13/10/2025
Jestem maratończkiem – mogę to oficjalnie powiedzieć. Wywalczony czas poniżej 4 godzin, taki był plan, jednak nie obyło się bez trudności. Stanąłem na mecie silny, jednak organizm walczył ze stresem, adrenalina dawała o sobie znać na każdym kroku. Dość mocna kolka której nigdy wcześniej na treningach nie przerabiałem. „Ściana” biegacza która odcina chęć na cokolwiek pojawiła się za wcześnie… Ale - dałem radę.
Warto wspomnieć że kilka dni temu Strefa Fit obchodziła swoje 10 – lecie. Czy to co osiągnąłem to prezent? Bardziej nazwałbym to „imprezą firmową”.
Czy stać się maratończykiem jest łatwo?
W moim przypadku kosztowało mnie to spaleniem 20 kg tłuszczu i ponad 100 000 kcal.
W nogach przebytych w biegu około 1500 km.
Przyszło mi to z łatwością? Nie… w lutym tego roku przebiegałem ledwo 3 km.
Dodatkowo byłem największym hejterem biegania. Uważałem że to sport który z przyjemnością nie ma nic wspólnego.
To co ja robię na maratonie w Poznaniu? Walczę z rywalem który irytował mnie od bardzo dawna. Przez niego sunąłem delikatnie na fizyczny i psychiczny schyłek. Był tak nieznośny że postanowiłem mu pokazać gdzie jego miejsce… Pokazałem?
Tak… Wygrałem i wygrywam z nim codziennie. Zwyciężyłem z własnym Ja. Ze słabościami i strefą komfortu.
„Fakt, że jesteś dziś tutaj to dowód, że wszystko co próbowało Cię złamać - przegrało”
Czy „pokochałem” bieganie… Z pełną stanowczością – tak.
Jest to dla mnie swoista medytacja. Lekarstwo które pozwoliło mi złapać równowagę której tak w tym świecie zaczyna nam brakować.
Myślę że to najpiękniejszy prezent jaki mogłem sobie sprawić na te Fitowe urodzinki.
Wielki powrót mnie, który gdzieś zataczał się gdzieś w gęstej mgle.
Na koniec jak to bywa w takich przemówieniach podziękowania…
Dziękuję mojej żonie, za cierpliwość jaką ma do moich wielu pasji. Bieganie jest uciążliwe, o tym się bardzo dużo mówi, analizuje, nie da się po prostu nie wtłaczać tego w życie codzienne – choć sama nie biega, zawsze uważnie słucha, motywuje i nie komentuje za często wiecznie wiszące pranie (uwierzcie, tego jest masa). Na zawodach w Poznaniu była jak najlepszy psycholog, kibic i motywator – zresztą jak we wszystkie biegowe dni.
Kolejne podziękowanie dla Piotr Grywalski . Obok którego stanąłem na starcie i mecie maratonu. Człowiek który zaszczepił we mnie ducha biegowego. Pomagał odnaleźć się w tym odpowiednio.
„Bo bieganie to nie zgadywanie, to proces w którym ktoś pomoże Ci poukładać każdy krok”
I tak, to prawda. Piotrek pomógł mi zrozumieć tak wiele, dobrał trening, modyfikował go po stokroć, analizował każdy kilometr, wszystkie minuty biegu.
Dzięki niemu mogę dziś to powiedzieć – zrobiłem to. Dziękuję!
Dziękuję również osobom które kibicowały mi od samego początku jak i okazały się ogromnym wsparciem podczas zawodów. Nawet nie wiecie jakiego kopa dawaliście!
No i ostatnie podziękowanie sponsorom – a nie.. zagalopowałem się.
Pamiętajcie. Wszystko jest w naszych głowach!
I najpiękniejsze walki i zwycięstwa są te które wygrywamy z samym sobą. Najważniejsze to, codziennie stawać się ciut lepszym niż wczoraj. Trzymam za Was wszystkich kciuki! Walczymy dalej!