Alcha Ośrodek Rozwoju Osobistego, Alicja Chlasta

Alcha Ośrodek Rozwoju Osobistego, Alicja Chlasta Zwolnij... Wspieram w rozwoju od 2004 roku. Nazywam się Alicja Chlasta
JESTEM DYPLOMOWANĄ COACHKĄ, MENTORKĄ ORAZ TRENERKĄ ROZWOJU OSOBISTEGO.

Ukończyłam prestiżowe Podyplomowe Studia Coachingu i Mentoringu organizowane przez Laboratorium Psychoedukacji oraz SWPS Uniwersytet Humanistycznospołeczny. Ponad 20 lat temu założyłam Ośrodek Rozwoju Osobistego Alcha. Przez te wszystkie lata zorganizowałam setki warsztatów rozwojowo-psychologicznych: dla ciała, umysłu i ducha. Współpracowało ze mną wiele osób. Część z nich przez krótką chwilę; cz

ęść związało się z ośrodkiem Alcha na wiele lat, jak zrobiła to Roshi Małgorzata Braunek, moja Nauczycielka i Mentorka, dr Preeti Agrawal czy znana psycholożka Katarzyna Miller, która współpracowała ze mną przez kilkanaście lat. Kilka lat pracowałam jako wolontariuszka w Telefonie Zaufania, gdzie uczestniczyłam w wielu szkoleniach dotyczących problemów społeczno-psychologicznych. W tym czasie ukończyłam również kurs „Kontakt w sytuacji pomagania” w renomowanym Laboratorium Psychoedukacji w Warszawie. Przeszłam szkolenie „Żyć świadomie-Umierać po ludzku”, prowadzone przez Annę Dodziuk i Wojciecha Eichelbergera. Jestem nauczycielką medytacji. Byłam wieloletnią uczennicą Roshi Małgorzaty Braunek. Ukończyłam kurs mistrzowski – Siła obecności – z Ekhart’em Tolle. Jestem certyfikowaną przewodniczką Shinrin-Yoku. Kocham las, naturę i piesze wędrówki. Pasjonuję się psychologią, duchowością, rozwojem osobistym, głęboką ekologią oraz ochroną ziemi. Sporo czytam, fotografuję. Jestem laureatką kilku konkursów fotograficznych. Zawsze przy moim boku jest pies. Obecnie w drodze towarzyszy mi Zula.

Miał być dzisiaj tekst o czymś innym, ale wciągnął mnie archiwalny Top Model. W związku z tym będzie tekst o cyckach i p...
30/03/2026

Miał być dzisiaj tekst o czymś innym, ale wciągnął mnie archiwalny Top Model. W związku z tym będzie tekst o cyckach i patriarchalnym dziadzie.

Od czasu do czasu, wciągają mnie różne tasiemcowe produkcje telewizyjne. Ostatnio wchłonął mnie Top Model. Z fascynacją obejrzałam 6 odcinek Sezonu 1, w którym dziewczyny miały sesję zdjęciową podczas, której pozowały nago.
Zadziwił mnie fakt, że większość z nich WSTYDZI się swojej nagości. Wstydzi się swoich piersi, pośladków, ud, miejsc tak zwanych - intymnych.

Ku swojemu zdziwieniu przypomniałam sobie jakie kiedyś ja miałam fajne cycki; nieduże, sprężyste i kształtne. Nie lubiłam ich wtedy i może dlatego nigdy ich sobie nie sfotografowałam!

A może to katolicka, pieprzona moralność kazała mi uznać je za coś wstydliwego, grzesznego. No może nie tylko katolicka. Wiele religii każe nam kobietom wierzyć w to, że nasze ciała są grzeszne, niemoralne, wulgarne. Mamy je chować, wstydzić się ich i karać za każdą myśl, pozytywną myśl na ich temat, a nie daj boże, gdy je przytulimy, pogłaszczemy czy pokażemy światu!

Wiecie co za tym stoi, prawda? Za tym zawstydzaniem nas, potępianiem, za tym obskurnym naznaczaniem każdej, która lubi swoje ciało i nie wstydzi się tego, że jest ono właśnie takie.

