25/03/2026
Wieczorem usłyszałam od klientki zdanie, które zostało ze mną na długo.
„Nie przeżyłabym dnia, gdybym wieczorem nie wypiła jednego koniaczka. Jednego kieliszka wina.”
W jej głosie nie było buntu, prowokacji ani dumy. Była raczej szczerość, która czasem pojawia się dopiero wtedy, kiedy ktoś przestaje udawać przed samym sobą.
To zdanie nie jest w istocie o alkoholu.
Dotyka czegoś znacznie głębszego.
Psychika człowieka zawsze szuka ulgi. Jeżeli w ciągu dnia nosimy w sobie napięcie, złość, smutek, samotność albo niewypowiedziany ból, organizm wieczorem próbuje znaleźć sposób, żeby to wszystko na chwilę wyciszyć. Alkohol działa szybko i skutecznie, spowalnia układ nerwowy, rozluźnia ciało, przytępia emocje.
Dlatego tak wiele osób mówi podobne zdania:
- Potrzebuję lampki wina.
- Jedno piwo na koniec dnia.
-Tylko żeby się wyciszyć.
Mechanizm jest prosty. To nie jest poszukiwanie przyjemności.
To jest próba regulacji napięcia.
Psychologia nazywa to samoleczeniem emocjonalnym. Człowiek znajduje substancję, czynność albo rytuał, który na chwilę odcina od nadmiaru przeżyć. Jedni robią to alkoholem. Inni jedzeniem. Inni pracą, zakupami, scrollowaniem telefonu albo kolejnym serialem w nocy.
W gruncie rzeczy wszystkie te strategie mają jeden cel: choć na chwilę przestać czuć to, co jest w środku.
Kiedy jednak słyszę takie zdania w gabinecie, zawsze pojawia się we mnie jeszcze jedna refleksja. Znacznie trudniejsza.
Jeżeli funkcjonowanie w życiu zaczyna polegać na tym, że musimy się codziennie znieczulać, żeby wytrzymać własne emocje…
to jakie to właściwie jest życie?
Nie mówię tego z pozycji moralizowania. Nie chodzi o ocenę. W wielu historiach, które ludzie przynoszą do gabinetu, taki kieliszek jest po prostu jedyną dostępną na dany moment formą ulgi.
Ale to zdanie mówi coś ważnego o stanie człowieka.
Mówi o zmęczeniu.
O napięciu, które nie ma gdzie odpłynąć.
O bólu, który przez lata nie miał przestrzeni, żeby zostać naprawdę zobaczony.
Czasem dopiero w takich pozornie prostych zdaniach odsłania się prawda o naszym funkcjonowaniu. Nie o słabości, lecz o tym, jak bardzo próbujemy przetrwać własne życie.
I może najważniejsze pytanie wcale nie dotyczy koniaku ani wina.
I może najważniejsze pytanie wcale nie dotyczy koniaku ani wina.
Najważniejsze pytanie brzmi raczej:
co w człowieku tak bardzo potrzebuje wieczorem tej ulgi.