14/05/2026
Jestem fizjoterapeutką od 40 lat.
20 lat pracowałam w szpitalu, a od kolejnych 20 prowadzę prywatną praktykę.
Przez moje ręce przeszły setki kobiet z bólem kręgosłupa, przewlekłym napięciem, sztywnością ciała i zmęczeniem życiem. Wiele z nich trafiało do mnie, próbując uniknąć operacji.
Od początku wiedziałam, że samo leczenie bólu nie wystarczy.
Bo ciało bardzo często nie boli bez powodu.
W rozmowach z pacjentkami słyszałam te same historie:
tłumione emocje, życie w napięciu, silne przeżycia, samotność, rezygnacja z siebie, wycofanie z życia i zamknięcie się w swoim bólu.
Dlatego w swojej pracy szukam nie tylko miejsca bólu, ale jego przyczyny.
Pracuję z ciałem, ale przede wszystkim z człowiekiem.
Z tym, co zostało przemilczane, zatrzymane i niewypłakane.
Wierzę, że ból fizyczny często jest bólem duszy i psychiki.
Najpiękniejsze są dla mnie wiadomości od kobiet, które po terapii piszą:
„Odzyskałam siebie.”
„Zaczęłam znowu żyć.”
„Urodziłam się na nowo.”
Od 15 lat jestem również instruktorką Pilatesu.
I właśnie ruch stał się dla wielu moich pacjentek drogą do odzyskania siły, lekkości i kontaktu ze sobą.
Potrzeba jeszcze głębszego ukojenia zaprowadziła mnie do dźwiękoterapii.
Pierwszą misę tybetańską kupiłam podczas podróży do Tybetu.
Dziś zapraszam kobiety na koncerty mis tybetańskich i gongu — przestrzenie głębokiego wyciszenia, oddechu i powrotu do siebie.
Bo czasem ciało nie potrzebuje już walki.
Tylko zatrzymania, zaopiekowania i usłyszenia siebie na nowo.