Nie będę tutaj prekursorką, gdy powiem, że to patriarchat w połączeniu z diabolicznym katolicyzmem położył łapę na naszych ciałach. To właśnie on zrobił sobie projekcję swoich własnych niezdrowych i obrzydliwych chuci na nasze ciała i oskarżył nas, kobiety o te wszystkie rzeczy, z którymi sobie poradzić sam nie potrafił. To patriarchat kazał nam uwierzyć, że nasze ciała są złe i grzeszne.

Oczywiście są wystarczająco dobre, żeby wykorzystywać je dla zaspokajania rządz, dla rodzenia dzieci, dla ciężkiej pracy, do reklamowania wszystkiego począwszy od alkoholu, na cegłach skończywszy, ale już nie do kochania, dopieszczania i akceptowania czy chociażby pozwolenia na to, żeby dopieściło je letnie słońce.

Kobieta, która wstydzi się swojego ciała będzie zawsze niewolnicą patriarchalno-klerykalnych dziadów!

Dzisiaj trochę mi smutno, że te moje piękne piersi nigdy nie zostały sfotografowane. Miło byłoby mi na nie popatrzeć.

Kochajcie swoje cycki! Zróbcie im zdjęcie! Pozwólcie by były sztandarami waszego ciała i powodem do dumy. W końcu poza tym cudnym i przyjemnym walorem estetycznym są też przekaźnikami życia i niejednego patriarchalnego dziada wykarmiły.

Chociaż w tym przypadku, akurat nie mają powodu do dumy. 🤪

Z chęcią zamieściłabym kilka zdjęć poglądowych, ale patriarchalne babo-dziady zgłoszą mnie zaraz za naruszanie norm moralnych i dostanę bana, tak więc tym razem bez zdjęcia.

Aaa i jeszcze jedno. Wiecie dlaczego patriarchalno-klerykalne dziady każą nam zakrywać nasze piękne ciała? Powód jest bardzo oczywisty. Po prostu nasze gołe ciała podniecają ich. A, że sobie z tym nie radzą, więc zamiast pracować nad swoją nieposkromioną chucią, zdecydowali, że prościej będzie kazać nam kobietom zakrywać to co ich podnieca, wstydzić się tego i nie lubić.

I trzeba przyznać, że katolicyzm w porównaniu z islamem jest w tej kwestii bardzo postępowym i ludzkim panem. 😂

Choć, umówmy się, problem nigdy nie był w naszych ciałach.
Zawsze był w tym, kto i jak na nie patrzy.

☕ Jeśli ten tekst wywołał u Ciebie choć cień uśmiechu, refleksji albo wspomnienia Twojego własnego ciała sprzed lat możesz postawić mi kawę, link jak zwykle zostawiam w komentarzu.

A jeśli chcesz, napisz mi: lubiłaś/lubisz swoje ciało?
A może dopiero się tego uczysz?

Pojechałam sprawdzić w ulubione miejsce czy Słońce wie, że dzisiaj jest już czas letni, i czy się dostosowało. Z ulgą do...
29/03/2026

Pojechałam sprawdzić w ulubione miejsce czy Słońce wie, że dzisiaj jest już czas letni, i czy się dostosowało.
Z ulgą donoszę, że wie. Wszystko w porządku.

Czasami wszystko zaczyna się bardzo niewinnie.Od jednego zdania napisanego gdzieś pomiędzy poranną kawą a wieczorną cisz...
28/03/2026

Czasami wszystko zaczyna się bardzo niewinnie.
Od jednego zdania napisanego gdzieś pomiędzy poranną kawą a wieczorną ciszą. Od jednego zatrzymania, które nie było planowane, a jednak zostało na dłużej.

Tak u mnie było z pisaniem. Zaczęło się dawno, dawno, ale tylko dla siebie, bez przekonania i wiary. Nawet, gdy inni doceniali, nawet gdy polonistka w podstawówce wielbiła. :)

A potem nagle pewien indyjski astrolog weddyjski, u którego miałam sesję online, po godzinnym horoskopie, powiedział, że chciałby mi na koniec powiedzieć coś o co nawet nie zapytałam, a co bije w oczy w tym moim horoskopie i wybija się zdecydowanie do przodu, pozostawiając inne talenty daleko w tyle.
Tym czymś jest pisanie. Powinnam pisać, bo nie słowem mówionym trafiam do ludzi, ale właśnie pisanym.

