10/04/2026
Dwa tygodnie temu byłam na wyjeździe medytacyjnym.
Podczas kilku medytacji, które zwykle trwały około godziny albo dłużej, przytrafiła się nam pewna historia. Na strychu pojawił się ptak, który próbował wlecieć przez zamknięte okno. I cały czas się o nie obijał — uparcie, bez przerwy.
Oczywiście otworzyłam wtedy oczy, żeby go zobaczyć. W tym samym momencie zauważyłam otwarte oczy innej osoby. I wybuchnęłam śmiechem — próbując śmiać się jak najciszej. Choć i tak było mnie słychać, w końcu byliśmy w ciszy.
Po chwili się uspokoiłam i wróciłam do medytacji. Ale cały czas miałam w głowie jedną myśl — że chciałabym pomóc temu ptakowi. Przecież zaraz zrobi sobie krzywdę. Tylko że nie mogłam nic zrobić. Okno było za wysoko. Nie było żadnego realnego sposobu, żeby mu pomóc.
I wtedy przyszło do mnie porównanie.
Czasami próbujemy „naprawić” to, jak czuje się druga osoba — szczególnie wtedy, gdy przeżywa coś trudnego: smutek, zmęczenie, frustrację. Chcemy pomóc, poprawić jej nastrój, wnieść trochę pozytywności. Ale to często nie pomaga. A czasem wręcz unieważnia jej emocje.
Pamiętam, jak kiedyś, gdy płakałam, babcia mówiła: „Tylko nie płacz, wszystko się ułoży”. A ja czasem po prostu potrzebuję popłakać. Wypuścić to, co trzymam w środku. Czasem potrzebuję pobyć zła, zmęczona, bez sił.
I wtedy najcenniejsze, co może zrobić druga osoba, to po prostu być. Pozwolić mi przez chwilę w tym pobyć. Bez naprawiania. Bez przyspieszania.
Oczywiście są momenty, kiedy naprawdę potrzebujemy wsparcia, podniesienia na duchu. Ale przez większość czasu — to obecność i akceptacja znaczą bardzo dużo. Sama uczę się tego cały czas.
Tego dnia udało mi się pomedytować i pobyć w cierpieniu tego ptaka.
Następnego dnia wrócił. Znowu próbował dostać się przez to samo okno, a potem przez kolejne.
I wtedy pojawiło się kolejne olśnienie.
Wszyscy mamy swoje schematy działania. Przyzwyczajenia, które nie zawsze nam służą. Często uświadamiamy je sobie dopiero wtedy, gdy zaczynamy zaglądać w głąb siebie.
I tak jak ten ptak — czasem uderzamy w to samo „okno” raz za razem. Dzień po dniu. Rok po roku. Boli, jest to trudne, ale trwamy w tym, bo wydaje nam się, że tak trzeba, że inaczej nie umiemy, o że w ten sposób się chronimy.
Aż w końcu zauważamy, że to okno jest zamknięte. Że tą drogą nie wejdziemy.
I wtedy zaczynamy szukać innego wejścia. To bywa trudniejsze, bardziej wymagające, ale możliwe.
I w końcu przychodzi moment, kiedy z lekkością wlatujesz przez otwarte okno — albo drzwi, których wcześniej w ogóle nie było widać.
Takie wyjazdy — medytacyjne czy jogowe — czasem dają właśnie to: przestrzeń i odwagę, żeby zobaczyć więcej. Zatrzymać się. I zajrzeć naprawdę głęboko w siebie. ✨
Zapraszam Was na wyjazdy jogowe w Maju:
Wiosenny weekend jogowy w Dwór Podstolice - 22-24 Maja
Wiosenny weekend jogowy w Dwór Podstolice - 29-31 Maja
Dobrego weekendu ☀️