W PEWNI Siebie - osteopatia i psychoterapia. Magdalena i Dariusz Serafin

W PEWNI Siebie - osteopatia i psychoterapia. Magdalena i Dariusz Serafin Warsztaty rozwojowe. Bycie w pełni siebie, w odwadze i w swojej energetyce.

Osteopatia
Psychoterapia przez ciało - bioenergetyka A.Lowena i Core Energetics
Terapia czaszkowo-krzyżowa CCST Londyn
Praca z ciałem metodą TRE®
Terapia traumy.

09/05/2026

Dzień dobry! Nasze dzisiejsze wydarzenie zostało przeniesione na 30 maja! Zapraszamy serdecznie w tym samym składzie:) Journey of Yoga i Inner Space.
Będzie pięknie, radośnie, kojąco:)

Rzeczywistość.Tam, gdzie kończy się walka, zaczyna się spokój.Jest w nas bardzo głęboko zakorzeniony odruch, którego zwy...
04/05/2026

Rzeczywistość.
Tam, gdzie kończy się walka, zaczyna się spokój.

Jest w nas bardzo głęboko zakorzeniony odruch, którego zwykle nie zauważamy od razu, bo przez lata nauczyliśmy się traktować go jako coś zupełnie naturalnego — to ciche, czasem ledwie uchwytne „nie”, które pojawia się wobec tego, co się wydarza, wobec tego, co czujemy, wobec siebie samych w danym momencie życia. Nie chodzi o spektakularny bunt ani o głośny sprzeciw, ale raczej o subtelne napięcie, które pojawia się gdzieś pod powierzchnią, kiedy rzeczywistość nie układa się tak, jak powinna według naszych wyobrażeń.

Z tego miejsca bardzo łatwo wchodzimy w ruch, który wydaje się sensowny i wręcz potrzebny — zaczynamy próbować coś poprawić, przyspieszyć, uporządkować, zmienić tak, żeby w końcu poczuć ulgę i odzyskać poczucie wpływu. I w tym nie ma nic złego, bo naturalne jest to, że chcemy żyć lepiej, pełniej, spokojniej. Problem zaczyna się dopiero wtedy, kiedy ta potrzeba zmiany przestaje wyrastać z kontaktu z tym, co jest, a zaczyna być próbą ucieczki od tego, co właśnie się wydarza.

Bo rzeczywistość ma jedną właściwość, której bardzo często nie chcemy przyjąć — jest taka, jaka jest! Jedyna w danym momencie, niezależnie od tego, czy się z nią zgadzamy, czy nie, czy ją rozumiemy, czy nie, czy uważamy ją za sprawiedliwą, czy zupełnie przeciwnie. I kiedy próbujemy ją przesunąć siłą, pojawia się napięcie, które z czasem zaczyna być coraz bardziej odczuwalne, najpierw jako lekki dyskomfort, potem jako frustracja, a w końcu jako zmęczenie, którego nie da się już przykryć kolejnym działaniem ani kolejną próbą „ogarnięcia”.
W tej walce bardzo szybko pojawia się też coś jeszcze — myśl, że skoro coś nie działa tak, jak powinno, to być może to z nami jest coś nie tak. I wtedy zaczynamy jeszcze bardziej się spinać, jeszcze bardziej się starać, jeszcze bardziej próbować stać się kimś innym, kimś lepszym, bardziej dopasowanym do tego, co — jak nam się wydaje — powinno się wydarzyć. To jest moment, w którym energia, która mogłaby iść w życie, w kontakt, w tworzenie, zaczyna być zużywana na podtrzymywanie napięcia.

A przecież to, co nazywamy rzeczywistością, nie jest czymś, co możemy ominąć ani przeskoczyć. To jest dokładnie to miejsce, w którym jesteśmy — z tym ciałem, które coś czuje, z tą emocją, która się pojawia, z tą sytuacją, która właśnie się wydarza, nawet jeśli nie jest taka, jaką chcielibyśmy zobaczyć. Przyjmowanie tego nie oznacza zgody na wszystko ani rezygnacji z działania, ale jest raczej momentem zatrzymania, w którym przestajemy się szarpać z tym, co już jest faktem, i zaczynamy widzieć to wyraźniej.