I powiem Wam, że pokochałam go za te słowa dozgonnie. Bo ja zawsze kochałam pisać tylko nigdy nie wierzyłam, że mogę. Pisać i fotografować. Dla mnie te czynności to jak bycie w drodze. Takie powolne i wolne, ciche i bardzo prawdziwe.

I tak jak doradził mi ten astrolog kilka lat wstecz, zaczęłam pisać. Robię to na FB i w newsletterze. Na Fb każdego dnia, w biuletynie, w każdą środę. Od jakiegoś czasu zaczęłam też roczny cykl: Rok w rytmie natury. Raz w miesiącu, w ostatnią niedzielę wysyłam dodatkowy newsletter, tylko do tych, którzy są na niego zapisani.
Razem będzie ich w ciągu roku 12.

Jeśli czujesz, że to coś w Tobie porusza, to zapraszam Cię do przestrzeni, której nie publikuję nigdzie indziej.
Do newslettera „Rok w rytmie natury” w wersji PLUS.

To miejsce, w którym każdy miesiąc nie jest tylko kolejną kartką w kalendarzu, ale opowieścią, przez którą można przejść świadomie, uważnie, we własnym tempie.

Otrzymasz wszystko to, co w wersji podstawowej newslettera i dodatkowo, w ostatnią niedzielę każdego miesiąca dostaniesz ode mnie dłuższy, pogłębiony list. Taki, z którym można usiąść przy kawie, albo w lesie. A najlepiej z kawą w lesie. :)

Nie przeczytać i zamknąć. Tylko pobyć.
W środku znajdziesz:
– refleksyjny tekst miesiąca,
– intencję na dany czas,
– propozycje ćwiczeń zgodnych z danym rytmem,
– oraz kartę w PDF do wydrukowania, żeby ten kawałek drogi mógł zostać z Tobą na dłużej, nie tylko na ekranie.

A jeśli lubisz mieć ciągłość to w archiwum czekają już trzy miesiące tej drogi: Zwolnienie. Trwanie. Poruszenie. Każdy inny, każdy opowiadający o innym fragmencie bycia w naturze.

Jutro do subskrybentów poleci kolejny list „Trawa sama rośnie”.
Jutro, w ostatnią niedzielę miesiąca, więc jeśli chcesz jeszcze wejść w ten rytm i otrzymać ten list, to możesz dołączyć wchodząc na stronę Alcha, w zakładkę NEWSLETTER. Wybierz wersję PLUS i zapisz się.

Link zostawiam w komentarzu.

Dostęp możesz wybrać tak, jak czujesz:
29 zł / miesiąc, jeśli chcesz sprawdzić, pobyć, zobaczyć jak to z Tobą pracuje.
299 zł / rok, jeśli czujesz, że chcesz iść w to głębiej. Masz wtedy też dostęp do wszystkich dotychczasowych miesięcy oraz na koniec roku dostaniesz ode mnie kalendarz na 2027, jako podziękowanie za wspólną drogę.

Ten newsletter nie jest do „czytania na szybko”. To jest coś, co jeśli mu pozwolisz, zacznie powoli zmieniać sposób, w jaki jesteś ze sobą i ze światem.

A reszta… dzieje się już trochę sama. Jak w naturze.

Czasami staję pośród drzew. Zamykam oczy i ugruntowuję się, wyobrażając sobie, że zapuszczam w ziemię korzenie. Jestem w...
28/03/2026

Czasami staję pośród drzew. Zamykam oczy i ugruntowuję się, wyobrażając sobie, że zapuszczam w ziemię korzenie. Jestem wielkim drzewem, które nie musi nigdzie iść, niczego udowadniać, niczego przyspieszać.

Kołyszą mną wiatry. Smagają deszcze. Pieści słońce. Otula noc. Trwam, bo taka jest moja natura: oddychać, przyjmować, oddawać, być częścią większego rytmu.

Mam przed sobą czas. Nigdzie nie ruszę. Donikąd się nie śpieszę. Wdycham powietrze. Wchłaniam wodę. Z mojej mocy powstają kolejne drzewa.

