Synergia Zdrowia • Małgorzata Serwicka-Tarkowska

Synergia Zdrowia • Małgorzata Serwicka-Tarkowska Od 14 lat towarzyszę dzieciom i dorosłym w pracy z emocjami, traumą, spektrum autyzmu i trudnościami sensorycznymi.

Jeśli rozważasz wsparcie dla siebie lub dziecka, zapraszam do kontaktu. Członek INSAR- International Society for Autism Research.

Zapraszamy serdecznie na warsztaty wielkanocne dla dzieci! 😊🍀
28/02/2026

Zapraszamy serdecznie na warsztaty wielkanocne dla dzieci! 😊🍀

Serdecznie zapraszamy na tegoroczne warsztaty wielkanocne, które budujemy wokół motywu odradzania się życia w bardzo dosłownym i namacalnym sensie. Nie tworzymy wyłącznie dekoracji, lecz coś, co ma realny potencjał do wzrostu.

W tym roku proponujemy dzieciom coś więcej niż świąteczną pracę plastyczną 🐣

Warsztat ma formę dwuetapową i realizowany jest w trzech grupach wiekowych:

• 3–4 lata
• 5–6 lat
• 7–9 lat

Poziom trudności, zakres wiedzy i samodzielność działań są dostosowane do wieku dzieci.

ETAP I

Podczas pierwszej części spotkania dzieci wykonają wielkanocną kartkę z papieru czerpanego z zatopionymi nasionami kwiatów polnych.

Dzieci będą rysować i malować, nadając kartce osobisty charakter. To jednak nie jest zwykła pamiątka.

Papier zawiera prawdziwe nasiona , aby rozpoczął się wzrost, jego fragment należy delikatnie podrzeć, umieścić w doniczce, przykryć cienką warstwą ziemi i regularnie podlewać.

Pod wpływem wilgoci papier naturalnie się rozkłada, a nasiona (mając dostęp do wody i światła) kiełkują.

Podczas warsztatu pokażemy dzieciom krok po kroku:

• jak prawidłowo zasadzić papier,
• jak podlewać roślinę,
• czego potrzebuje w pierwszych dniach wzrostu.

W prosty i zrozumiały sposób omówimy proces kiełkowania- czym jest nasiono i co sprawia, że zamienia się w roślinę.

ETAP II
Drugą częścią spotkania będzie ozdabianie małych doniczek.
Dzieci samodzielnie pomalują je farbami, wsypią ziemię i przygotują przestrzeń do wzrostu.

To doświadczenie ma wyraźny wymiar sensoryczny i regulujący:

• kontakt z ziemią,
• faktura papieru czerpanego,
• spokojna, uważna praca manualna,
• brak pośpiechu i nadmiaru bodźców.

Czego doświadczą dzieci?

• sprawczości – „to, co zrobię, może naprawdę urosnąć” •odpowiedzialności i troski o coś żywego
• cierpliwości i obserwowania zmiany w czasie
• symboliki nadziei i odnowy w praktyce

To edukacja przyrodnicza połączona z realnym doświadczeniem.

Wielkanocny prezent, który żyje 🌱
Gotowa praca może stać się rosnącym, wielkanocnym prezentem dla bliskich lub zostać przekazana seniorom (np. do DPS-u).

Wówczas warsztat nabiera dodatkowego wymiaru międzypokoleniowego - dzieci przekazują komuś nie tylko kartkę, ale realny znak pamięci i potencjał wzrostu.

🟢Zapisy do dnia 17.03.2026 poprzez wiadomość prywatną lub telefonicznie pod numerem
tel.: 692 898 725

Osoby w spektrum autyzmu bardzo często uczą się funkcjonować w rzeczywistości zbudowanej według neurotypowych reguł tak,...
23/02/2026

Osoby w spektrum autyzmu bardzo często uczą się funkcjonować w rzeczywistości zbudowanej według neurotypowych reguł tak, jak uczy się życia w obcym kraju. Najpierw przyswaja się podstawowe słowa i zwroty, potem zasady gramatyki, a z czasem subtelne niuanse takie jak :ton, akcent, kontekst kulturowy lub to, co wypada, a czego lepiej nie robić. Różnica polega na tym, że w tym „kraju” nie ma możliwości powrotu do własnego języka na koniec dnia. Adaptacja trwa nieustannie.

To nie jest tylko nauka norm społecznych. To uczenie się modulacji głosu, dynamiki spojrzenia, odpowiedniego tempa reakcji, długości pauzy między odpowiedziami rozmówcy czy kontrolowanie natężenia własnej ekspresji. To nie jest intuicyjne. Wszystko to jest wyuczone często poprzez wielokrotne doświadczenie korekty z zewnątrz lub sygnały niezrozumienia.