I dopiero z tego miejsca zaczyna się coś, co ma zupełnie inną jakość. Ruch, który nie wynika z napięcia, tylko z kontaktu. Zmiana, która nie jest próbą naprawienia siebie ani świata, ale naturalnym krokiem wynikającym z tego, że widzimy wyraźniej, czujemy więcej i jesteśmy bliżej tego, co jest prawdziwe.
Kiedy walka zaczyna cichnąć, nie dlatego, że wszystko nagle staje się łatwe, ale dlatego, że przestajemy dokładać do tego własny opór, pojawia się przestrzeń, w której można odetchnąć trochę głębiej i zauważyć, że to, czego tak długo szukaliśmy, nie było gdzieś dalej, tylko właśnie tutaj — w tym momencie, który wcześniej wydawał się niewystarczający.

Może więc spokój nie przychodzi wtedy, kiedy rzeczywistość w końcu zaczyna spełniać nasze oczekiwania, ale wtedy, kiedy przestajemy próbować ją do nich dopasować i zaczynamy naprawdę w niej być, ze wszystkim, co ona ze sobą niesie.
Myślę, że to może być pierwszy krok, aby być W PEWNI siebie...

Mocno energetycznie zaczął się maj. Siła słońca, coraz silniejsza zieleń. Pożegnanie nierównych relacji, nie ma szkicu, ...
04/05/2026

Mocno energetycznie zaczął się maj. Siła słońca, coraz silniejsza zieleń. Pożegnanie nierównych relacji, nie ma szkicu, wszystko jest rysowane właściwą kreską. Prawda wychodzi na wierzch, nowe żegna stare.
Mam poczucie, że od początku roku konkretnie się wydarza, co ma odpaść - odpada, ma zostać prawdziwie, z serca, nie letnie i miałkie, a gorące i twarde.
Obserwuję las, relacje, siebie - tu czuję spokój.
A jak jest u Ciebie? 🌿

28/04/2026
🌿W sobotę w otoczeniu pachnącego wiosną lasu i nasyceniu słońcem, płynęliśmy w intuicyjnym tańcu przy dźwiękach muzyki i...
26/04/2026

🌿W sobotę w otoczeniu pachnącego wiosną lasu i nasyceniu słońcem, płynęliśmy w intuicyjnym tańcu przy dźwiękach muzyki i bębnów, uwalniając lekkość i bycie w ciele. Joga zaopiekowała się ciałem w rozpiętości asan, a koncert mis i gongów rozwibrował w nas przyjemność i pełen relaks.
Było miękko, radośnie i w połączeniu - za co bardzo dziękujemy uczestnikom. I oczywiście prowadzącym - Journey of Yoga Patrycji i Mateuszowi oraz Inner Space Tatianie Ulak.

Do zobaczenia niebawem na kolejnym spotkaniu! 🥰🌺

Dlaczego mężczyźni nie przychodzą?Kiedy patrzę na warsztaty, które prowadzimy razem z Magdą, lub każde z nas z osobna, w...
25/04/2026

Dlaczego mężczyźni nie przychodzą?

Kiedy patrzę na warsztaty, które prowadzimy razem z Magdą, lub każde z nas z osobna, widzę jedną rzecz bardzo wyraźnie.
Kobiety przychodzą bez większego zastanawiania się, a mężczyźni często zatrzymują się chwilę wcześniej i zostają w tym miejscu, w którym coś ich zaciekawiło, ale jeszcze nie na tyle, żeby zrobić krok dalej.
I bardzo często słyszę wtedy jedno zdanie, czasem wypowiedziane wprost, a czasem tylko między wierszami — że to chyba nie jest im potrzebne.
Że jakoś sobie radzą. że nie mają aż takich problemów. Że może kiedyś, ale nie teraz.

To nie jest brak chęci. To jest raczej sposób myślenia, którego wielu z nas nauczyło się dawno temu — że dopóki wszystko się jakoś trzyma, to nie ma sensu tego ruszać. Że lepiej działać, niż się zatrzymać. Że lepiej ogarnąć, niż poczuć.
Dlatego łatwiej jest zrobić coś konkretnego, zająć się czymś, co daje szybki efekt, niż wejść w przestrzeń, w której nie wiadomo do końca, co się wydarzy i gdzie trzeba na chwilę odpuścić kontrolę.
To nie jest wygodne.
To nie jest znane.
I nikt nas tego wcześniej nie uczył.
A jednocześnie to, co zostaje w środku, nie znika tylko dlatego, że się tym nie zajmujemy.
Zostaje w ciele, w napięciu, w tym, jak jesteśmy w relacjach, - w tym samemu ze sobą - czasem bliżej, czasem dalej niż byśmy chcieli.

