Akademia Cudów

Akademia Cudów Akademia Cudów to miejsce radości i pozytywnych wibracji, które poruszą Twoim sercem i pozwolą

https://youtu.be/ItxQgdSzdNw
04/01/2026

https://youtu.be/ItxQgdSzdNw

Damian Syjonfam "Kto siłę ma", z płyty "To co było, to będzie", premiera albumu styczeń 2016 Lou & Rocked Boys Po półtora roku od premiery pierwszej płyty “W...

Dzień cudów. Czy Twój już nadszedł?  ,
06/12/2025

Dzień cudów. Czy Twój już nadszedł?
,

Akademia Cudów.Największy Cud to…Ty 🫶🏻
19/11/2025

Akademia Cudów.Największy Cud to…Ty 🫶🏻

Nowa Ziemia nie przychodzi nagle.... Nie zstępuje z nieba ani nie objawia się w jednym momencie. Ona wyrasta z naszego Serca, z naszych wspólnych wyborów, z ...

Ku przemyśleniu… https://www.facebook.com/share/p/1AWmKLV1Ba/?mibextid=wwXIfr
10/11/2025

Ku przemyśleniu…
https://www.facebook.com/share/p/1AWmKLV1Ba/?mibextid=wwXIfr

Jak długo będziemy w Polsce pić alkohol przy dzieciach?
Wczoraj siedzieliśmy na rodzinnym obiedzie,
pierwszy raz z naszym synkiem.
Dużo radości, śmiechów, opowieści.
Było naprawdę miło.

Do czasu, aż przy stole obok jeden z wujków otworzył wódkę, drugi nalał.
Jeszcze zanim to się stało, moja żona powiedziała delikatnie:
„My nie pijemy przy dziecku, dobrze?
I nie dajemy go nikomu kto pił.”
Skinęli głowami, ale i tak wypili. Nie przy dziecku, po prostu ,,z boku”.

W pewnym momencie jeden z nich podchodzi i mówi:
„Dawaj, wezmę małego na ręce.”

Nie zataczał się, ani nie krzyczał. Nie był agresywny. Tylko po prostu czuć było alkohol.

Powiedzieliśmy spokojnie:
„Nie, nie zgadzamy się.
Nie chcemy, żeby synek czuł zapach alkoholu na sobie.
Wiem, że chcesz dobrze, ale to dla nas ważne.”

W odpowiedzi było:
„Nie przesadzaj. Zawsze tak było i nic się złego nikomu nie stało.”

Czułem, że łamiemy starą tradycję,
alkohol i zabawa z dziećmi.
Chociaż miało nie być alkoholu…

Tu był moment, który znam już dobrze.
Ten moment napięcia przy stole.
Kiedy czujesz na sobie spojrzenia.
Obrażenie i ciszę, która mówi: „Wy to jacyś dziwni”.

Nie zmieniliśmy zdania. Po rozmowie w cztery oczy z żoną uderzyło mnie coś bardzo mocnego:

W Polsce dla wielu ludzi normalne jest pić przy dzieciach.
Normalne jest przytulać je pod wpływem alkoholu.
Jest też normalne to, że dziecko widzi, że ciepło, bliskość i żarty pojawiają się dopiero po kilku kieliszkach.

Ale ja nie chcę, aby mój syn uczył się, że alkohol to, atrybut dorosłości ani przepustka do czułości.

Nie chcę, żeby jego obraz bliskości brzmiał:
„Wujek jest ciepły, kiedy się napije.”
„Dorośli czują się lepiej, kiedy piją.”

W naszym kraju kultura alkoholowa zaczyna się w domu. Nie wtedy, gdy dziecko ma 17 lat.
Tylko wtedy, gdy od małego jest z nami i patrzy, chłonąc świat jak gąbka.

I potem w podstawówce ten, kto wypije więcej piw, jest „kozakiem”.
Bo tak się robi u dorosłych w domu, bo „każdy pije”.

A ja chcę, żeby mój synek wiedział, że, kocham go na sto procent.
I okazuje mu to bez wsparcia procentów.

A Wy jak uważacie? Czy picie przy dziecku to rzeczywiście „nic takiego”?

https://www.siepomaga.pl/wygrasz-antosiu
15/08/2025

https://www.siepomaga.pl/wygrasz-antosiu

💔 Mój malutki braciszek Tylko spójrz na to zdjęcie… Trzymam na rączkach mojego malutkiego, jedynego braciszka 🥹 I myślę… czy to może już ostatni raz? Ile razy…

26/06/2025

Holistic Bojar Jakub Fizjoterapia
Lubimy cudnych ludzi i gdy ktoś czyni cuda ✨dlatego POLECAMY
https://www.facebook.com/share/198JuiFwQB/

Jestem Naturopatą i Fizjoterapeutą.
Od 2007 zdobywam doświadczenia w skutecznym leczeniu różnych dolegliwości. Skuteczność zawdzięczam holistycznemu podejściu do dysfunkcji ciała swoich pacjentów.