Po mnogości takich doświadczeń pojawia się maskowanie, czyli świadome dostosowywanie zachowań społecznych po to, aby zmniejszyć ryzyko stygmatyzacji i odrzucenia. Jest to strategia adaptacyjna, która i owszem, może być skuteczna krótkoterminowo, ale staje się kosztowna, gdy przekształca się w chroniczny tryb funkcjonowania.
Badania pokazują, że wysoki poziom maskowania wiąże się z większym nasileniem objawów depresyjnych i lękowych oraz z podwyższonym ryzykiem myśli samobójczych (Hull et al., 2017; Cassidy et al., 2018). Nie oznacza to rzecz jasna , prostego związku przyczynowego, ale wskazuje, że długotrwała regulacja ekspresji i reaktywności emocjonalnej nie pozostaje obojętna dla zdrowia psychicznego.

W praktyce ten koszt objawia się jako życie w trybie nieustannej kontroli: ciągłe monitorowanie siebie, skanowanie otoczenia, pilnowanie, aby nie „popełnić błędu kulturowego”, a przy tym tłumienie przeciążenia sensorycznego i hamowanie potrzeby wycofania. Spontaniczność ustępuje miejsca czujności. Czujność zaczyna przypominać permanentną mobilizację.

Zewnętrzny obraz bywa spójny, adekwatny, społecznie czytelny i właśnie dlatego niebezpiecznie mylący.
Z zewnątrz wciąż widać profesjonalizm, a od środka narasta wyczerpanie i drażliwość.

Metaanalizy obejmujące wiele niezależnych badań wskazują, że klinicznie istotne objawy depresji występują u około 23–30% osób w spektrum autyzmu, a ryzyko epizodu depresyjnego w ciągu życia może sięgać około 40% (Hollocks et al., 2019; Hudson et al., 2019). To nie jest zjawisko marginalne, lecz istotny element obrazu klinicznego tej populacji.

Depresja w spektrum rzadko ogranicza się do jawnego smutku. Częściej przybiera postać anhedonii, utraty dostępu do zainteresowań, narastającej drażliwości, poczucia bezsensu wysiłku adaptacyjnego oraz głębokiego zmęczenia. U części osób pojawiają się myśli rezygnacyjne, a czasem zachowania autodestrukcyjne.

Obraz komplikuje się jeszcze bardziej w AuDHD. Badania wskazują, że 50–70% osób w spektrum spełnia również kryteria ADHD (Leitner, 2014; Antshel & Russo, 2019). Wtedy napięcie regulacyjne bywa podwójne: potrzeba struktury współistnieje z trudnością jej utrzymania, a wrażliwość sensoryczna z impulsywnością.

Nie istnieją leki „na spektrum autyzmu”. Istnieją natomiast skuteczne metody leczenia depresji, jeśli ją rozpoznamy.

Ile kosztuje Cię to funkcjonowanie? Czy uśmiech jest spontaniczny, czy jest elementem przetrwania w obcej kulturze? Ile energii pochłania zwykły dzień, jeśli przez cały czas trzeba mówić w języku, który nigdy nie stał się w pełni własny?

Między nami, dziewczynami 🌸Zajęcia rozwojowe dla dziewczynek 7–12 latWspółczesne dziewczynki bardzo wcześnie uczą się, ż...
21/02/2026

Między nami, dziewczynami 🌸
Zajęcia rozwojowe dla dziewczynek 7–12 lat

Współczesne dziewczynki bardzo wcześnie uczą się, że trzeba być miłą, dopasowaną i „wystarczającą”. Relacje rówieśnicze bywają intensywne, a świat online obecny w porównaniach, wizerunku i budowaniu pozycji w grupie.
Część dziewczynek świetnie sobie radzi i nie mówi wprost, że coś je przerasta. To jednak nie znaczy, że nie potrzebują bezpiecznej przestrzeni do wzmacniania siebie.

Program powstał jako odpowiedź na realne wyzwania rozwojowe dziewczynek.
To zajęcia profilaktyczne i wspierające (nie terapia), których celem jest wzmacnianie kompetencji emocjonalnych i relacyjnych.

Dwie grupy wiekowe:
7–9 lat
10–12 lat
(forma pracy dostosowana do etapu rozwojowego)

Podczas spotkań pracujemy nad:
• poczuciem własnej wartości
• stawianiem granic
• odwagą wyrażania siebie
• radzeniem sobie z presją rówieśniczą
• regulacją emocji
• bezpiecznym funkcjonowaniem online

Zajęcia prowadzą dwie terapeutki. Dbamy o bezpieczeństwo emocjonalne i świadomy proces grupowy.

Dla dziewczynek, które:
– są nieśmiałe lub wycofane
– mają trudność z mówieniem „nie”
– intensywnie przeżywają emocje
– zaczynają doświadczać napięć w relacjach
– potrzebują wsparcia w świecie online
Również dla tych „dzielnych”, które radzą sobie na co dzień, a mimo to potrzebują spokojnej, wspierającej przestrzeni.

Organizacja:
50 minut
2 razy w miesiącu
100 zł za spotkanie

🟢Zapisy SMS: 781 153 577
Po zgłoszeniu przesyłamy kwestionariusz, aby lepiej poznać potrzeby dziecka i dobrać odpowiednią grupę.
Liczba miejsc ograniczona (kameralne grupy).

