26/11/2025
Ludzie mówią:
„Znajdź czas dla siebie.”
„Wrzuć na luz.”
„Nie musisz być zawsze silna.”
Brzmi sensownie. Tylko że moje ciało miało zupełnie inny scenariusz.
Kiedy przez lata jedziesz na adrenalinie – opieka, choroba, dom, emocje całej rodziny na Twoich barkach – organizm uczy się jednego: nie odpuszczaj, bo wtedy się zawalisz.
I potem masz wolną godzinę.
Niby szansa na odpoczynek.
A co się dzieje?
Nic.
To znaczy: nie odpoczywasz.
Zamiast tego:
– bezmyślnie przewijasz telefon
– szukasz, co jeszcze „powinno” być zrobione
– dostajesz impuls z tyłu głowy: ruch, ruch, ruch
– albo czujesz pustkę tak dużą, że musisz ją natychmiast czymś zapełnić
To nie jest charakter.
To jest układ nerwowy, który nie ufa spokoju.
Bo spokój kojarzy mu się z zagrożeniem.
Z miejscem, w którym mogą wreszcie dobić Cię łzy, złość, żal i zmęczenie bez dna.
Więc ciało mówi: nie zatrzymuj się.
I tu większość internetowych porad można wyrzucić do kosza.
Bo odpoczynek nie zaczyna się od kąpieli, świeczek, journalingu ani jogi.
Odpoczynek zaczyna się od jednego pytania:
Czy ja jestem teraz bezpieczna?
Nie: „czy powinnam”.
Nie: „czy zasługuję”.
Nie: „czy wszystko ogarnięte”.
Tylko:
Czy ciało czuje, że może odpuścić?
Jeśli nie, to żadna technika nie zadziała. Ani dziś, ani jutro, ani na Bali.
Trzeba wrócić do podstaw.
Nie spektakularnych.
Nie instagramowych.
Prawdziwych.
Reset układu nerwowego:
– ciepło, zwykłe i skuteczne
– rytm, krok za krokiem, bez celu
– długi wydech, bo tu ciało naprawdę puszcza
– obecność drugiej osoby, bez tłumaczenia i bez gadania
To jest robota u podstaw.
Nie błyszcząca.
Nie „wellness”.
Za to jedyna, która działa.
Jeśli to z Tobą rezonuje, zostaw reakcję, komentarz albo udostępnij ten tekst komuś, kto też ciągle „nie umie odpoczywać”. Może właśnie tego potrzebuje. A jeśli komuś to się wydaje mało spektakularne, to znaczy tylko tyle, że nigdy nie był naprawdę zmęczony.