Emilia Przybylska Blisko Siebie - Terapia

Emilia Przybylska Blisko Siebie - Terapia BLISKO SIEBIE - psychoterapia uzależnień, współuzależnienia, DDA, par/małżeństw w tym obszarze. Jestem pedagogiem i psychoterapeutą uzależnień.

W mojej przestrzeni BLISKO SIEBIE pomagam osobom:

- Dorosłym Dzieciom Alkoholików (DDA) lub innych uzależnień, którzy poprzez trudne doświadczenia w dzieciństwie mają problem w zbudowaniu dobrego, satysfakcjonującego życia. Pomagam dostrzec i zmienić schematy tym kierujące;

- osobom współuzależnionym, których życie, postępowanie nakierowane jest na drugą osobę kosztem siebie, swoich potrzeb i

niestety często też kosztem dzieci. Wiąże się to nierzadko z uzależnieniem emocjonalnym od osoby i niemożnością wyjścia z tak trudnej relacji;

- osobom uzależnionym, które wpadły w "pułapkę przyjemności" i choć często wiedzą i czują, że substancja lub wykonywanie czynności (np. hazard) niszczą ich życie, to o nie potrafią samodzielnie z tego zrezygnować i zmienić swojej sytuacji i postępowania.;

- parom / małżeństwom z problemem spożywania substancji/wykonywania czynności, które są w trakcie lub po terapii indywidualnej, aby spajać związek, budować bliskość i relację ;

- parom / małżeństwom wnoszącym do swojego wspólnego życia blokujące wzorce z przeszłości, aby zrozumieli to co dzieje się w ich związku i rodzinie, aby mogli zostawić to co im nie służy i budować relacje bez przeszłych, blokujących wzorców;

- rodzicom uzależnionych dzieci, dając tak bardzo potrzebne wsparcie, wiedzę i umiejętności właściwego wspierania dzieci i komunikowania się z nimi.

Wieczorem usłyszałam od klientki zdanie, które zostało ze mną na długo.„Nie przeżyłabym dnia, gdybym wieczorem nie wypił...
25/03/2026

Wieczorem usłyszałam od klientki zdanie, które zostało ze mną na długo.
„Nie przeżyłabym dnia, gdybym wieczorem nie wypiła jednego koniaczka. Jednego kieliszka wina.”
W jej głosie nie było buntu, prowokacji ani dumy. Była raczej szczerość, która czasem pojawia się dopiero wtedy, kiedy ktoś przestaje udawać przed samym sobą.

To zdanie nie jest w istocie o alkoholu.
Dotyka czegoś znacznie głębszego.
Psychika człowieka zawsze szuka ulgi. Jeżeli w ciągu dnia nosimy w sobie napięcie, złość, smutek, samotność albo niewypowiedziany ból, organizm wieczorem próbuje znaleźć sposób, żeby to wszystko na chwilę wyciszyć. Alkohol działa szybko i skutecznie, spowalnia układ nerwowy, rozluźnia ciało, przytępia emocje.

Dlatego tak wiele osób mówi podobne zdania:
- Potrzebuję lampki wina.
- Jedno piwo na koniec dnia.
-Tylko żeby się wyciszyć.
Mechanizm jest prosty. To nie jest poszukiwanie przyjemności.
To jest próba regulacji napięcia.
Psychologia nazywa to samoleczeniem emocjonalnym. Człowiek znajduje substancję, czynność albo rytuał, który na chwilę odcina od nadmiaru przeżyć. Jedni robią to alkoholem. Inni jedzeniem. Inni pracą, zakupami, scrollowaniem telefonu albo kolejnym serialem w nocy.
W gruncie rzeczy wszystkie te strategie mają jeden cel: choć na chwilę przestać czuć to, co jest w środku.
Kiedy jednak słyszę takie zdania w gabinecie, zawsze pojawia się we mnie jeszcze jedna refleksja. Znacznie trudniejsza.
Jeżeli funkcjonowanie w życiu zaczyna polegać na tym, że musimy się codziennie znieczulać, żeby wytrzymać własne emocje…
to jakie to właściwie jest życie?
Nie mówię tego z pozycji moralizowania. Nie chodzi o ocenę. W wielu historiach, które ludzie przynoszą do gabinetu, taki kieliszek jest po prostu jedyną dostępną na dany moment formą ulgi.
Ale to zdanie mówi coś ważnego o stanie człowieka.