Najważniejszy jest twój dobrostan i twoje self-care. Krótkie, chwytliwe, nośne hasła. Dają poczucie siły, niezależności ...
16/02/2026

Najważniejszy jest twój dobrostan i twoje self-care. Krótkie, chwytliwe, nośne hasła. Dają poczucie siły, niezależności i tego przyjemnego wrażenia, że właśnie zrobiłaś coś bardzo świadomego.
Problem zaczyna się wtedy, gdy te złote slogany rozwoju osobistego stają się modnym szyldem pod którym można schować brak refleksji nad własnym zachowaniem. Pod hasłem „dbam o siebie” da się zmieścić naprawdę dużo 🙃 Czasem także zwykłą nieuważność na innych.

Nie jesteś odpowiedzialny/a za czyjeś dzieciństwo, traumy ani styl przywiązania. Nie kontrolujesz cudzych emocji i nie masz obowiązku regulować czyjegoś świata wewnętrznego.
Masz jednak wpływ na swoje zachowanie. A zachowanie wywołuje reakcje.

Nie decydujesz, czy ktoś poczuje złość czy smutek. Jednak twoje słowa, ton, ironia, chłód, lekceważenie czy manipulacja są realnymi bodźcami w relacyjnym systemie.
Jeśli notorycznie odwołujesz spotkania i mówisz „nie przesadzaj”- to jest twój wkład w dynamikę.
Jeśli w kłótni rzucasz: „znów dramatyzujesz, masz problem ze sobą”- to jest twój wkład.
Jeśli flirtujesz przy partnerze i odpowiadasz: „to znowu twoja zazdrość” -to konkretne działanie, które podejmujesz.

Relacja nie jest zbiorem dwóch hermetycznych jednostek. To raczej układ naczyń połączonych. Każdy ruch jednej strony zmienia dynamikę całości.
I właśnie tutaj zaczyna się niewygodna część.

Bardzo łatwo mówić o self-care, granicach i dobrostanie. Znacznie trudniej przyjąć, że w tej całej opowieści są jeszcze inni ludzie z ich wrażliwością, godnością i prawem do reakcji.
Jeżeli twoje „dbanie o siebie” regularnie kończy się tym, że ktoś czuje się umniejszony, ignorowany albo zawstydzony w pracy, w związku czy w przyjaźni to warto się zatrzymać.
Może to nie jest wyłącznie kwestia ich nadwrażliwości?
Hasło „nie odpowiadam za jego/jej emocje” w swojej skrajnej wersji działa jak tarcza. Pozwala każdą informację zwrotną uznać za cudzy problem i bardzo skutecznie zdejmuje z ciebie odpowiedzialność za własne zachowanie.
Może więc zamiast powtarzać modne hasła, warto przyjąć prostszą zasadę:
nie odpowiadam za wszystko, ale sprawdzę, za co odpowiadam.

W pracy diagnostycznej nad trudnościami w obszarze przetwarzania sensorycznego coraz częściej towarzyszy mi refleksja, ż...
07/02/2026

W pracy diagnostycznej nad trudnościami w obszarze przetwarzania sensorycznego coraz częściej towarzyszy mi refleksja, że integracja sensoryczna bywa niekiedy traktowana jak uniwersalne wyjaśnienie bardzo różnorodnych trudności dziecka.
Pojawia się wtedy ryzyko, że obserwowane zachowania, reakcje emocjonalne czy problemy funkcjonowania zostaną odczytane przede wszystkim przez pryzmat SI, bez wystarczającego zatrzymania się nad ich szerszym kontekstem.
Tymczasem nie każde wyzwanie, z którym mierzy się dziecko, ma swoje źródło w sposobie przetwarzania bodźców sensorycznych. Trudności z koncentracją, regulacją emocji, zachowania impulsywne czy wycofanie mogą być sygnałem bardzo różnych procesów-od napięć emocjonalnych, przez doświadczenia relacyjne, po obciążenia wynikające z sytuacji rodzinnej lub szkolnej. Zatrzymanie się przy tej różnorodności i pozwolenie sobie na niewiedzę bywa momentem szczególnie ważnym w pracy pomocowej.
W takich sytuacjach kluczowa staje się postawa uważności i ciekawości: pytanie o to, co dane zachowanie może komunikować, co je podtrzymuje i jaką pełni funkcję w aktualnym świecie dziecka? To także gotowość do weryfikowania obranych kierunków pracy i do przyznania, że zaproponowana forma wsparcia może nie odpowiadać w pełni aktualnym potrzebom. Czasem oznacza to zaproszenie do rozmowy o poszukiwaniu innej drogi pomocy lub o skorzystaniu z konsultacji u innego specjalisty. Bywa, że dojście do takiego momentu wiąże się również z zakończeniem dotychczasowej współpracy co, choć trudne, może być wyrazem odpowiedzialności i troski o dobro dziecka.

