27/05/2022
3 różne obszary w mózgu rządzące naszym związkiem. Hmm, to wiele wyjaśnia. Gdyby był jeszcze taki jeden nadrzędny obszar o nazwie szczęście, taki konsyliacyjny ludzik.
Dorota Krzemionka: Z czym dziś przychodzą pary, z jakimi problemami?
Rafał Bornus: - Często wspólnym mianownikiem jest frustracja. On czy ona mówi: nie czuję się ważna dla partnera. Tylko dzieci są ważne albo tylko praca. Życie intymne zanika, nawet już się o to nie kłócimy. To oznacza brak zaangażowania. Zgłaszają deficyt żywej, mocnej relacji i jednocześnie bezradność. Nie rozumieją, dlaczego tak się stało. Brak im też umiejętności jak z tego wyjść.
Zofia Milska-Wrzosińska: - Antropolog Helen Fisher mówi, że są trzy zupełnie oddzielne ośrodki w mózgu, które odpowiadają za bliskość w parze. Jeden kieruje pożądaniem seksualnym, drugi miłością romantyczną. Pożądanie nie ma preferencji co do osoby; to ewolucyjny, prokreacyjny impuls, by spłodzić dziecko. Miłość romantyczna zaś oznacza, że tylko jedna osoba wzbudza w nas ten stan o którym wspominałam, bliski psychozie. Trzeci ośrodek zarządza przywiązaniem do drugiej osoby. Ponieważ są to trzy odrębne ośrodki, stany przez nie wzbudzane nie wykluczają się. Czy można jednocześnie kochać kilka osób? Tak, twierdzi Fisher, przy założeniu, że są to różne relacje. Z kimś chcemy mieć dziecko i dbamy o nie, nawet, jeśli rozstaniemy się z jego ojcem czy matką, bo zakochamy się w kimś innym. Kolizja może się pojawić między zakochaniem i przywiązaniem. Czujemy się bardzo przywiązani do małżonka, i nawet po wielu latach na jego widok uruchamia się nam pewien obszar w mózgu... ale już inny niż gdyśmy się poznali. Może się jednak zdarzyć, że pojawi się ktoś inny, kto znów uruchomi ten pierwszy. Z perspektywy mózgu nie jest to kolizją, z perspektywy społecznej i emocjonalnej tak, i to dużą. Ale z tym przywiązaniem też bywa różnie, bo partnerzy mogą mieć różne wzorce przywiązania. Na początku wydaje się, że to się dopełnia. Ale po latach, gdy otwierają się głębsze potrzeby, wywodzące się z wczesnych, czasem trudnych relacji, okazuje się, że to zaczęło działać na zasadzie przewrotnego błędnego koła. Jedno z małżonków emocjonalnie atakuje, bo chce bliskości, a drugie się wycofuje. Wtedy to pierwsze tym bardziej atakuje, a drugie tym bardziej się wycofuje, czyli mamy komplementarność, tyle, że dość piekielną. Obie strony źle się w tym czują. Dziewięć na dziesięć par zgłasza się na terapią, bo uwikłali się w taką relację.
DK: I ciągle się kłócą…
Zofia Milska-Wrzosińska: - Albo czują obojętność, chłód. Ona mówi: nie mam poczucia, bym męża w ogóle interesowała. A on się żali: Moja żona ma do mnie tylko pretensje. Gdy jedno mówi: słuchaj, porozmawiajmy, to drugie wcale nie jest zaciekawione, co partner ma do powiedzenia, bo wie z doświadczenia, że rozmowa będzie okropnie nieprzyjemna i źle się skończy.
Rafał Bornus: Ujawniają się głębsze oczekiwania i lęki typu: obawiam się, że w naszej bliskości może być coś trudnego , mogę się poczuć skrzywdzona, niesprawiedliwie potraktowany, niezauważony. Oboje zgłaszają je w sposób często trudny do przyjęcia dla partnera, bo on też ma swoje lęki. I nie potrafią się dogadać. Czują, że skoro spotykają ich pretensje, muszą się bronić. Nie widzą, że pod tymi pretensjami kryją się ważne potrzeby, choć komunikowane niezgrabnie.
fragment z książki "Psychoterapia dziś"
fot Shaira Dela Peña