Mówi o zmęczeniu.
O napięciu, które nie ma gdzie odpłynąć.
O bólu, który przez lata nie miał przestrzeni, żeby zostać naprawdę zobaczony.
Czasem dopiero w takich pozornie prostych zdaniach odsłania się prawda o naszym funkcjonowaniu. Nie o słabości, lecz o tym, jak bardzo próbujemy przetrwać własne życie.
I może najważniejsze pytanie wcale nie dotyczy koniaku ani wina.

I może najważniejsze pytanie wcale nie dotyczy koniaku ani wina.
Najważniejsze pytanie brzmi raczej:
co w człowieku tak bardzo potrzebuje wieczorem tej ulgi.

22/03/2026

Czasem z zewnątrz wszystko wygląda dobrze.
Praca, obowiązki, życie, które jakoś się toczy.
A jednak w środku bywa inaczej. Pojawia się napięcie, które trudno nazwać i jeszcze trudniej pokazać światu. Wiele osób próbuje sobie z nim radzić po cichu – tak, żeby nikt nie zauważył, że wcale nie jest tak lekko, jak wygląda.
Dlatego powstał ten warsztat.
Dla osób, które funkcjonują, działają i „ogarniają”, ale czują, że pewne sposoby radzenia sobie z napięciem przestają działać.
To będzie kameralne spotkanie w małej grupie, w którym jest przestrzeń na zatrzymanie się, zobaczenie swoich schematów i pierwsze kroki w stronę większego spokoju i większej prawdy o sobie.
Jeżeli czujesz, że to może być moment, w którym warto przyjrzeć się sobie trochę uważniej – zapraszam do obejrzenia filmu i poznania szczegółów warsztatu.

Kiedy z zewnątrz wszystko wygląda dobrze, a w środku rośnie napięcie…Są osoby, które świetnie funkcjonują na co dzień. P...
19/03/2026

Kiedy z zewnątrz wszystko wygląda dobrze, a w środku rośnie napięcie…

Są osoby, które świetnie funkcjonują na co dzień. Pracują, działają, ogarniają życie. Z boku trudno zobaczyć problem. A jednak w środku pojawia się napięcie, które co jakiś czas wraca i domaga się uwagi.

Czasami próbujemy regulować je pracą, jedzeniem, alkoholem, zakupami albo internetem. Na chwilę pomaga. Potem napięcie wraca.
Dlatego chcę Was zaprosić na kameralny warsztat na żywo w Szczecinie. Jeśli ktoś ma ochotę przyjechać i popracować głębiej nad swoimi schematami, to pojawia się taka możliwość. Bardzo cenię pracę w małej grupie, w której jest przestrzeń na prawdziwą rozmowę, refleksję i zobaczenie siebie trochę głębiej niż na co dzień.

Podczas warsztatu będziemy przyglądać się między innymi temu:
– jakie schematy zachowań uruchamiają się w momentach napięcia
– jakie działania dają chwilową ulgę, ale w dłuższej perspektywie nam nie służą
– co nas powstrzymuje przed zmianą, nawet jeśli wiemy, że jest potrzebna
– jakie pierwsze kroki można zrobić, żeby w życiu pojawiło się więcej spokoju i większej prawdy wobec siebie

Pracujemy w bardzo kameralnej grupie – maksymalnie 5 osób, dlatego pojawia się też przestrzeń na indywidualne wątki uczestników. Po warsztacie przewidziane jest krótkie spotkanie follow-up online, które pomaga uporządkować wnioski i odpowiedzieć na pytania, które pojawiają się po czasie.

📅 Data: 18.04.2026
🕘 Godziny: 8:30 – 15:30
📍 Miejsce: ul. Andrea Citroena 8/121, Szczecin
👥 Grupa: maks. 5 osób
💰 Cena: 800 zł
Warsztat ma charakter psychoedukacyjno-rozwojowy i nie zastępuje terapii ani leczenia uzależnień.

