09/10/2025
Zobaczyć siebie w trudności. Co to właściwie znaczy?
Kiedyś ktoś mądry zadał mi to pytanie.
I wtedy... wszystko we mnie się zatrzymało.
Po chwili ciszy powiedziałam tylko:
„Wiesz… właśnie poczułam, że jest mi cholernie trudno. I nie wiem, co z tym zrobić.”
Może wtedy naprawdę nie wiedziałam.
Ale to był moment przebudzenia —
chwila, w której świadomość zaczyna widzieć,
a ciało... zaczyna czuć.
To wtedy pojawia się zrozumienie, że dotąd działałaś mechanicznie.
I nawet jeśli wrócisz do starego schematu
to coś się już zasiało.
Ziarno.
Delikatne, ale żywe.
I ono kiedyś przebije się przez skorupę automatycznego życia.
Jeśli Twoje dziecko przechodzi coś trudnego — co robisz?
Zatrzymujesz się. Patrzysz. Czujesz. Reagujesz.
Chcesz je otulić, pomóc, ochronić.
Z sobą jest tak samo.
Najpierw musisz zauważyć, że coś Cię boli.
A potem — jeśli nie masz siły, narzędzi, pomysłu —
czasem potrzebna jest ta *druga osoba*.
Ktoś, kto zada pytanie, poda dłoń, otworzy przestrzeń.
Wierzę w kobiety.
W ich siłę, ale też w ich wrażliwość.
W te drobne zmiany po naszych spotkaniach, sesjach, rozmowach —
jeden krok, jedno zdanie, jedna ulga w ciele.
To wszystko się liczy.
Czasem słyszę po masażu:
„Czuję się jak nowo narodzona.”
I to jest piękne.
Bo można się narodzić nie raz.
Wystarczy siebie poczuć. Naprawdę zobaczyć.
Dać duszy miejsce w tym pospinanym, zapomnianym ciele.
I może to nie zmieni od razu całego życia.
Ale zasieje ziarno.
Które kiedyś zakiełkuje.