Każdego roku zrzucam liście, które stają się moim pokarmem, które stają się pokarmem wielu istot. Mieszkają we mnie tysiące istnień. Ja również mieszkam w czymś większym, w sieci zależności, której nie muszę rozumieć, żeby w niej być.. Jestem dla nich całym wszechświatem. Nigdzie nie idę. Donikąd nie dążę. Żadnego wysiłku. Wszystko dokonuje się samo. Jestem. 🌲🌳

Mam przed sobą czas, który nie jest linią do przebiegnięcia, ale przestrzenią do bycia, w której wszystko dzieje się we właściwym tempie, bez pośpiechu i bez napięcia.

I kiedy wracam z takiego spotkania z lasem, uświadamiam sobie, że nie muszę się tak bardzo spieszyć, że mogę przestać się szarpać z nurtem życia i zamiast tego, choć na chwilę pozwolić sobie po prostu być.

Jako przewodniczka Shinrin-Yoku i coachka widzę, jak bardzo tego właśnie dziś potrzebujemy. Nie kolejnych odpowiedzi, nie kolejnych planów i strategii, ale powrotu do doświadczenia, które jest proste, pierwotne i jednocześnie niezwykle głębokie, do bycia w kontakcie ze sobą i z naturą, która nie mówi, co robić, ale przypomina, jak być.

Bo czasem największa zmiana zaczyna się nie od ruchu, ale od zatrzymania.

Jestem. 🌲🌳

UWAGA! Biuro Alchy od dzisiaj zmieniło adres. I trochę mnie to bawi, bo z jednej strony wszystko wygląda znajomo: kawa, ...
27/03/2026

UWAGA! Biuro Alchy od dzisiaj zmieniło adres.

I trochę mnie to bawi, bo z jednej strony wszystko wygląda znajomo: kawa, notatki, rzeczy do zrobienia, otwarte okna w przeglądarce, a z drugiej nic nie jest takie samo, bo ściana i owszem jest, ale z drzew, zamiast dźwięku miasta mam wiatr i ptaki, a zamiast poczucia, że „pracuję”, pojawia się chęć zabrania aparatu i wyruszenia w las.

Nie wiem jeszcze jak to zda egzamin, gdyż ilość rozpraszających bodźców jest ogromna, ale wiem, że bardzo mi z tym dobrze. 🌿

Siedzę w ciszyNic nie robięWiosna przychodziA trawa rośnie sama- Matsuo BashōSiedzę w ciszy.Nie dlatego, że nie mam doką...
26/03/2026

Siedzę w ciszy
Nic nie robię
Wiosna przychodzi
A trawa rośnie sama
- Matsuo Bashō

Siedzę w ciszy.
Nie dlatego, że nie mam dokąd iść, ale dlatego, że zaczynam widzieć, że nie wszystko w życiu wymaga ruchu i działania.

Świat nauczył mnie, że trzeba się spieszyć. Zdobywać, udowadniać, iść dalej, zanim w ogóle zrozumie się, gdzie się stoi.

A życie… mówi inaczej.

Coraz częściej mam w sobie poczucie, że czasem naprawdę wystarczy mu nie przeszkadzać.

Znam ten moment aż za dobrze.
Coś się pojawia trudnego, ważnego, poruszającego. I wtedy natychmiast rusza głowa. Nie potrafi zostać w tym „nie wiem”.
Chce działać. Naprawić. Przyspieszyć. Zabezpieczyć. Zrozumieć wszystko od razu. Dojść do końca drogi, która jeszcze się nawet nie zaczęła.

A przecież między tym, co się wydarza, a tym, co dopiero się wyłania, jest przestrzeń. Taka, której nie da się przyspieszyć.

I to właśnie tam robimy najwięcej. Za dużo. Myślimy, szarpiemy się, próbujemy coś przesunąć choćby o krok szybciej. Zrozumieć coś, co jeszcze nie jest gotowe. Zamknąć coś, co dopiero się otwiera.

A potem mija czas.
I… coś zaczyna się układać. Samo.

W sposób, którego wcześniej nie byliśmy w stanie zobaczyć ani przewidzieć. Jakby rzeczy same znajdowały dla siebie miejsce.

Jakby życie, mimo całego naszego zamętu, wiedziało, co robi.
I wtedy pojawia się to ciche, trochę niewygodne rozpoznanie, że może ten cały wysiłek nie był potrzebny. Że sprawy i tak dojrzały w swoim tempie i podług swoich zamysłów.