14/05/2025
https://www.facebook.com/share/p/1645aXGp6r/?mibextid=wwXIfr
08/04/2025

https://www.facebook.com/share/p/1645aXGp6r/?mibextid=wwXIfr

NIE USZLACHETNIA…

„Szanowny Panie Doktorze
Macieju Jędrzejko,

Piszę do Pana ten list z miejsca, do którego nie dociera już nadzieja.

Nie piszę po to, by prosić o jeszcze jedną próbę.

Piszę, bo moje życie zbliża się do końca – i bardzo bym chciała, żeby jego zakończenie miało jeszcze sens.

Nie tylko biologiczny.
Ludzki.

Zna mnie Pan dobrze. Zrobił Pan dla mnie więcej niż ktokolwiek na świecie poza moją rodziną, mężem i dziećmi. Ale jeśli zdecyduje się Pan opublikować mój list – proszę, niech Pan zmieni moje imię na Eutanazja, bo to imię brzmi pięknie jak Anastazja.

Mam zatem na imię Eutanazja.
Mam 44 lata.
Jestem mamą dwóch córek – Kasi (lat 6) i Basi (lat 8 ) - Pan, zdaje się, też ma chłopców w podobnym wieku – więc zrozumie Pan więcej niż inni.

Kiedyś byłam prawniczką.
Potem nagle stałam się pacjentką.

Zgłosiłam się za późno – poprzedni lekarz powiedział, że jestem „za młoda na raka” i nie wysłał mnie na USG, rezonans, ani mammografię.
A ja zaufałam jego palcom,
a nie swoim…

Dziś jestem resztką człowieka,
którego pamiętam z lustra.

Rak piersi IV stopnia z przerzutami do kości, wątroby, a ostatnio – do kanału kręgowego – nie zostawił mi wiele.

Nie chodzę. Nie poruszam się sama. Jestem pod opieką hospicjum domowego. Cudowni ludzie.

Nie zostało mi już nic – może poza świadomością. I bólem. Na który nie pomaga już morfina. Ani fentanyl. Ani medyczna ma*****na.

Wiem, że to może być tzw. przejaśnienie świadomości – taka ostatnia jasność, która czasem pojawia się na kilka dni przed śmiercią. I właśnie dlatego piszę – bo to może moje ostatnie słowa, których już nie wypowiem.

Piszę, żeby się pożegnać.

Nie przyjadę już do Pana na wizytę – choć uwielbiałam te spotkania. Wchodziłam do Pana załamana, a wychodziłam pełna siły. To Pan sprawił, że przeżyłam dłużej niż przewidywały mediany i statystyki.

Pamiętam, jak mówił Pan o seksie i beta-endorfinach. Wtedy myślałam: „Co za nietakt… ja umieram, a on mi o orgazmach opowiada…”

Ale chcę, żeby Pan wiedział: dzięki tym rozmowom, nasz seks z mężem – w ostatnim roku mojego życia – był najlepszy w całym naszym małżeństwie.
Mimo amputacji piersi, otworzyłam się na niego. A On – patrzył na mnie tak, że uwierzyłam, że jestem piękna.

Zrozumiałam wreszcie, że „prawdziwa miłość to patrzenie sercem, a nie receptorami wzroku” – tak, jak Pan mówił.

Gdy byłam zdrowa, miałam naprawdę ładny biust. Ale nie wierzyłam, że jestem piękna. Dopiero po amputacji – uwierzyłam. Dopiero w chorobie – zrozumiałam.

Panie Doktorze – Pan ma jakąś tajemną moc. Zmienia Pan świat słowem. Ludzie czytają Pana długie posty, wbrew wszelkim algorytmom.

Dlatego piszę do Pana – nie do ministra, nie do lekarza, nie do księdza. Do Pana – bo Pan rozumie cierpienie, ale go nie mitologizuje.

Był Pan współtwórcą filmu „O tym się nie mówi” w reżyserii Marka Osiecimskiego – filmu, który powinien być lekturą obowiązkową w każdej szkole medycznej. To nie był film. To był krzyk kobiet, którym odebrano prawo wyboru.

W jednej ze scen, doktor (a dziś już chyba profesor) Maciej Socha opowiada o ostatnich dniach ks. prof. Józefa Tischnera. Kiedy Tischner nie mógł już mówić, przekazał swoim bliskim na kartce jedno zdanie: „…nie uszlachetnia...”

To prawda.
Ja, prawniczka, żona, matka, pacjentka potwierdzam:

cierpienie nie uszlachetnia

To zdanie powinno być wyryte nad wejściem do każdego hospicjum, każdego sejmu, każdego kościoła i każdej sali sądowej, gdzie decyduje się o życiu innych ludzi.