Zaburzenia przetwarzania sensorycznego pozostają ważnym i realnym obszarem funkcjonowania dziecka, który w określonych sytuacjach wymaga rzetelnej diagnozy oraz adekwatnych oddziaływań terapeutycznych. Jednocześnie sama obecność trudnych zachowań czy problemów z regulacją nie jest wystarczającą podstawą do rozpoznania trudności SI.
Bez pogłębionej analizy łatwo o uproszczenia, które mogą prowadzić do działań nie w pełni dopasowanych a czasem nawet odsuwających w czasie dotarcie do rzeczywistego źródła trudności.
Bywa że, oddziaływania oparte na integracji sensorycznej nie zawsze przynoszą oczekiwane efekty, zwłaszcza wtedy, gdy nie są precyzyjnie ukierunkowane lub gdy dominujące trudności dziecka mają inne podłoże. Skupienie się wyłącznie na jednym obszarze może wówczas nie tylko nie pomagać, ale również opóźniać sięgnięcie po bardziej adekwatne formy wsparcia.
Pomocne bywa więc patrzenie na dziecko w sposób całościowy z uwzględnieniem jego etapu rozwoju, świata emocjonalnego, relacji rodzinnych, doświadczeń szkolnych oraz aktualnych zasobów i obciążeń. Takie spojrzenie zakłada ciekawość wobec tego, co w danym momencie podtrzymuje trudność i otwartość na to, że odpowiedź może leżeć poza jednym, dobrze znanym modelem.
Integracja sensoryczna może być ważnym elementem tego obrazu, ale nie zawsze stanowi jego centrum. Odpowiedzialne podejście polega na zachowaniu równowagi i na dostrzeganiu znaczenia SI tam, gdzie rzeczywiście odgrywa istotną rolę oraz na gotowości do poszukiwania innych wyjaśnień i form pomocy tam, gdzie trudności dziecka domagają się szerszego, bardziej złożonego rozumienia.

Za mną intensywny dzień w przedszkolnych grupach i omówienie diagnoz w gabinecie.Przede mną jeszcze zjazd z psychoterapi...
30/01/2026

Za mną intensywny dzień w przedszkolnych grupach i omówienie diagnoz w gabinecie.
Przede mną jeszcze zjazd z psychoterapii traumy, tym razem w formule online.
Następne spotkania ponownie już stacjonarnie w Warszawie 🍀
Dobrego, zimowego dnia dla Was 🍀
Z uważnością na ciało, regulacją i łagodnością dla siebie 💚

W systemach cyklicznych rozwój nie przebiega liniowo. Ma charakter pulsacyjny: po okresach ekspansji przychodzą fazy wyc...
25/01/2026

W systemach cyklicznych rozwój nie przebiega liniowo. Ma charakter pulsacyjny: po okresach ekspansji przychodzą fazy wycofania, w których to, co zostało wcześniej uruchomione, ulega reorganizacji.
Styczeń często uruchamia narrację przyspieszenia, korekty siebie i „powrotu do formy”. Opiera się ona na założeniu, że sprawność psychiczna powinna być stała, a motywacja dostępna niezależnie od kontekstu. Tymczasem Ty, podobnie jak każdy żywy system, reagujesz na rytm światła, temperatury oraz skumulowane obciążenia minionych miesięcy.
Spadek energii sam w sobie nie jest objawem zaburzenia. Bywa adekwatną odpowiedzią regulacyjną.
Zimowanie można rozumieć jako fazę obniżonej aktywacji, w której Twój układ nerwowy przechodzi z trybu mobilizacji w tryb integracji. To czas w którym doświadczenia są „trawione”, emocje porządkowane, a napięcia wcześniej kompensowane działaniem stają się bardziej dostępne w Twojej świadomości.
Podobnie jak w glebie zimą, zachodzą w Tobie procesy niewidoczne z powierzchni, lecz konieczne dla dalszego wzrostu. Presja, aby w tym okresie produkować cele i decyzje, często pomija fakt, że klarowność poznawcza wymaga uprzedniej stabilizacji. Decyzje podejmowane w stanie chronicznego przeciążenia rzadko są spójne z tym, czego naprawdę potrzebujesz w dłuższej perspektywie.
Jednocześnie nie każdy spadek energii jest „zimowaniem”. Moment w którym wycofanie przestaje pełnić funkcję regulacyjną, a zaczyna utrwalać dezorganizację, wymaga uważności. Jeśli obniżony nastrój, anhedonia, poczucie bezradności lub wyraźne spowolnienie utrzymują się przez tygodnie i prowadzą do rezygnacji z podstawowych obszarów Twojego życia, nie jest to już adaptacja, lecz sygnał, że potrzebne jest wsparcie.
Zimowanie nie oznacza zaniku struktury ani całkowitej bierności. Gdy sen staje się chaotyczny, doba traci ramy, a kontakt z innymi stopniowo zanika, Twój układ nerwowy nie integruje doświadczeń.
Zdrowa faza obniżonej aktywacji nadal zawiera ruch, relację i podstawową troskę o ciało. Wymaga interwencji wtedy, gdy zmęczenie nie prowadzi do regeneracji, lecz do narastającej pustki, lęku lub odcięcia.
Jeśli więc teraz odczuwasz senność, opór wobec przyspieszania lub potrzebę uproszczenia życia, nie musisz traktować tego automatycznie jako deficytu. Może to być informacja, że Twój system porządkuje i domyka. Warto zapytać siebie nie tylko, ile robisz, ale też czy to, co robisz, podtrzymuje Twój kontakt z życiem?
Dla jednych zimowanie oznacza zmniejszenie liczby zobowiązań i zawężenie planów. Dla innych to więcej snu, mniej bodźców i świadoma rezygnacja z nadmiarowych decyzji. Jakie jest Twoje zimowanie ?