Nie chodzi o to, żeby przestać działać.
Chodzi o to, żeby zobaczyć, ile z tego działania rodzi się z lęku. Z potrzeby kontroli. Z niezgody na to, że nie wszystko zależy od nas.
Nasza głowa chce wiedzieć. Chce decydować. Chce mieć plan.

Coraz częściej wraca do mnie jedno zdanie: kiedy dojdę do mostu, to go przekroczę. Nie wcześniej. Nie w głowie. Nie w wyobrażeniach, które pewnie nigdy się nie wydarzą. Tylko wtedy, kiedy naprawdę dojdę do niego.

Tak jak z wiosną.
Trawa nie zastanawiała się przez całą zimę, czy urośnie. Czekała pod śniegiem. A kiedy przyszło ciepło po prostu zaczęła rosnąć.

I z życiem jest podobnie.
Nawet wtedy, gdy nasze głowy prowadzą swoje bitwy, ono robi swoje. 🌿

☕ W komentarzu, zostawiam link. Na mały gest.

W temacie kampera u mnie bez zmian.Mieszkanie wystawione na Booking, czeka na gości.(Uwaga, lokowanie produktu 😉: Przyst...
25/03/2026

W temacie kampera u mnie bez zmian.

Mieszkanie wystawione na Booking, czeka na gości.
(Uwaga, lokowanie produktu 😉: Przystanek Suwałki.)

Ja w Mikołajewie, trochę pomiędzy, jeszcze nie w drodze, ale już nie do końca w starym życiu. Czekam na wybuch wiosny. Na to pierwsze prawdziwe „już”.

Zbiórka na kampera, w komentarzu.

A życie i tak biegnie swoim torem. I mam coraz więcej poczucia, że czasem naprawdę wystarczy mu nie przeszkadzać.
Może jutro napiszę o tym więcej.

Dzisiaj potrzebuję już tylko OTULENIA.

Dzisiaj wysyłam mój środowy newsletter.Piszę w nim o tym, co teraz jest dla mnie ważne,  o tym, co dzieje się w naturze ...
25/03/2026

Dzisiaj wysyłam mój środowy newsletter.

Piszę w nim o tym, co teraz jest dla mnie ważne, o tym, co dzieje się w naturze i w nas, kiedy naprawdę damy sobie chwilę, żeby się zatrzymać i zobaczyć, gdzie jesteśmy, zamiast od razu iść dalej.

Jest to też miejsce, w którym mówię wprost o tym, co tworzę, o warsztatach, spotkaniach i sesjach, do których można dołączyć, jeśli czujesz, że to jest Twój moment, żeby zrobić krok dalej.

Są dwie wersje:
🌿 bezpłatna — regularne teksty i informacje o tym, co aktualnie tworzę

🌿 PLUS — zawiera wszystko to, co w wersji bezpłatnej, a dodatkowo, raz w miesiącu (w ostatnią niedzielę), otrzymujesz pogłębiony newsletter poświęcony danemu miesiącowi w rytmie natury i życia

📌 Po zapisie koniecznie potwierdź go w mailu, który do Ciebie przyjdzie. Bez tego newsletter nie będzie mógł do Ciebie dotrzeć.

Link do zapisu zostawiam w komentarzu.

Wielkanoc poza schematem
24/03/2026

Wielkanoc poza schematem

Ahoj Ludzie Drogi!A gdyby tak nic nie robić? Nie pracować, nie sprzątać, nie gotować?Przyjechać do Hutta Folwark, chodzi...
23/03/2026

Ahoj Ludzie Drogi!

A gdyby tak nic nie robić? Nie pracować, nie sprzątać, nie gotować?
Przyjechać do Hutta Folwark, chodzić po lesie, czytać książki, wystawiać twarz do słońca, a resztą zajmie się ktoś inny?

Od kilku lat zamiast krzątać się, planować, ogarniać i zastanawiać się, czy wszystko już gotowe, zbieram małą grupę i jadę na Suwalszczyznę, do Hutta Folwark. Tam spędzamy razem święta.

I w tym roku też zbieram ekipę. Wstępnie zarezerwowałam 5 pokoi (czyli naprawdę kameralnie), jeden biorę dla siebie, a reszta jest dla tych, którzy czują, że może tym razem… Wielkanoc inaczej.