I gdzieś pod tym wszystkim jest bardzo prosta rzecz, o której rzadko się mówi — potrzeba bycia w miejscu, w którym nie trzeba niczego udowadniać.
Nie trzeba być lepszym.
Nie trzeba się porównywać.
Nie trzeba wiedzieć.
Można po prostu być - bez ocen, doradzania i porównywania. Bezpiecznie.
Z innymi mężczyznami, którzy są w podobnym miejscu, nawet jeśli każdy przeżywa to po swojemu.

"To, co próbujesz kontrolować, chce Cię ożywić – o utraconej ekstazie i radości, której tak bardzo dziś szukamy"W kultur...
18/04/2026

"To, co próbujesz kontrolować, chce Cię ożywić – o utraconej ekstazie i radości, której tak bardzo dziś szukamy"

W kulturze, w której nauczyliśmy się ufać przede wszystkim temu, co mierzalne, widzialne i możliwe do uchwycenia, coś bardzo istotnego zostało odsunięte na bok — nie zniknęło, nie zostało utracone całkowicie, ale jakby wycofało się głębiej, poza główny nurt naszego codziennego doświadczenia.
Tym czymś jest zdolność do przeżywania.
Nie w sensie „emocji”, które umiemy nazwać i opisać, ale w sensie doświadczenia, które obejmuje całego człowieka — ciało, oddech, psychikę i coś jeszcze, co trudno jednoznacznie zdefiniować, a co przez wieki było naturalną częścią ludzkiego życia.
Robert A. Johnson, odwołując się do archetypu Dionizosa, opisuje właśnie tę jakość — pierwotną, intensywną, żywą energię, która nie mieści się w strukturze kontroli i racjonalnego porządkowania świata, a jednocześnie jest niezbędna, by człowiek mógł doświadczać pełni życia.
To nie jest ekstaza rozumiana jako chwilowe uniesienie. To raczej stan głębokiego bycia w kontakcie z życiem, które porusza się przez nas — czasem spokojnie, czasem intensywnie, ale zawsze prawdziwie.
Problem polega na tym, że współczesny człowiek nauczył się tej jakości nie ufać.
W świecie zdominowanym przez materializm i racjonalność przyjęliśmy, często nieświadomie, że realne jest tylko to, co możemy zobaczyć, zmierzyć i dotknąć. To, co subtelniejsze — odczucie, przepływ, wewnętrzny ruch — zaczęło być traktowane jako mniej istotne, mniej wiarygodne, czasem wręcz podejrzane.
W tym sensie utraciliśmy nie tyle ekstazę, co zdolność do bycia w niej.
A jednak potrzeba jej nie zniknęła.
Przeciwnie — wydaje się, że szukamy jej dziś bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.
Tyle że bardzo często robimy to w sposób kompulsywny, fragmentaryczny, jakbyśmy próbowali dotknąć czegoś, czego nie do końca pamiętamy, ale za czym tęsknimy. Wchodzimy w intensywność poprzez bodźce, poprzez nadmiar, poprzez doświadczenia, które mają nas „wyrwać” z codzienności — i nierzadko kończy się to uzależnieniem, zmęczeniem, jeszcze większym odcięciem.
To nie jest ekstaza. To jest próba jej zastąpienia.
Johnson pokazuje, że archetyp Dionizosa — ta żywa, nieokiełznana część naszej psychiki — nie znika tylko dlatego, że próbujemy ją kontrolować. Ona zmienia formę. Zaczyna działać poza naszą świadomością, często w sposób, który przestaje być dla nas wspierający.
To, co nie ma przestrzeni na świadome przeżycie, szuka ujścia gdzie indziej.
I bardzo często to właśnie tam pojawia się napięcie między kontrolą a życiem.
Bo kontrola nie jest przypadkowa.
Jest próbą utrzymania porządku.
Ale jednocześnie bardzo często dotyka dokładnie tego miejsca, w którym chce pojawić się coś żywego, coś autentycznego, coś, co nie mieści się w znanych ramach.

W języku jungowskim można powiedzieć, że jest to również kwestia relacji między animą i animusem — między tym, co uporządkowane, ukierunkowane, strukturalne, a tym, co płynne, czujące, zdolne do poddania się doświadczeniu. Kiedy jedna z tych jakości zostaje zdominowana, druga nie znika — zostaje wyparta i zaczyna działać w sposób nieświadomy.