17/01/2026

Wszelkie wytyczne, reguły funkcjonowania,
a nawet normy rozwojowe są uwarunkowane społecznie, kulturowo, historycznie, politycznie, ekonomicznie i zależą w dużej mierze od aktualnego stanu wiedzy w danej dziedzinie. Dotyczą tzw. większości, którą stanowią jednostki uprzywilejowane, decyzyjne, mające możliwość wpływu. Nie trudno jest się zatem domyślić, że prawo głosu w decydowaniu o normach mają przede wszystkim osoby dobrze usytuowane ekonomicznie, wykształcone, białe, najlepiej płci męskiej i przede wszystkim w pełni zdrowe.

W ten sposób często m.in. kobiety, dzieci, osoby niepełnosprawne i neuroodmienne nie wpisują się w wymogi normalności. A to już prosta droga do bycia wykluczonym i narażonym na tzw. stres mniejszościowy ( chroniczne obciążenie psychiczne z powodu bycia „innym”) i przemoc etonormatywną (zmuszanie do „normalności” za wszelką cenę).

Jeśli zatem wychowujesz neuroatypowe dziecko, prędzej czy później staniesz w obliczu normatywnej narracji.
A jeśli sięgasz po tę książkę, to domyślam się, że masz już za sobą sporo trudnych doświadczeń, możliwe, że i upokorzeń i interakcji, w których czułaś/czułeś się jak najgorszy rodzic na świecie.

Do tego wszystkiego dochodzi poczucie bezsilności i wyrzuty sumienia, bo nie jesteście tacy jak ci mityczni, normalni inni. A wisienką na torcie upokorzeń jest lęk o przyszłość dziecka w świecie, który nie widzi w nim wartości a jedynie deficyt i błąd do naprawienia.

Byłam w tym miejscu. Jadłam zatruty tort aż do mdłości. Tyle razy słyszałam od bliskich i dalekich znajomych, od obcych ludzi na ulicy czy w sklepie, od terapeutów wszelkiej maści, od nauczycieli, od lekarzy, od sąsiadów i ciotki wujka Staszka od kuzyna Władka, który mieszkał pod piątką w Koziej Wólce, że coś jest z moim dzieckiem, z moją rodziną czy ze mną nie tak, że zaczęłam brać pod uwagę myśl, że może oni mają rację. Miałam pretensje do świata, do siebie, do dziecka o to, że nie mogę żyć „normalnie” jak większość ludzi.

I dopiero po tym, jak już wylizałam paterę po torcie, dotarło do mnie, że przecież mogę zjeść coś innego. Mogę powiedzieć stanowcze „nie dziękuję”, gdy kolejny raz jakiś wyznawca normy będzie chciał mnie poczęstować kawałkiem starego ciasta na margarynie z uprzedzeń.

Krok po kroku nauczyłam się wybierać to, co służy mi i mojej rodzinie. Założyłam swój własny mentalny warzywniak, a po wskazówki zaczęłam wybierać się do osób podobnych mi, omijając szerokim łukiem Kozie Wólki.

Ta książka to zbiór osobistych praktyk rodzinnego dobrostanu na przekór normom i oczekiwaniom innych. Nie musisz pożerać tortu tak jak ja, by w końcu pójść po swoje
Możesz już teraz wieść zwyczajne życie w zgodzie ze sobą i możesz zadbać o dobre dzieciństwo swojego nie wpisującego się w normy dziecka.
Zapraszam Cię w podróż w cztery strony innego świata, skrojonego na neuroatypową miarę.

-----
To fragment wstępu do mojej książki "Rodzicielstwo poza normą. Kompas dla rodziców neuroatypowych dzieci".
❤️💪 Książka powstaje, więc wszelkie Twoje głosy, co chciał(a)byś w niej znaleźć, mile widziane. Pisz śmiało w komentarzach.
Książka ma być dla czytelnika a nie dla autora, więc Twój głos ma znaczenie.

A jak nie chcesz przegapić premiery książki, to zapisz się na newsletter. Namiary w komentarzu.

Uff, mogę już oficjalnie powiedzieć, że ukończyłam szkolenie z APERS (Autism Program Environment Rating Scale-Skala Ocen...
12/01/2026

Uff, mogę już oficjalnie powiedzieć, że ukończyłam szkolenie z APERS (Autism Program Environment Rating Scale-Skala Oceny Środowiska Programów dla Osób w Spektrum Autyzmu). W końcu ! 😅💪✌️
W trakcie szkolenia dowiedziałam się, że byłam drugą osobą z Polski, która wzięła w nim udział.
To podejście dopiero zaczyna swoją drogę w naszym kraju.