Podczas tego wyjazdu jest dużo wiosny i śpiewu ptaków, są dwa spacery Shinrin-Yoku, leśna sauna, przejażdżka bryczką po puszczy, nocne wpatrywanie się w niebo, ognisko, pyszne jedzenie
i co dla mnie chyba najważniejsze, dużo takiego zwykłego, wolnego czasu, który nagle okazuje się czymś bardzo niezwykłym.

A jeśli chcesz doświadczyć tego nocnego nieba, o którym pisałam wczoraj, to weźmiemy leżaki i z pozycji horyzontalnej będziemy się w nie wpatrywać do woli.

I tak, możesz przyjechać z psem lub z kotem. 🐾

Hutta to miejsce wyjątkowe.
Położone nad jeziorkiem Koleśne. To stamtąd często wrzucam Wam relacje o życiu. 🙂I właściwie wszyscy, którzy tam trafiają, zakochują się w tym miejscu kawałek po kawałku.

Więc nie będę tu już za bardzo opowiadać.

Jeśli czujesz, że chcesz spędzić te święta trochę inaczej, spokojniej, bliżej natury, bliżej siebie to zapraszam. Na chętnych będę czekała na ulubionym leżaczku z cudowną kawą. ☕️

Link do wyjazdu zamieszczam w komentarzu.

Jestem już w Mikołajewie. I jest tu coś, czego nie potrafię Wam pokazać na żadnym zdjęciu, ani opisać, mimo łatwości w o...
22/03/2026

Jestem już w Mikołajewie.

I jest tu coś, czego nie potrafię Wam pokazać na żadnym zdjęciu, ani opisać, mimo łatwości w operowaniu słowem. Tym czymś jest niebo, które w nocy staje się czymś żywym, głębokim, niemal namacalnym. Jakby otwierała się nade mną przestrzeń, w której naprawdę można się zanurzyć i przestać być w centrum własnego świata.

Tutaj nie ma świateł, które rozmywają noc. Nie ma tej miejskiej poświaty, która odbiera mu tajemnicę, więc kiedy budzę się czasem w środku nocy, podchodzę do okna, otwieram je i patrzę, to mam wrażenie, że patrzę nie tyle na gwiazdy, ile w coś nieskończonego, coś, co istnieje niezależnie ode mnie, co było tu długo przede mną i będzie długo po mnie.

I wtedy bardzo wyraźnie czuję, jak mała jestem, ale nie w sposób, który odbiera znaczenie, tylko raczej w taki, który przywraca właściwe proporcje, jakbym na chwilę przestawała być uwikłana w swoje sprawy, swoje myśli, swoje lęki i widziała siebie jako część czegoś znacznie większego, spokojniejszego, bardziej trwałego niż wszystko to, co na co dzień wydaje się tak ważne.

Ziemia ma około 4,5 miliarda lat, a my, nasz gatunek jesteśmy tu zaledwie od około 300 tysięcy lat, co przy tej skali czasu jest właściwie chwilą, ledwie zauważalnym momentem, który mija zanim zdąży się naprawdę wydarzyć, a jednak w tej krótkiej obecności potrafimy stworzyć całe swoje światy, swoje dramaty, swoje historie, które czasem wydają się nam jedyne i ostateczne.

Podobno Neil Armstronga, po powrocie z księżyca, ta „księżycowa” perspektywa bardzo zmieniła. Doświadczył czegoś, co dziś nazywa się „overview effect”, głębokiego przesunięcia, w którym nagle widać Ziemię jako jedną całość, bez granic, bez podziałów, jednocześnie kruchą i zawieszoną w nieskończonym ogromie, a siebie zobaczył jako niewielką część tej całości, co nadaje wymiar, bardziej pokorny, pozbawiony tej iluzji, że jesteśmy w centrum wszystkiego. Raczej jesteśmy w jedności ze wszystkim.

