28/01/2026
„Co tam grubasku…?". To nie żart. To moment, w którym w głowie dziecka rodzi się wstyd.”
Rodzic mówi do dziecka: „No co tam grubasku”. „Pulchniutki, hahaha”. „Taki z ciebie misio”. I bywa przekonany, że to jest motywujące. Że dziecko „się ogarnie”, że „to dla jego dobra”, że „przecież ja je kocham”. Tylko że dziecko nie zawsze słyszy miłości. Często odbiera to jako: „Jesteś problemem”. „Wstydzę się ciebie”. „Nie jesteś okej taki, jaki jesteś”.
I nawet jeśli dziecko się uśmiechnie, to niczego nie dowodzi. Wiele dzieci w takich sytuacjach uczy się jednej rzeczy: przetrwaj, nie pokazuj, że boli. A potem ten głos zostaje w głowie na lata. Już nie trzeba rodzica, żeby usłyszeć „grubasek”. Dziecko zaczyna mówić to samo do siebie. W szatni, na WF, w lustrze, przy jedzeniu.
Wstyd nie odchudza. Wstyd uczy ukrywania. Ukrywania jedzenia, emocji, siebie. Uczy też złości albo wycofania. Czasem „żart” rodzica jest początkiem tego, że dziecko przestaje wychodzić, przestaje próbować, przestaje wierzyć, że ma wpływ.
Jeśli jesteś rodzicem i zdarza ci się tak mówić, zatrzymaj się. Zamiast „grubasku” powiedz: „Widzę, że coś się dzieje. Jak mogę ci pomóc”. To naprawdę robi różnicę.
A jeśli słyszysz to w swoim domu i nie wiesz, co z tym zrobić, warto pogadać ze specjalistą. Nie po to, żeby kogokolwiek obwiniać, ale po to, żeby przerwać mechanizm, który robi dziecku krzywdę.
Grafika: Canva, AZ