Z osobami w spektrum autyzmu jestem związana zawodowo od wielu lat , a w zasadzie już od 14 lat.
Te różnorakie doświadczenia zawodowe nauczyły mnie, że dobre intencje to za mało, jeśli nie idą w parze z realnymi, dobrze osadzonymi w praktyce narzędziami i działaniami.
W tym kontekście APERS okazał się dla mnie czymś znacznie więcej niż "kolejnym" szkoleniem.
APERS to narzędzie opracowane przez zespół NPDC (National Professional Development Center on Autism Spectrum Disorders- Narodowe Centrum Rozwoju Zawodowego w Obszarze Spektrum Autyzmu), działający przy Frank Porter Graham Child Development Institute na University of North Carolina at Chapel Hill (środowisku, które od lat wyznacza kierunki pracy opartej na dowodach naukowych i realnej praktyce). To właśnie tam powstał model, który dziś coraz częściej traktowany jest jako standard jakości pracy z osobami w spektrum.
Moje szkolenie prowadziły osoby bezpośrednio związane z tym zespołem: dr Ann Sam oraz Becky Dees- edukacyjna konsultantka Frank Porter Graham Institute. Uczestnictwo w tym procesie było dla mnie dużym wyzwaniem nie tylko merytorycznym, ale także organizacyjnym i osobistym 😮‍💨 Zajęcia odbywały się w godzinach wieczornych, zgodnie z czasem Karoliny Północnej, a całość prowadzona była w języku angielskim, bez tłumaczenia, co wymagało ogromnej koncentracji i dobrej logistyki pracy 😵🧠
Dziś mogę powiedzieć z dużą wdzięcznością, że to szkolenie dało mi nie tylko krótsze noce 🥱, ale nową perspektywę i konkretne, realne narzędzia, które mogę wykorzystywać w pracy z zespołami i środowiskami edukacyjnymi.
To, co szczególnie mnie przekonuje to WYRAŹNE przesunięcie punktu ciężkości z koncentracji na deficytach dziecka na uważną analizę środowiska w którym dziecko funkcjonuje.
Zaczynamy przyglądać się temu, jak działa system wokół osoby w spektrum- zespół nauczycieli, terapeutów i specjalistów, sposób komunikacji, organizacja dnia oraz jakość relacji.
W tym ujęciu kluczowa staje się spójność oddziaływań oraz realna współpraca wszystkich dorosłych zaangażowanych w proces wsparcia, w tym także rodzica, który nie jest postrzegany jako strona w opozycji, lecz jako pełnoprawny partner, współtworzący rozwiązania i współodpowiedzialny za budowanie środowiska sprzyjającego rozwojowi.
Środowisko może być zarówno czynnikiem wspierającym, jak i realnie obciążającym, niestety .
Nie każde zachowanie, które bywa określane jako „trudne” (choć sama nie lubię tego sformułowania), wynika bezpośrednio ze spektrum autyzmu.
Bardzo często jest ono odpowiedzią na: bodźce, przeciążenie, brak przewidywalności, niezrozumienie lub niewłaściwie dobrane wymagania. Dotyczy to również zachowań agresywnych i autoagresywnych, które w mojej praktyce pojawiały się wyjątkowo często i które bardzo wyraźnie pokazywały, jak ogromne znaczenie ma kontekst w jakim funkcjonuje dana osoba. Właśnie dlatego tak istotne jest dla mnie, aby środowiska edukacyjne i terapeutyczne były nie tylko „poprawne na papierze”, w dokumentach czy w IPET-ach , ale aby w codziennym doświadczeniu osób w spektrum były REALNIE sprzyjające, regulujące i bezpieczne.
Piszę o tym również z perspektywy osobistego doświadczenia.

W swojej pracy miałam możliwość towarzyszyć dorosłym osobom w spektrum, także tym z niepełnosprawnościami sprzężonymi oraz ze współwystępującymi zaburzeniami internalizacyjnymi i zobaczyłam z bliska ogrom trudu, samotności oraz bólu ludzi, którzy przez lata nie otrzymali adekwatnej opieki, terapii ani wsparcia środowiskowego.
Spotykałam osoby czterdziestoparoletnie, które nie miały możliwości rozwinąć funkcjonalnej komunikacji, które nie potrafiły korzystać z toalety, które były głęboko niesocjalizowane, a jednocześnie bardzo często funkcjonowały w stanie permanentnego napięcia, przejawiając zachowania agresywne i autoagresywne będące wołaniem o pomoc.
Te doświadczenia bardzo mocno mnie ukształtowały. To one sprawiły, że dziś mówię o swojej pracy nie w kategoriach prestiżu czy tytułu, lecz odpowiedzialności.
Do tego dochodzi jeszcze jeden wymiar, który jest dla mnie szczególnie poruszający, czyli los rodzin. Widziałam rodziców skrajnie wycieńczonych, obciążonych, funkcjonujących w depresji i poczuciu niemocy.
Chroniczny lęk o przyszłość swoich dzieci, z pytaniem, które wracało w ich głowach jak echo, bezlitośnie zabierając spokój: co stanie się z moim dzieckiem, kiedy umrę lub nie dam rady już dłużej się nim opiekować?

