znaleźć spokój w sobie.
👉 zamiast reagować gniewem na emocje czy trudnych ludzi, co „karmi demona”, wybierając życzliwość i spokój, osłabiamy destrukcyjne wzorce i budujemy prawdziwy pokój.
To nie tylko filozofia — to praktyczna mądrość, którą można zastosować tu i teraz, w codziennych sytuacjach:
• kiedy ktoś nas zirytuje
• kiedy wracają bolesne wspomnienia
• kiedy pojawia się gniew w nas samych
Nie ma pokoju dzięki wojnie.
Ani w świecie.
Ani w sercu.
Czasem najodważniejszym ruchem jest po prostu … odpuścić.
Ta Buddyjska przypowieść o demonie w pałacu mówi coś jeszcze ważniejszego niż tylko o gniewie.
Mówi o patrzeniu.
Kiedy dworzanie krzyczą i atakują, nie widzą już pałacu.
Nie widzą tronu.
Nie widzą siebie nawzajem.
Widzą tylko demona.
Gniew zawęża spojrzenie.
Przysłania to, co ważne.
Zabiera zdolność dostrzegania dobra, sensu, relacji, chwili obecnej.
Dopiero gdy król odpuszcza walkę, odzyskuje zdolność widzenia.
Widzenia tego, co jest — bez iluzji, bez reaktywności, bez wojny.
To jedno z największych wyzwań współczesnego człowieka XXI wieku:
uczyć się każdego dnia dostrzegać to, co dobre,
nawet gdy świat i umysł podpowiadają, że trzeba walczyć, reagować, atakować.
Czego możemy nauczyć się od buddyjskiego mnicha?
Nie tego, jak wygrać.
Ale jak puścić.
Puścić gniew.
Puścić automatyczne reakcje.
Puścić potrzebę racji.
Bo nie ma pokoju dzięki wojnie.
Ani tej na zewnątrz, ani tej w środku.
Czasem najgłębszym aktem odwagi jest … puścić.
Odwagi w puszczaniu Ci życzę.
Ja właśnie wczoraj odpuściłam.
Łatwo nie było, ale dziś czuję, że warto.