I być może właśnie dlatego tak trudno jest dziś mówić o prawdziwej radości.
Nie tej powierzchownej, chwilowej, zależnej od okoliczności.
Ale tej, która pojawia się wtedy, gdy człowiek przestaje być podzielony.

Gdy nie musi już kontrolować wszystkiego, co się w nim porusza.
Powrót do tej jakości nie polega na „szukaniu ekstazy”.
Polega raczej na odzyskiwaniu zdolności do czucia.
Do bycia w ciele.
Do pozwolenia, żeby życie — ze swoją intensywnością, nieprzewidywalnością, ale też głębią — mogło się wydarzać.

To proces, który nie ma wiele wspólnego z nadmiarem bodźców.
Raczej z ich redukcją.
Z zatrzymaniem.
Z powrotem do prostych doświadczeń, które nie są spektakularne, ale są prawdziwe.

I może właśnie tam zaczyna się coś, co kiedyś było dla człowieka naturalne.
Nie ekstaza jako wyjątkowy stan.
Ale jako jakość bycia w kontakcie z życiem.
Bez potrzeby jego kontrolowania.

Aby żyć W PEWNI siebie

Core Energetics Polska
Polskie Towarzystwo Psychoterapii Core Energetics
Polskie Stowarzyszenie Analizy Bioenergetycznej

Osteopatia w praktyce – co naprawdę dzieje się w ciele podczas terapii„Ciało wie. Trzeba tylko nauczyć się go słuchać"Cz...
16/04/2026

Osteopatia w praktyce – co naprawdę dzieje się w ciele podczas terapii
„Ciało wie. Trzeba tylko nauczyć się go słuchać"

Część VI

Terapia czaszkowo-krzyżowa – rytm, który przywraca ciało do siebie

„Ciało ma swój własny oddech… i kiedy zaczyna do niego wracać, zmienia się więcej, niż widać.”