Dlatego nie mam w sobie zgody na bylejakość, na systemowe wymówki ani na przerzucanie odpowiedzialności na dziecko i jego diagnozę.
Nie mam zgody na narrację w której to spektrum staje się wygodnym wyjaśnieniem wszystkiego, a dorośli zdejmują z siebie ciężar refleksji nad własną rolą. Prawda jest taka, że to my ( dorośli, profesjonaliści, system ) ponosimy współodpowiedzialność za jakość wsparcia, jakie oferujemy.
Często widziałam sytuacje w których coś „na zewnątrz” wyglądało dobrze: procedury były domknięte, dokumenty podpisane, programy opisane. A jednocześnie w realnym doświadczeniu osoby w spektrum to wsparcie nie służyło wcale – nie zmniejszało cierpienia, nie budowało kompetencji, nie dawało poczucia bezpieczeństwa ani sprawczości.

Zanim zaczniemy dobierać strategie i narzędzia, potrzebujemy solidnych fundamentów w postaci przewidywalnego, spójnego i bezpiecznego środowiska. APERS nie jest jedynie podejściem stricte behawioralnym, lecz pozostaje spójny z modelem NPDC, który obejmuje również metody neurorozwojowe, rozwojowo-relacyjne i naturalistyczne, łącząc różne nurty w jedną, konsekwentną ramę pracy opartą na dowodach.

Nie umniejszam znaczenia terapii indywidualnej.
Wiem, jak bardzo bywa ona potrzebna i wspierająca. Coraz mocniej jednak widzę, że bez spójnego, dobrze zaprojektowanego środowiska nawet najlepsza terapia może tracić swoją skuteczność. Dlatego zależy mi na tym, aby interwencje nie kończyły się na indywidualnej sali terapeutycznej, lecz były realnie obecne w codziennym funkcjonowaniu tj. w szkole, w przedszkolu i w relacjach z dorosłymi.

Nie wierzę w podziały na „ważniejszych” i „mniej ważnych” specjalistów.
Nie chodzi o stawianie terapii ponad edukacją ani o hierarchizowanie ról. Wierzę natomiast bardzo mocno, że da się pracować wspólnie, mądrze i spójnie, jeśli jest wola współpracy i wzajemny szacunek dla kompetencji.

Dziś biorę na tapet integrację sensoryczną , ale nie w kontekście procedur czy zestawu ćwiczeń. Raczej w kontekście luźn...
09/01/2026

Dziś biorę na tapet integrację sensoryczną , ale nie w kontekście procedur czy zestawu ćwiczeń. Raczej w kontekście luźnej refleksji, które dojrzewały we mnie po ostatnich terapiach z dziećmi.