Jeśli czujesz, że to temat bliski Twojemu doświadczeniu i masz ochotę na taką pracę na żywo, serdecznie zapraszam.
Zapisy:
https://forms.gle/p99AXMQpzCmWRgw96⁠�
kontakt@emiliaprzybylska.com

Często patrzymy na osobę uzależnioną przez pryzmat „braku silnej woli” albo mówimy: „przecież może przestać w każdej chw...
18/03/2026

Często patrzymy na osobę uzależnioną przez pryzmat „braku silnej woli” albo mówimy: „przecież może przestać w każdej chwili”.
A prawda jest dużo bardziej złożona — bo uzależnienie realnie zmienia sposób działania mózgu.
U osoby uzależnionej słabiej pracuje kora przedczołowa — ta część mózgu, która odpowiada za podejmowanie decyzji, przewidywanie konsekwencji, kontrolę impulsów i tzw. „zdrowy rozsądek”. To dlatego tak trudno jest „po prostu przestać”.
Jednocześnie nadaktywny staje się układ nagrody, związany m.in. z dopaminą. Struktury takie jak jądro półleżące czy ciało migdałowate zaczynają silniej reagować na bodźce związane z substancją lub zachowaniem uzależniającym. Mózg uczy się, że to jest szybka ulga, przyjemność, „ratunek” — nawet jeśli długofalowo niszczy życie.
Efekt? Większa impulsywność, silniejsze „chcenie” i jednocześnie słabsza zdolność zatrzymania się i powiedzenia „nie”.

Ale to dotyczy nie tylko osoby uzależnionej.
Układ nerwowy osób żyjących obok często funkcjonuje w stanie ciągłego napięcia. To życie w nieprzewidywalności, stresie i czujności. Organizm wchodzi w tryb „walki, ucieczki albo zamrożenia”. Może pojawić się nadmierna kontrola, lęk, trudność w odpoczynku, a czasem wręcz przeciwnie — odcięcie emocjonalne.
Z czasem ciało i psychika uczą się funkcjonować w tym napięciu jak w „nowej normie”.

Dlatego uzależnienie to nie tylko problem jednej osoby — to doświadczenie całego systemu, całej relacji, całej rodziny.
I dlatego tak ważne jest wsparcie — dla wszystkich, nie tylko dla osoby uzależnionej.

Osoby współzależne bardzo często wywodzą się ze środowisk dysfunkcyjnych, w których granice wytrzymywania trudnych sytua...
13/03/2026

Osoby współzależne bardzo często wywodzą się ze środowisk dysfunkcyjnych, w których granice wytrzymywania trudnych sytuacji zostały znacząco przesunięte. Dziecko uczy się funkcjonować w warunkach napięcia, może to być uzależnienie w rodzinie, ale także chroniczny chaos, konflikty, hałas emocjonalny czy brak stabilności.

W takich warunkach przystosowanie polega często na wytrzymywaniu więcej, niż jest dla człowieka zdrowe. Z czasem staje się to wewnętrznym wzorcem: pojawia się przekonanie, że trzeba znosić trudne sytuacje, dostosowywać się i utrzymywać relację nawet kosztem własnych granic.

Dlatego w dorosłości osoby współzależne nierzadko nieświadomie tolerują przesuwanie swoich granic i oddalają się od własnej tożsamości, ponieważ ich układ psychiczny nauczył się, że przetrwanie w relacji wymaga właśnie takiego funkcjonowania.
Współuzależnienie nie jest jednak kwestią słabości czy niedojrzałości. To sposób przystosowania, który kiedyś pomagał przetrwać w trudnym środowisku. Problem polega na tym, że wzorzec wytrzymywania zostaje w człowieku na długo po tym, jak sytuacja, która go ukształtowała, już minęła.

Jednocześnie to, czego nauczyliśmy się w przeszłości, nie musi pozostać jedynym sposobem życia. Z czasem można uczyć się rozpoznawania własnych granic, odzyskiwania kontaktu ze sobą i rezygnowania z tego, co przekracza lub rani. Życie nie musi polegać wyłącznie na wytrzymywaniu. Możliwe jest także takie, w którym jest więcej miejsca na siebie, swoje potrzeby i własne bezpieczeństwo.

