16/02/2026
Ostatnie dni zostawiły we mnie ogrom emocji. I- nie ukrywam- także złości.
W krótkim czasie usłyszałam kilka zdań, które w 2026 roku nie powinny już padać. A jednak padają. Głośno. Publicznie. Bez refleksji.
„Rozumiem, iż ktoś zdecydował, że dziecko mówić nie będzie.”- o chłopcu, który komunikuje się tabletem.
Logopeda nawołujący wprost w poście:
„Nie wprowadzajcie AAC, bo dzieci przestają mówić.”
Pod spodem komentarz rodzica:
„Dziękuję. Dzięki temu, że nie wprowadziła Pani AAC, moje dziecko wypowiada kilka słów.”
I klasyk:
„Na AAC jest jeszcze czas. Może zacznie mówić.”
Zatrzymajmy się na chwilę.
Nie istnieją badania, które pokazują, iż AAC opóźnia rozwój mowy.
Nie istnieją.
Istnieją natomiast dziesiątki badań pokazujących coś odwrotnego- iż dostęp do komunikacji wspomagającej sprzyja rozwojowi mowy, języka i kompetencji komunikacyjnych.
Ale zostawmy badania.
Podobno „badania nikogo nie przekonują”.
Weźmy logikę.
Piszemy codziennie: wiadomości, maile, komentarze, posty, SMS-y.
Czyli co robimy?
Komunikujemy się wspomagająco.
Bo pismo jest formą AAC!
Nie mówię ale porozumiewam się pozawerbalnie.
A jednak… nadal mówię.
Czy pisanie odebrało nam mowę?
Nie!
Czy korzystanie z komunikatorów sprawiło, iż przestaliśmy mówić?
Nie!
Czy używanie emoji zniszczyło kompetencje werbalne?
Też nie!
To idźmy dalej.
Jedziemy do kraju, którego języka nie znamy. Mamy sprawny aparat mowy.
Mamy kompetencje werbalne. I co robimy?
Milczymy.
Albo mówimy mniej.
Albo korzystamy z translatora, gestów, obrazów, aplikacji.
Czy translator odbiera nam mowę?
Nie!
On ją zastępuje tam, gdzie mowa chwilowo nie działa.
Dokładnie tym jest AAC.
Wsparciem.
Pomostem.
Dostępem do języka tam, gdzie mowa nie wystarcza lub nie jest dostępna.
Jeżeli ktoś ma mówić- będzie mówić!
AAC tego nie zatrzyma.
Bo mowa jest najszybszą formą komunikacji.
Najbardziej ekonomiczną biologicznie.
Najłatwiejszą w użyciu, gdy jest dostępna.
Żaden tablet, żadna tablica, żadna aplikacja nie jest w stanie konkurować z tempem mowy.
AAC nie jest „lepsze” od mowy.
Ale jest lepsze niż jej brak.
I tu jest sedno.
Dziecko bez AAC nie czeka na mowę.
Dziecko bez AAC jest w ciszy.
Czeka na możliwość powiedzenia: chcę, nie chcę, boli, jeszcze, koniec, mama.
Czeka na język.
Bo komunikacja to nie nagroda za rozwój.
To warunek rozwoju.
Najbardziej porusza mnie jedno.
Dzieci, które dostają AAC, często zaczynają mówić.
I mówią nie dlatego, iż zabrano im AAC.
Mówią dlatego, że w końcu dostały język.
Język buduje mózg.
Język buduje relacje.
Język buduje mowę.
Dlatego dziwi mnie, że w XXI wieku- przy nieograniczonym dostępie do wiedzy- nadal powtarzamy mity z epoki, w której wierzono, iż dzieci „wyrosną”.
Nie.
Dzieci nie wyrastają z braku komunikacji.
One w nim zostają.
AAC nie odbiera mowy.
AAC odbiera ciszę.
I może najwyższy czas przestać straszyć rodziców językiem-
a zacząć im go dawać.