I jest jeszcze jedna myśl, która wraca do mnie za każdym razem, gdy tak stoję i patrzę w górę, w tę przestrzeń, która wydaje się nie mieć początku ani końca, myśl o tych wszystkich ludziach przede mną, o miliardach istnień, naszych przodkach, którzy w różnych miejscach tej ziemi, w różnych epokach, w zupełnie innych warunkach życia, również podnosili głowę i patrzyli w to samo niebo, może z podobnym zdziwieniem, może z podobnym pytaniem, może z tą samą potrzebą zrozumienia czegoś, czego nie da się do końca nazwać.

Nagle czuję w tym jakąś ciągłość, jakąś nić, która łączy mnie z nimi wszystkimi, jakbym była tylko kolejnym punktem w tej długiej opowieści, kolejnym spojrzeniem skierowanym w górę, kolejnym życiem, które na chwilę się zatrzymało i spróbowało uchwycić sens istnienia, choćby na tyle, na ile to możliwe.

I zamiast lęku, który mógłby się pojawić wobec tej ogromnej przestrzeni, czuję coś zupełnie innego. Czuję spokój, pokorę, a jednocześnie bardzo głębokie, trudne do wytłumaczenia poczucie bycia otuloną, jakby to wszystko, co mnie przekracza, jednocześnie mnie obejmowało i dawało miejsce.

Myślę wtedy też o Zuli, o tym, że gdzieś w tym wszystkim jest, w jakiejś formie, której nie rozumiem i pewnie nigdy nie zrozumiem, ale którą czuję bardziej niż potrafię opisać, i że jej obecność nie zniknęła, tylko zmieniła sposób bycia, jakby przeszła do tej większej przestrzeni, w której wszystko się mieści.

Pod tym niebem nie boję się. Pod tym niebem, tęsknię za czymś nienazwanym.

I może właśnie dlatego tak bardzo ciągnie mnie do życia w drodze, do kampera, który nie oddziela od świata grubymi ścianami, który nie tworzy złudzenia bezpieczeństwa przez odcięcie, ale raczej pozwala być bliżej, bardziej na granicy, bardziej w kontakcie z tym, co prawdziwe i nieoswojone, z tym, co przypomina, że jesteśmy częścią czegoś większego niż nasze codzienne życie.

W jednym z komentarzy pod moim ostatnim postem ktoś napisał zdanie, które bardzo we mnie zostało: że nie wie, czy jechać do samotni, czy już ją zostawić, że ma 79 lat i że serce mówi jedno, a rozum co innego.
Pomyślałam wtedy, jak bardzo to zdanie jest uniwersalne, jak bardzo dotyczy nie tylko jednej osoby, ale właściwie nas wszystkich, bo przez całe życie uczymy się słuchać rozumu, uczymy się dopasowywać do tego, co wypada, co jest rozsądne, co należy zrobić na danym etapie życia, co powinniśmy, a czego nie powinniśmy, bo jesteśmy za młodzi, albo za starzy, bo mamy obowiązki, bo trzeba pracować, wychowywać dzieci, spłacać kredyty, spełniać oczekiwania.

I tak bardzo często żyjemy, odkładając to, co mówi serce, na później, na kiedyś, na moment, który może nigdy nie nadejść.
Odpisałam wtedy tej osobie, że w tym wieku to już naprawdę wypada słuchać tylko serca, że ono wie najlepiej, ale prawda jest taka, że im dłużej o tym myślę, tym bardziej czuję, że może wcale nie chodzi o wiek, że może nie trzeba czekać do końca życia, żeby wreszcie zacząć słuchać tego, co jest w nas najbardziej prawdziwe.

Bo jeśli nie teraz, to kiedy?

Moje serce mówi bardzo wyraźnie. O drodze, o byciu bliżej świata, o życiu, które nie jest zamknięte w ścianach, o porankach i nocach pod niebem, które przypomina, że jestem tylko małą częścią czegoś ogromnego, ale jednocześnie dokładnie na swoim miejscu.

Może właśnie dlatego to niebo tak mnie przyciąga, bo kiedy na nie patrzę, wszystko się upraszcza, wszystko przestaje być tak dramatycznie ważne, wszystko układa się w jakąś szerszą perspektywę, w której jest więcej miejsca na oddech, na zgodę, na bycie takim, jakie jest.

W mieście bardzo łatwo o tym zapomnieć, zamknąć się w czterech ścianach, w swoich myślach, w swoim małym świecie, który z czasem zaczyna wydawać się jedynym możliwym, a tutaj wystarczy podnieść głowę, żeby zobaczyć, że to tylko fragment, że istnieje coś więcej, coś, co nas przekracza, ale też niesie.