Ukrywanie prawdy o uzależnieniu jednego z rodziców przed dziećmi jest bardzo częstym mechanizmem w rodzinach z problemem...
11/03/2026

Ukrywanie prawdy o uzależnieniu jednego z rodziców przed dziećmi jest bardzo częstym mechanizmem w rodzinach z problemem alkoholowym.

Często wynika ze wstydu, lęku przed oceną, potrzeby chronienia wizerunku rodziny albo z przekonania dorosłych, że dziecko nie powinno tego wiedzieć. Problem polega na tym, że dzieci i tak widzą i czują więcej, niż dorośli zakładają.
Widzą zmiany nastroju, napięcie w domu, zapach alkoholu, chaos czy konflikty. Jednocześnie słyszą komunikaty: nic się nie dzieje, tata jest zmęczony, przesadzasz.

Dla dziecka oznacza to bardzo trudną sytuację psychiczną. Widzi pewną rzeczywistość, ale słyszy jej zaprzeczenie. W efekcie zaczyna wątpić w swoje własne postrzeganie świata i w swoje emocje. Jeśli czuje lęk, smutek czy wstyd, a dorośli temu zaprzeczają, pojawia się przekaz: twoje odczucia są niewłaściwe.

Dzieci bardzo często interpretują też sytuację egocentrycznie. Pojawia się myśl: „może to przeze mnie tata pije”. W wielu rodzinach zaczyna działać niepisana zasada dobrze znana w psychologii: nie mów, nie czuj, nie ufaj.
Warto pamiętać, że dorośli najczęściej nie robią tego ze złej woli. Często działa wstyd, nadzieja, że problem sam zniknie, potrzeba chronienia drugiego rodzica albo po prostu brak wiedzy, jak o tym rozmawiać z dzieckiem.

Dzieci lepiej radzą sobie z trudną prawdą niż z chaosem i zaprzeczaniem. Nie chodzi o obciążanie dziecka szczegółami, lecz o nazwanie rzeczywistości w sposób adekwatny do wieku.
Czasem wystarczy proste zdanie:
Tata ma problem z alkoholem. To choroba, z którą dorośli czasem się zmagają. To nie jest twoja wina i nie jest twoim zadaniem tego naprawić.
Takie słowa dają dziecku trzy bardzo ważne rzeczy: potwierdzenie rzeczywistości, zdjęcie z niego odpowiedzialności oraz poczucie, że może ufać swoim emocjom.

Największą raną wielu dzieci z rodzin alkoholowych nie zawsze jest sam alkohol. Często jest nią zaprzeczanie rzeczywistości i samotność w przeżywaniu tego, co widzą i czują.
W takiej sytuacji dziecko zostaje z bardzo trudnym pytaniem:
Czy ja widzę prawdę, czy coś ze mną jest nie tak?

Dla wielu kobiet Dzień Kobiet nie jest dniem radości.Nie dlatego, że nie doceniają gestu. Nie dlatego, że są niewdzięczn...
08/03/2026

Dla wielu kobiet Dzień Kobiet nie jest dniem radości.
Nie dlatego, że nie doceniają gestu. Nie dlatego, że są niewdzięczne.
Dlatego, że jeden bukiet kwiatów nie potrafi przykryć całego doświadczenia życia obok uzależnienia.

W relacjach z osobą uzależnioną bardzo często pojawia się pewien psychologiczny paradoks. Z jednej strony przychodzą momenty czułości, przeprosin, obietnic poprawy, drobnych gestów, które mają symbolicznie naprawić to, co wydarzyło się wcześniej. Z drugiej strony w pamięci i w ciele pozostaje zapisany wysiłek codzienności: napięcie, nieprzewidywalność, rozczarowania, samotność przeżywana obok drugiego człowieka.

W takich chwilach w wielu kobietach pojawia się dysonans emocjonalny.
Myśl mówi: powinnam się cieszyć, przyniósł kwiaty, pamiętał.
Serce odpowiada: jest we mnie smutek, dystans, zmęczenie, żal.

