30/03/2026
Nie jestem fanką cierpienia. Tak tylko mówię, żebyśmy mieli jasność na starcie i nie musieli udawać, że ból to jakiś lifestyle, który można polubić jak kawę bez cukru.
A jednak – na przedwielkanocnym spotkaniu warsztatowym Simontona padło zdanie, które nie daje spokoju: że choroba czasem coś wnosi.
No i teraz co z tym zrobić, kiedy całe życie uczono nas raczej, że choroba to wróg publiczny numer jeden, intruz bez zaproszenia, typ, który wbija na imprezę i zjada chipsy bez pytania?
A tu nagle ktoś mówi: „sprawdź, czy oprócz bałaganu nie zostawił też jakiejś wiadomości”.
Nie brzmi to wygodnie. Nie brzmi też szczególnie instagramowo. Ale brzmi uczciwie.
Zwłaszcza kiedy w jednej sali mieszczą się jednocześnie bardzo różne historie.
Bo dziś rozmawiałyśmy też o „dobrym” i „złym” raku — czyli o tym, które choroby leczą się lepiej, a które stawiają trudniejsze warunki. Bez lukru. Bez udawania, że wszystko jest takie samo.
A chwilę później okazuje się, że w drodze na radioterapię można się… zaśmiewać z żartów. I tak właśnie zrobiły Asia z Tereską — trochę wbrew logice, a bardzo w zgodzie z życiem.
Była też Janinka, świeżo po bronchoskopii, z dobrymi wynikami. I powiedziała coś, co zatrzymuje:
„Co prawda jedno płuco mi obumiera, ale skupiam się na tym, że drugie jest zdrowe i mogę oddychać”.
I nagle wszystkie te mądre zdania z książek robią krok w tył, bo wchodzi ona — prosta, konkretna perspektywa, która nie udaje bohaterstwa, tylko wybiera życie tam, gdzie się da.
Bo może – i podkreślam: może – w tym całym chaosie jest moment zatrzymania, którego sami byśmy sobie nigdy nie zafundowali. Może to jedyna sytuacja, kiedy naprawdę słuchamy swojego ciała, zamiast traktować je jak Ubera, który ma nas dowieźć z punktu A do B, najlepiej bez narzekania.
Nie chodzi o to, żeby chorobę gloryfikować. Spokojnie, nie idźmy w tę stronę. Bardziej o to, żeby – skoro już przyszła i rozsiadła się na kanapie – spróbować zrozumieć, co właściwie chce powiedzieć, zanim ją wyprosimy.
Święta to w ogóle dobry moment na takie rozmowy. Z sobą, nie tylko przy stole.
Bo czasem największe rzeczy dzieją się nie wtedy, kiedy wszystko działa idealnie, tylko wtedy, kiedy coś się psuje i trzeba na chwilę przestać udawać, że mamy nad wszystkim kontrolę.
A to – umówmy się – i tak była zawsze dość wątpliwa teza.
Świdnickie Organizacje Pozarządowe
Katarzyna Hrynacz
Jadzia Wąsik
Psycholog, Psychoonkolog Daria Rusiecka
Joanna Gadzińska
Terapia Simontonowska