I to jest zaskakująco dobre miejsce.
💙

Na zdjęciu, widok z okna dzisiejszej nocy.

Dzisiaj niedziela.Jeśli wybierasz się do lesie, spróbuj tym razem nie tylko przez niego przejść. Spróbuj go… posmakować....
22/03/2026

Dzisiaj niedziela.

Jeśli wybierasz się do lesie, spróbuj tym razem nie tylko przez niego przejść. Spróbuj go… posmakować.

Zwolnij krok. Idź ciszej niż zwykle. Zatrzymaj się na chwilę bez powodu.

Jest takie japońskie słowo - komorebi.
Oznacza światło słońca, które przesącza się przez liście drzew.
To jest taki moment, kiedy cień i światło zaczynają ze sobą tańczyć.

Nie da się go zaplanować. Nie da się go „złapać na szybko”. Nie da się tego zauważyć gdy się rozmawia i głową jest w innym miejscu. Komorebi potrzebuje Twojej obecności. Zatrzymania. .

Jeśli będziesz dzisiaj w lesie, spróbuj je znaleźć.

Nie szukaj intensywnie. Raczej pozwól, żeby to ono znalazło Ciebie.
Stań na chwilę. Popatrz w gór i zobacz, jak światło przechodzi przez gałęzie, jak zmienia się z każdym Twoim ruchem.

To bardzo małe doświadczenie. A jednocześnie takie, które potrafi na chwilę zatrzymać cały świat.

Jako certyfikowana przewodniczka kąpieli leśnych Shinrin-Yoku często zapraszam uczestników warsztatu właśnie do takich prostych rzeczy, gdyż to one najczęściej otwierają nas najbardziej.

Jeśli uda Ci się dzisiaj spotkać na swojej drodze Komorebi, napisz mi o tym. :) 🌿

Adres

Srodmiescie

Godziny Otwarcia

Wtorek 11:00 - 15:00
Środa 11:00 - 15:00
Czwartek 11:00 - 15:00
Piątek 11:00 - 15:00

Telefon

+48608028124

Strona Internetowa

https://buycoffee.to/alicjachlasta, https://alcha.pl/newsletter/

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Alcha Ośrodek Rozwoju Osobistego, Alicja Chlasta umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Alcha Ośrodek Rozwoju Osobistego, Alicja Chlasta:

Udostępnij

Our Story

Alcha Ośrodek Rozwoju Osobistego NIP: 844-001-11-76 REGON: 790010423

www.alcha.pl Zajmujemy się, szeroko rozumianym rozwojem osobistym i dzięki osobom współpracującym , wieloletniej pracy i doświadczeniu jesteśmy w czołówce takich miejsc w Polsce. Organizujemy warsztaty, spotkania, kursy, jogę, Chi kung, warsztaty pisarskie, ceramiczne, batiku, cykl warsztatów kulinarnych - Alcha gotuje, cykl spotkań malarskich - Alcha maluje, medytacje, warsztaty wizażu, kolorystyki i stylizacji sylwetki, taniec brzucha, obozy wyjazdowe, wakacyjne. Naszym nowym projektem jest Alcha wędruje. Są to wyjazdowe spotkania z bliskim kontaktem z naturą. Na stałe współpracują z nami między innymi: Katarzyna Miller (warsztaty dla kobiet), Małgorzata Braunek (medytacje), dr Preeti Agrawal (kobieta w ujęciu holistycznym), Irena Kertyczak (joga hormonalna), Elzbieta Żuk – Widmańska (zajęcia z ajurwedy), Małka Kafka (warsztaty kulinarne), Joanna Świerczyńska (warsztaty malarskie), Łada Toulik (taniec brzucha), Magdalena Kędzior (Technika Alexandra). Siedziba znajduje się na warszawskiej Starówce, ale warsztaty odbywają się również w innych miejscach, między innymi na Starym Mieście, w buddyjskim ośrodku Kanzeon, w Teatrze Komedia. Organizujemy również wiele spotkań wyjazdowych w Kazimierzu Dolnym, na Suwalszczyźnie, w Puszczy Białowieskiej.