Coraz wyraźniej widzę, że SI nie jest przede wszystkim „robieniem zadań” ani realizacją programu.
Jest oddziaływaniem na procesy regulacyjne układu nerwowego, które zawsze zachodzą w relacji i w kontekście subiektywnego poczucia bezpieczeństwa dziecka. Dlatego myślę o terapii SI nie jako o sekwencji technik, lecz jako o procesie regulacyjnym, którego jakość zależy od warunków w jakich się odbywa.
Z czasem coraz rzadziej pytam, czy dana interwencja jest skuteczna w sensie stricte zadaniowym. Coraz częściej zadaję sobie pytanie bardziej podstawowe:
jakim doświadczeniem jest to dla dziecka i co zapisuje się w jego systemie regulacyjnym?
Nie chodzi wyłącznie o efekt funkcjonalny, ale o to, czy dana forma pracy wzmacnia poczucie sprawczości, czy raczej utrwala strategie obronne i wzorce nadmiernej kontroli.
Organizm funkcjonujący w stanie podwyższonej czujności nie ma realnych warunków do uczenia się. Układ nerwowy, który pozostaje w trybie obronnym nie integruje doświadczeń.
Z dziećmi zmagającymi się z nadwrażliwością przedsionkową i niepewnością grawitacyjną kluczowe staje się dla mnie nie tempo realizacji „programu”, lecz sposób w jaki dziecko doświadcza ruchu i zmiany pozycji ciała.
Często obserwuję, że to, co bywa nazywane „oporem” czy „unikaniem”, jest w istocie przejawem realnego poczucia zagrożenia. Z perspektywy neurofizjologicznej utrata stabilnego oparcia, przechylenie czy oderwanie stóp od podłoża może być dla organizmu sygnałem do mobilizacji obronnej. W takim kontekście celem terapii nie jest „przełamanie bariery”, lecz stopniowe budowanie tolerancji na doświadczenia ruchowe w warunkach kontroli i przewidywalności.
W terapii np z dziećmi z niepewnością grawitacyjną kluczowe nie są same formy aktywności, lecz warunki w jakich są proponowane: tempo, możliwość wyboru, prawo do wycofania się, sposób reagowania terapeuty na sygnały przeciążenia. To one decydują o tym, czy układ nerwowy zacznie przechodzić z trybu ochronnego w tryb eksploracyjny.
Coraz wyraźniej widzę też, że relacja terapeutyczna nie jest tłem dla metod, lecz jest ich niezbędnym kontekstem. Ton głosu, sposób wprowadzania aktywności, gotowość do modyfikacji planu w odpowiedzi na stan dziecka. Dla organizmu są to informacje neurocepcyjne: czy sytuacja sprzyja otwartości, czy wymaga zachowania dystansu?
W tym sensie skuteczność terapii SI nie sprowadza się do doboru narzędzi, lecz do jakości kontaktu i umiejętności odczytywania sygnałów regulacyjnych.
I tu pojawia się dla mnie ważny, choć trudny, temat granic.
Wciąż spotykamy sytuacje uzasadniane potrzebą „przełamywania trudności”, które z perspektywy układu nerwowego dziecka są doświadczeniem przymusu: dotyk wbrew woli, fizyczne przytrzymywanie, wymuszanie podporządkowania się procedurze.
Dla dziecka nie są to neutralne interwencje terapeutyczne. Płacz, sztywność ciała, wycofanie czy jawny sprzeciw nie są „trudnym zachowaniem”, lecz komunikatem o przekroczeniu granicy tolerancji.
Nie mówię tu o sytuacjach w których rzeczywiście trzeba dziecko zabezpieczyć przed urazem. Mówię o momentach, gdy jego sygnały są ignorowane w imię procedury, techniki albo „ wyższego dobra terapeutycznego”. Przede wszystkim , gdy mimo wyraźnego sprzeciwu kontynuuje się interwencje manualne, masaż ciała, twarzy czy głowy tłumacząc to koniecznością terapii.
Czym innym jest zatrzymać dziecko, gdy grozi mu realne niebezpieczeństwo, a czym innym naruszać jego cielesną autonomię dlatego, że jesteśmy przywiązani do metody.
Szacunek do granic dziecka nie oznacza rezygnacji z roli dorosłego. Oznacza odpowiedzialność za jakość relacji i za regulację która ZAWSZE spoczywa po naszej stronie, nigdy po stronie dziecka. Ten mały człowiek ma prawo decydować o tym, co dzieje się z jego ciałem, szczególnie w sytuacjach terapeutycznych.
Tak, można osiągnąć krótkoterminowy efekt przez nacisk i przymus. Dziecko wykona zadanie, „zrealizuje cel”, może nawet zautomatyzuje.
Pytanie, które jest dla mnie kluczowe, brzmi jednak: jakim kosztem i co zostaje zapisane w jego doświadczeniu relacyjnym?
Coraz częściej wracam też do refleksji nad presją, która towarzyszy naszej pracy: oczekiwania rodziców, system oświatowy, realia prywatnych gabinetów, potrzeba bycia postrzeganym jako terapeuta skuteczny i kompetentny, presja mediów społecznościowych i marketingu etc. To wszystko łatwo przesuwa akcent z jakości doświadczenia dziecka na zewnętrzny obraz terapii.

Wierzę, że w naszej codziennej praktyce jest miejsce zarówno na kompetencję i wiedzę, jak i na wątpliwość, która chroni przed działaniem automatycznym :)

Z życzliwością, rozpoczynając ten rok 2026, życzę nam ( terapeutom małych i większych ludzi)
odwagi, aby konsekwentnie wybierać jakość relacji ponad tempo realizacji celów i nie dać się zjeść presji szybkich rezultatów.
Uważności na siebie , abyśmy nie tracili wrażliwości w imię skuteczności.
Zatrzymywania się przy własnych emocjach, troski o regulację, o własny odpoczynek, o prawo do zmęczenia i do stawiania granic także sobie i światu 🍀
I jeszcze jednego: żebyśmy nigdy nie przestali widzieć w dziecku osoby, a nie jedynie „przypadku terapeutycznego/diagnostycznego”.

📷
Zdjęcie, które publikuję, zostało wykonane w Re Re K*m K*m po zajęciach, bez udziału dzieci jako pokazanie przestrzeni i kontekstu pracy.
Czasem dzielę się tu przemyśleniami, pomysłami na aktywności, zdjęciami sali po zajęciach czy poleceniami sprzętu terapeutycznego, literatury lub badań naukowych.
Nie publikuję natomiast zdjęć dzieci w trakcie terapii. To mój świadomy wybór. Chcę, aby moja obecność w przestrzeni medialnej była spójna z tym, jak pracuję na co dzień.

Adres

Ulica Kościelna 20
Starachowice
27-200

Telefon

+48781153577

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Synergia Zdrowia • Małgorzata Serwicka-Tarkowska umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Synergia Zdrowia • Małgorzata Serwicka-Tarkowska:

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram