31/03/2026
Lepiej być przyczyną życzliwości niż skutkiem cudzej obojętności.
Nagrywałam ostatnio podcast w Warszawie. Ponieważ dotarłam w okolice studia przed czasem, postanowiłam wpaść do znanej mi włoskiej knajpki na pappardelle z sosem truflowym. Ponieważ byłam jedynym gościem w lokalu, kelner zaproponował, żebym wybrała sobie miejsce. Zajęłam więc to najlepsze dostępne, na szerokich kanapach, przy wielkim oknie. Zamówiłam mój ukochany makaron i bezalkoholowy Aperol Spritz (tak, na serio bezalkoholowy jest tak samo dobry jak alkoholowy, spróbujcie!).
Nagle do restauracji weszła para i usłyszałam, że dyskutują z kelnerem, gdzie by tu usiąść. Zwróciłam uwagę, że kątem oka tęsknie patrzą na miejsce, które właśnie zajęłam. Nie wiem, co we mnie wstąpiło, ale wypaliłam: „Chcecie państwo usiąść na moim miejscu? Ja wpadłam tylko na szybki lunch”. Mina tych dwojga bezcenna. Przez chwilę nie byli w stanie nic powiedzieć, aż w końcu mężczyzna odezwał się: „Ale na serio może się pani przesiąść?”. „Jasne, że mogę, mam tylko 20 minut, żeby szybko coś zjeść, więc nie zależy mi na miejscu, zjem gdziekolwiek”, powiedziałam, zabierając swoje rzeczy z kanapy i przeniosłam się do stolika obok.
Po 15 minutach wcinałam już mój ukochany makaron i popijałam Aperola. Gdy skończyłam, poprosiłam o rachunek. „Pani rachunek jest niższy, ponieważ ci państwo przy oknie poprosili o możliwość zapłacenia za pani Aperola”, powiedział kelner. No dobra, teraz ja byłam w szoku i nie wiedziałam, co powiedzieć. Ubierając się, zwróciłam się więc do pary przy oknie: „Bardzo dziękuję”, na co oni odparli: „Nie, to my bardzo dziękujemy za pani życzliwość”. Wyszłam z lokalu z poczuciem, że ten świat nie jest tak okropny, jak się nam próbuje wmówić, i drobne akty życzliwości to coś, co na serio może zmienić – nie wiem czy nasze życie, ale na pewno jego postrzeganie.
Gdy prowadzę szkolenia z doceniania i pytam uczestników, dlaczego bycie życzliwym dla innych jest takie trudne, to zdarza mi się słyszeć: „mnie też nikt nie docenia”. I jeśli słyszę to od specjalisty, to okej. Gorzej jeśli słyszę to od lidera albo osoby, która aspiruje do bycia liderem. Dla mnie lider to ten, który inicjuje, przewodzi, daje przykład. Jeśli jesteś w środowisku, w którym nikt nikogo nie docenia, to nie ma innej metody na pokazanie, kto tu jest liderem, jak bycie zmianą, której chce się w tym środowisku doświadczyć. Ktoś musi zacząć, ktoś musi być pierwszy i super, żeby to był lider.
Czy liczyłam na cokolwiek ze strony pary, której proaktywnie zwolniłam miejsce w restauracji? Absolutnie nie. Widziałam, że im zależało na tym miejscu, a jednocześnie mnie zupełnie na nim nie zależało. Mogłam być obojętna i mieć gdzieś ich potrzeby. To obcy mi ludzie, ich radość nic nie wniesie do mojego życia. A może jednak wniesie? Może to poczucie sprawstwa i bycie przyczyną życzliwości, a nie biernym odbiorcą wszechobecnej obojętności, to jest ten trop, którego potrzebujemy? Można utyskiwać na to, jak ten świat się zrobił okropny, a można każdego dnia podjąć nawet jedną decyzję dotyczącą tego, by być uważnym na drugiego, życzliwym, współpracującym.
Wiem, że mnie się łatwo o tym mówi, bo w teście „Wielkiej Piątki” (najpopularniejszy test badający naszą osobowość) zawsze osiągałam wysokie wyniki na skali „ugodowość”. Nie jestem osobą konfliktową i jeśli mi na czymś nie zależy, to nie idę w zaparte „dla zasady”. Umiem i potrafię ustępować, lubię szukać kooperacji. Może dlatego bycie życzliwą wychodzi mi tak naturalnie, a ponieważ często jestem życzliwa dla innych, to ta życzliwość do mnie wraca, jednocześnie motywując mnie do tego, by być jeszcze bardziej otwartą na innych. To z kolei jest źródłem mojej dobrej energii i chęci do tego, żeby każdego dnia dawać od siebie światu jeszcze więcej.
W nadchodzącym tygodniu życzę nam wszystkim, abyśmy mieli w sobie gotowość i chęć, by być tak zwyczajnie, po ludzku, życzliwymi. Życzę, by ta życzliwość wracała do nas jak najczęściej, bo to jest ta dobra energia, której wszyscy i chcemy, i potrzebujemy.