Bo ja już wiem. Wiem, co znaczy oddawać mocz przez cewnik.
Być karmioną przez PEG.
Mieć wyłonioną stomię. Wyć z bólu po cichu, w nocy, mimo pompy z morfiną.

Wiem, co znaczy bać się nie śmierci – tylko tego, jak długo jeszcze potrwa umieranie.

To nie duchowa podróż.
To rozkład.
To bezradne czekanie w bólu na śmierć.

Panie Doktorze – błagam Pana, nie jako pacjentka, ale jako człowiek – niech Pan opublikuje ten list.

Niech Pan wykrzyczy to, czego ja już nie zdążę powiedzieć:

CZŁOWIEK MA PRAWO ODEJŚĆ GODNIE, GDY MEDYCYNA I PSYCHOLOGIA SĄ BEZRADNE.

Nie proszę o śmierć.
Proszę o możliwość wyboru.

Bo teraz – to Wy, Narodzie – jesteście panami mojego cierpienia. To Wy podejmujecie decyzję, czy mam zdychać, czy odejść.

Ja w Polsce mogę popełnić samo***stwo – ale nie mam już siły. Nie wstanę, nie sięgnę po tabletki, nie rzucę się z okna.
W Polsce muszę zdychać.

Ale wiem, że jeśli będzie trzeba – mój mąż… przyłoży mi poduszkę do ust, gdy już nie będę dawać rady.
Tylko że on będzie z tym żył.
Z poczuciem, że mnie zabił.

A ja chcę, żeby ktoś – jak w Holandii, jak w Belgii, jak w Kanadzie – usiadł przy mnie, wziął za rękę i powiedział:

„Nie możemy już nic więcej zrobić. Szanuję Pani decyzję. Zaraz Pani zaśnie.”

I teraz pytanie do Was – do tych, którzy to czytają:

Gdybyś był na moim miejscu – chory terminalnie, połamany, w bólu, który rozrywa duszę – czy chciałbyś mieć prawo, by zakończyć to wszystko zanim staniesz się tylko ciałem do przewijania pampersa?

A jeśli byłbyś na miejscu mojego lekarza – co byś powiedział?

„Nie, nie pozwolę Ci odejść, bo moja wiara mi na to nie pozwala”?

Czy może:

„Kim ja jestem, by Ci tego zabronić, kiedy zrobiłaś już wszystko, a medycyna skapitulowała wobec Twojego cierpienia?”

I przypomnij sobie –
swojemu psu pozwoliłeś odejść bez bólu, bo nie chciałeś, żeby się męczył.

Z poważaniem,
Eutanazja Kowalska
Katowice dn 05.04.2025”

Szanowni Państwo, pracuje na oddziale onkologii ginekologicznej, i niby powinienem być „odporny” ale nie jestem, jakikolwiek komentarz w tej chwili jest ponad moje siły.

Jesli mogę Cię prosić o spełnienie tej ostatniej prośby Pacjentki to udostępnij jej list. Ale myślę że każdy dorosły człowiek w tym kraju powinien ten list przeczytać.

Pani Eutanazjo - to tak głęboki i potężny przekaz, że ja mogę tylko powiedzieć : DZIĘKUJĘ. Myślę, że wszyscy : wierzący i niewierzący, lewoskrętni i prawoskrętni jesteśmy z Panią. Nie jest Pani sama.
Z wyrazami szacunku

Dr Maciej Jędrzejko Tata Ginekolog

Adres

Stara Iwiczna

Telefon

+48666195963

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Akademia Cudów umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Akademia Cudów:

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram

Transformacja

Czy wiesz dlaczego koliber znajduje się w logo Akademii Cudów?

Koliber to symbol piękna i radości życia. Delikatny i niepozorny, jak ty, czy ja we wszechświecie, poszukuje najsłodszego nektaru. Nektaru Życia. Jego piękno i urok otwierają każde serce, a wibracja trzepoczących skrzydeł ma też ogromne znaczenie duchowe. Przypomina o tym, że ważne jest to co Tu i Teraz. Nawołuje nas do powrotu do natury, harmonii, szacunku dla plemiennych kultur, kontaktu ze swoim ciałem i duszą, sięgnięcia do mądrości ukrytej w każdym z nas.

Koliber jest wśród pradawnych kultur symbolem osiągania tego co niemożliwe.Ten najmniejszy ptak świata potrafi pokonać tysiące kilometrów, by osiągnąć swój cel. I rozmiar zupełnie mu w tym nie przeszkadza! Pokazuje nam w ten sposób, że warto przełamać własne ograniczenia i być wytrwałym w dążeniu do tego co dla nas ważne i realizacji własnych marzeń.

Koliber to symbol transformacji. Co noc popada w stan odrętwienia i co rano, wraz z promieniami słońca- rodzi się do nowego.