Relacje z osobą uzależnioną często wprowadzają w tzw. cykl napięcia i ulgi. Po trudnym okresie pojawia się moment poprawy, który daje nadzieję i chwilowe ukojenie. Taki gest jak kwiaty czy prezent potrafi wtedy uruchomić oczekiwanie, że wszystko wróci do normy. Problem polega na tym, że jeden symboliczny gest nie zmienia struktury relacji ani mechanizmu uzależnienia.
Z tego powodu wiele kobiet doświadcza w tym dniu nie radości, ale wewnętrznego pęknięcia.
Między tym, co „powinny” czuć według społecznego scenariusza, a tym, co naprawdę przeżywają.

I może warto powiedzieć to głośno: takie emocje są zrozumiałe.
Wdzięczność za kwiaty może istnieć równocześnie z bólem i zmęczeniem relacją. Jedno nie unieważnia drugiego.
Dzień Kobiet nie dla wszystkich kobiet jest świętem lekkim i oczywistym.
Dla części z nich jest raczej momentem konfrontacji z prawdą o relacji, w której żyją.

Współuzależnienie a trudność w odczuwaniu złościZłość jest jedną z najbardziej naturalnych emocji ochronnych. Pojawia si...
05/03/2026

Współuzależnienie a trudność w odczuwaniu złości
Złość jest jedną z najbardziej naturalnych emocji ochronnych. Pojawia się wtedy, gdy ktoś przekracza nasze granice, gdy jesteśmy przeciążeni, niesprawiedliwie traktowani albo gdy nasze potrzeby pozostają niezauważone. W zdrowych warunkach pomaga zatrzymać sytuację, powiedzieć „to za dużo”, przywrócić równowagę w relacji.

W doświadczeniu współuzależnienia złość bardzo często traci jednak swoją oczywistą funkcję. Zamiast być sygnałem ochronnym zaczyna być postrzegana jako coś niebezpiecznego, zagrażającego relacji, czymś, co może wywołać konflikt, eskalację emocji albo odrzucenie.
Jeżeli w dzieciństwie wyrażanie złości prowadziło do kary, wyśmiania, zawstydzenia albo wybuchów ze strony dorosłych, psychika uczy się, że bezpieczniej jest ją zatrzymać w sobie. Zamiast gniewu pojawia się próba zrozumienia drugiej osoby, usprawiedliwianie jej zachowań, tłumaczenie sytuacji stresem, zmęczeniem lub trudną historią.

Problem polega na tym, że złość nie znika tylko dlatego, że nie została nazwana. Ona zmienia formę.
Często zaczyna być odczuwana jako chroniczne zmęczenie, przygaszenie, smutek, poczucie bezsilności albo winy. Osoba współuzależniona może mieć wrażenie, że „coś jest nie tak”, że ciągle jest jej ciężko, że relacja ją wyczerpuje, ale trudno jej dotrzeć do źródła tego stanu.
Pod powierzchnią bardzo często znajduje się niewyrażona złość, emocja, która przez lata nie miała prawa pojawić się wprost.

Dlatego tak wiele osób współuzależnionych szybciej poczuje winę niż gniew. Zamiast pomyśleć „to mnie rani”, pojawia się refleksja „może przesadzam”, „może powinnam/em być bardziej wyrozumiała/y”, „może to moja wina”.
Odzyskiwanie kontaktu ze złością nie oznacza stawania się agresywnym. Oznacza przywrócenie tej emocji do jej pierwotnej roli, sygnału, który mówi, że coś wymaga zatrzymania, nazwania lub zmiany.

Bez dostępu do złości człowiek bardzo długo wytrzymuje rzeczy, które go niszczą. Z dostępem do niej zaczyna rozpoznawać moment, w którym może powiedzieć: to już przekracza moje granice.

Współuzależnienie a strach przed konfliktemW wielu relacjach współuzależnionych konflikt nie jest po prostu różnicą zdań...
27/02/2026

Współuzależnienie a strach przed konfliktem
W wielu relacjach współuzależnionych konflikt nie jest po prostu różnicą zdań. Jest zagrożeniem. Czymś, co może uruchomić lawinę emocji, wycofanie, karę milczeniem, wybuch albo rozpad więzi. Dlatego unikanie konfrontacji wydaje się rozsądną strategią przetrwania.
Jeśli w przeszłości konflikt oznaczał chaos, eskalację albo utratę bezpieczeństwa, organizm zapamiętuje jedno: lepiej nie prowokować. Lepiej dostosować się, złagodzić ton, przemilczeć, odłożyć rozmowę na później. Spokój w relacji zaczyna zależeć od tego, czy uda się nie dotknąć trudnych tematów.