W tej pracy bardzo szybko okazuje się, że to, co najważniejsze, nie dzieje się w ruchu, który można zobaczyć, tylko w jakości, która zaczyna być odczuwalna gdzieś głębiej — w sposobie, w jaki ciało przestaje się trzymać, w oddechu, który nagle robi się spokojniejszy, w czymś, co trudno nazwać inaczej niż powrotem do wewnętrznego porządku.
Terapia czaszkowo-krzyżowa dotyka poziomu, który z jednej strony jest bardzo konkretny i fizjologiczny, a z drugiej — dla wielu osób pozostaje czymś niemal mistycznym, nieuchwytnym, dopóki nie zostanie doświadczony.
Mówimy tu o układzie nerwowym i jego zdolności do regulacji, ale również o rytmie, który ten układ organizuje.
Primary Respiratory Rhythm.
Pierwotny rytm oddechowy, który nie jest ani oddechem płuc, ani pracą serca, a mimo to jest obecny w całym ciele — jako delikatny, falujący ruch związany z przepływem płynu mózgowo-rdzeniowego, z napięciem opon i z mikroruchomością struktur, które tworzą naszą wewnętrzną przestrzeń.
To nie jest coś, co się „widzi”.
To jest coś, co się zaczyna czuć.
Na początku bardzo subtelnie — jako zmiana napięcia pod dłonią, jako delikatne poruszenie, które nie przypomina żadnego znanego ruchu. Z czasem ten rytm może się pogłębiać, stawać bardziej spójny, bardziej obecny, jakby ciało stopniowo odzyskiwało dostęp do swoich głębszych warstw.
W pracy terapeutycznej obserwuje się różne jego jakości.
Bywa krótki, powierzchowny, jakby zatrzymany bliżej „zewnętrznych struktur” — i bardzo często odpowiada to stanowi, w którym układ nerwowy pozostaje w napięciu, w gotowości, w czuwaniu.
Bywa też bardziej uporządkowany, szerszy, obejmujący większą część ciała.
A czasem pojawia się coś, co trudno pomylić z czymkolwiek innym.
Długi pływ.
Powolny, szeroki, obejmujący całe ciało w jednym, spokojnym ruchu, który nie tyle „coś robi”, co raczej pozwala wszystkiemu wrócić na swoje miejsce. Ten rytm nie zatrzymuje się na granicach ciała — wykracza poza jego strukturę, jakby rozszerzał się dalej, łącząc się z czymś większym, szerszym, bardziej pierwotnym, co wielu doświadcza jako pulsację samego życia.
To moment, w którym układ nerwowy przestaje reagować na bodźce w sposób automatyczny i zaczyna wchodzić w stan głębokiej regulacji, związany z aktywacją układu przywspółczulnego, z procesami regeneracji, z możliwością przetwarzania tego, co wcześniej było zbyt trudne, żeby mogło się domknąć.
I choć brzmi to bardzo konkretnie, doświadczenie tego jest zupełnie inne.
Nie ma w tym wysiłku.
Nie ma „robienia”.
Jest raczej stopniowe odpuszczanie tego, co było trzymane — w mięśniach, w oddechu, w układzie nerwowym, który przez długi czas funkcjonował w stanie mobilizacji.
To właśnie dlatego ta praca zaczyna się od stworzenia warunków, w których ciało może poczuć się bezpiecznie.
Nie na poziomie myśli, nie poprzez analizę czy zrozumienie, ale na poziomie fizjologicznym — tam, gdzie układ nerwowy przestaje się bronić i zaczyna pozwalać.
I kiedy to się dzieje, zaczyna się proces, którego nie da się przyspieszyć, ale który ma swoją własną, bardzo precyzyjną logikę.
Ciało zaczyna puszczać napięcia.
Oddech się pogłębia.
Pojawia się więcej przestrzeni.
Czasem również emocje, które wcześniej były poza zasięgiem świadomego kontaktu — nie dlatego, że ktoś je wywołuje, ale dlatego, że w końcu pojawia się warunek, w którym mogą się pojawić i zostać domknięte.
To nie jest praca polegająca na naprawianiu.
To jest praca polegająca na przywracaniu.
Na pozwoleniu organizmowi, żeby wrócił do swojej naturalnej zdolności do regulacji, do rytmu, który zawsze był jego częścią, tylko czasem został przykryty napięciem, kontrolą i koniecznością radzenia sobie.
I może właśnie dlatego jest tak trudna do opisania.
Bo wszystko, co w niej najważniejsze, nie dzieje się na poziomie tego, co widać.
Dzieje się w tym, co zaczyna być odczuwalne.
W ciele, które przestaje się trzymać.
W oddechu, który przestaje być kontrolowany.
W rytmie, który nie musi być przywracany — tylko usłyszany.
Z mojego doświadczenia te momenty są jednymi z najbardziej poruszających w pracy z drugim człowiekiem — kiedy pod dłońmi pojawia się długi pływ i czuję, jak ciało „rozszerza się” poza swoją formę, a napięcie, które było tam od dawna, zaczyna się rozpuszczać bez wysiłku.
I kiedy to się wydarza, nie trzeba już wiele tłumaczyć.
Ciało wie. I wraca.
Do siebie.

🌸Czy zatrzymujesz się, aby dotknąć? Poczuć zapach wiosny, nowego życia, kolejnego wiosennego odrodzenia? Jak to czujesz ...
16/04/2026

🌸Czy zatrzymujesz się, aby dotknąć? Poczuć zapach wiosny, nowego życia, kolejnego wiosennego odrodzenia? Jak to czujesz w ciele?
Jeśli chcesz doświadczyć jak dotyka dźwięk, a Twoje ciało się w nim rozprzestrzenia, zapraszamy na nasz czuły, kameralny warsztat, który odbędzie się 25 kwietnia. Zostały ostatnie miejsca - nie prześpij tego :) Zawsze jest czas na coś na kogoś innego, prawda?

Obudź się do siebie - najwyższy czas!

Zapraszamy :)
W PEWNI Siebie - osteopatia i psychoterapia. Magdalena i Dariusz Serafin
Inner Space
Journey of Yoga

Zapisy: Magda: 607347238 🌱

13/04/2026

Pięknie uwidoczniona neurofizjologiczna reakcja mięśni i powięzi na zadany bodziec. Tym razem jest nim suche igłowanie. Tak wygląda uwalnianie zatrzymanego napięcia w ciele 🫠

Core Energetics Polska
Polskie Towarzystwo Psychoterapii Core Energetics
Polskie Stowarzyszenie Analizy Bioenergetycznej

Adres

Północna 67
Starachowice
27-230

Telefon

+48607347238

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy W PEWNI Siebie - osteopatia i psychoterapia. Magdalena i Dariusz Serafin umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do W PEWNI Siebie - osteopatia i psychoterapia. Magdalena i Dariusz Serafin:

Udostępnij