Na krótką metę napięcie rzeczywiście spada. Nie ma wybuchu, nie ma dramatu. Problem polega na tym, że emocje nie znikają, lecz zostają w ciele i w relacji. Niewyrażona złość zamienia się w dystans, sarkazm, wycofanie, zmęczenie. Niewypowiedziane potrzeby przekształcają się w poczucie bycia niewidzialnym.

Unikanie konfliktu paradoksalnie zwiększa napięcie, ponieważ relacja przestaje być przestrzenią autentycznego spotkania. Staje się polem ostrożnego poruszania się wokół tematów, których „nie wolno” ruszać. Współuzależnienie wzmacnia ten mechanizm, bo odpowiedzialność za utrzymanie spokoju spada na jedną stronę.
Strach przed konfliktem często nie dotyczy samej rozmowy, lecz lęku przed utratą więzi. Jeśli w dzieciństwie bliskość była warunkowa i zależna od dostosowania, konfrontacja może być nieświadomie kojarzona z odrzuceniem.

Dojrzały konflikt nie jest zagrożeniem dla relacji, lecz jej regulatorem. Pozwala wyznaczać granice, korygować kierunek, rozpoznawać różnice. Bez niego napięcie narasta pod powierzchnią, aż w końcu znajduje ujście w formie, która jest znacznie bardziej bolesna.

Relacja, w której nie ma miejsca na bezpieczną konfrontację, wymaga ciągłej ostrożności. A ciągła ostrożność nie jest bliskością, lecz napięciem rozciągniętym w czasie.

Ochrona osoby uzależnionej od alkoholu, milczenie, które kosztuje.W wielu rodzinach z problemem alkoholowym najważniejsz...
25/02/2026

Ochrona osoby uzależnionej od alkoholu, milczenie, które kosztuje.
W wielu rodzinach z problemem alkoholowym najważniejszą zasadą nie jest trzeźwość. Najważniejszą zasadą jest pozór.

Butelki są wyrzucane, zanim dzieci je zobaczą. Okna otwierane szeroko, by wywietrzyć zapach. Wytłumaczenia przygotowane wcześniej: „tata jest zmęczony”, „mama chora”, „nie mógł przyjść”. Prezenty kupione w czyimś imieniu, aby podtrzymać obraz obecnego rodzica.

Na powierzchni to wygląda jak troska. Jak próba ochrony dzieci przed wstydem, bólem, chaosem. W głębszej warstwie jest to mechanizm podtrzymywania systemu, w którym prawda jest zbyt groźna, by ją nazwać.

Dziecko w takim domu żyje w podwójnej rzeczywistości. Widzi to, co realne – napięcie, zapach alkoholu, nieobecność emocjonalną. Jednocześnie słyszy, że „nic się nie dzieje”. Powstaje pęknięcie między doświadczeniem a narracją dorosłych.

W tym pęknięciu rodzi się dezorientacja. A później coś jeszcze trudniejszego, brak zaufania do własnych odczuć. Jeśli to, co czuję i widzę, jest zaprzeczane, to może ja się mylę. Może przesadzam. Może problemem nie jest sytuacja, lecz moja reakcja.

Ochrona "alkoholika" bardzo często oznacza przeniesienie ciężaru na innych członków rodziny. Partner zaczyna zarządzać wizerunkiem. Dziecko uczy się nie pytać. Wszyscy uczą się milczeć.
To milczenie ma swoją cenę. Nie tylko w dzieciństwie, ale i w dorosłości, kiedy trudno rozpoznać, co jest prawdą w relacji, a co kolejną wersją uspokajającej opowieści.

Najbardziej destrukcyjne w takim systemie nie jest samo uzależnienie. Najbardziej niszczące bywa zaprzeczanie temu, co oczywiste, oraz wymaganie, by inni uczestniczyli w tej iluzji.

Adres

Stargard Szczecinski
73-110

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Emilia Przybylska Blisko Siebie - Terapia umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Emilia Przybylska Blisko Siebie - Terapia:

Udostępnij