Gabinet Psychoterapii Cecylia Hajduk

Gabinet Psychoterapii Cecylia Hajduk Witam na stronie Gabinetu Psychoterapii Psychoterapia, pomoc psychologiczna, edukacja psychologiczna, rozwój osobisty - gabinet mieści się w Tarnowie.

Pracuję z osobami dorosłymi, młodzieżą oraz prowadzę psychoterapię par (związków). Moją specjalnością są zaburzenia depresyjne i lękowe, posiadam specjalizację z psychoterapii osób chorych somatycznie. Zajmuję się też wspomaganiem i wspieraniem rozwoju osobistego. Rejestracja telefoniczna pod nr tel. 606 813 226.

06/04/2025

„Podczas terapii odkrywamy, że uleczenie może nastąpić tylko poprzez relację. To logiczne – rany, które zadano nam w relacji, tylko relacja może zagoić. Musi to być relacja, w której terapeuta nie tyle mówi do nas, co z nami rozmawia. Taka, dzięki której możemy odkryć kim naprawdę jesteśmy pod pancerzem słów, przekonań i złudzeń. Taka, która postawi w centrum nasze uczucia, a nie deklaracje. Nic nam nie pomoże, jeśli usłyszymy, że mamy przestać marudzić i wziąć się w garść. Potrzebujemy przestrzeni akceptacji, okoliczności, w których wreszcie będziemy mogli przyznać się do własnych uczuć. Terapeuta ma nam pomóc przyjrzeć się temu, na co dotąd baliśmy się choćby zerknąć. Ma nas wspierać, kiedy będziemy zmagać się z ciężarem, który dotąd był dla nas nie do udźwignięcia.
Terapia nie jest czasem na pogaduszki o wszystkim i o niczym. To czas, kiedy z pomocą terapeuty mamy zajrzeć a nasz wewnętrzny świat, pozwolić dostrzec w sobie skłonności i pragnienia, których się wyparliśmy. Terapeuta pomoże nam zdać sobie sprawę ze strategii, które bezwiednie stosujemy, żeby ukrywać się przed światem i przed samymi sobą. A potem zachęci nas, żebyśmy wyszli z ukrycia.”

Jon Frederickson, „Kłamstwa, którymi żyjemy”
fot Charles de Luvio

23/02/2025

Dziś Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją 🫂
Pamiętaj – nie jesteś sam/a. Depresja to choroba, a proszenie o pomoc to oznaka siły, nie słabości. Jeśli czujesz, że jest Ci trudno, porozmawiaj z kimś bliskim lub specjalistą. 💙

Nie wstydź się poprosić o pomoc ‼️

09/02/2025

Refleksje terapeuty – odsłona 29

Dostać drugą szansę. Chociaż jeden raz. Przynajmniej jeden raz.
Kto z nas tego nie zna.

Czasem oczy otwierają się zaraz po tym, kiedy jest już za późno. Bo ktoś odszedł bez pożegnania. Bo decyzja została zbyt pochopnie podjęta, w dodatku w ekstremalnych, silnych emocjach. Bo przyszła chwila nieuwagi, dekoncentracji, beztroski, zamyślenia. Bo duma i źle pojęty honor okazały się silniejsze niż zdrowy rozsądek. Bo sygnały ostrzegawcze muskały zbyt delikatnie, nie mając szans na przebicie się przez pancerz rutyny albo przekonania o własnej nieomylności.
W innym przypadku, dopiero z upływem czasu strata staje się bardziej zauważalna. Jest tym bardziej bolesna, im bardziej inni wokoło mają to, do czego my nie mamy już dostępu. Pojawiają się pretensje do samych siebie o to, że uprzedzenie nie pozwoliło na widzenie pełnego obrazu osoby, sytuacji i zdarzeń. Zaczyna się walka z uczuciem pustki, smutek i żal, poczucie winy albo wstydu, a także narastająca tęsknota, która potrafi rozrywać serce. Dlatego pojawia się to silne, wręcz zatwardziałe zaprzeczenie, mocowanie się z samym sobą w uznaniu rzeczywistości utraty w celu uniknięcia bolesnych przeżyć, albo tłumienie w sobie tego odczucia braku, by dało się dalej względnie normalnie żyć i funkcjonować.
Są jeszcze inne straty, takie których nie da się wyrazić, kiedy czegoś nie było od samego początku i pozostaje sobie tylko wyobrazić, jakby to życie mogło wyglądać inaczej, gdyby to coś było obecne. Czasem trudno to opłakać i przeżyć żałobę, bo brakuje skali porównawczej. Niemniej, to uczucie bycia pozbawionym czegoś, doświadczenie którego czasem nie da się w pełni wyrazić słowami, jest nie do pominięcia i niemożliwe do udawania, że ono nie istnieje. Przypomina o sobie w przypadkowych momentach, zawsze nie w porę. A ściska serce zwykle tak samo boleśnie.
A co ze stratami, które wynikają z naszych decyzji o rozstaniu i zakończeniu? Też mogą być powodem cierpienia, choć początkowo dominujące może być poczucie ulgi i wolności. Trudno się konfrontować z błędnym wyborem albo porażką i przegraną, szczególnie wtedy gdy mają one wpływ na nasze poczucie wartości. Czasem bywa tak, że strata w jednej sferze to zysk w innym wymiarze i niełatwo to pogodzić. Ile historii, tyle barw emocji.

Część skutków związanych z utratą boli mocno lecz krótko, inny ból wraca podstępnie, nachalnie, wdziera się do życia jak wilgoć i oblepia każdą myśl, doświadczenie i uczucie. Nie pozwala o sobie zapomnieć. Strata to nie tylko ból i cierpienie, to byłby niepełny obraz tego doświadczenia. Jeśli boli, to znaczy, że to czego już nie ma albo nigdy nie było miało wartość. Byliśmy majętni, bogaci w doświadczenie, choć czasem nie do końca zdawaliśmy sobie z tego sprawy. Aż do teraz. Albo mogliśmy doświadczyć dotknięcia obfitości, która nigdy nie została nam dana. A teraz jest ból, smutek, tęsknota, żal, depresyjny nastrój, być może złość i gniew. To wszystko jest naturalne i zrozumiałe, ale teraz mogą się pojawić jeszcze inne uczucia, które niosą nadzieję na złagodzenie dolegliwości cierpienia. Wdzięczność za to co było wydaje się względnie prosta, gdy cierpienie związane z utratą jednoznacznie symbolizuje wartość tego, co zostało utracone. Czasem, kiedy pierwszym wrażeniem po stracie jest uczucie ulgi, trzeba włożyć dużo wysiłku aby w ogóle próbować szacować i odnajdywać wartość tego, co minęło. To trudne zadanie, ale zyskiem jest zazwyczaj pełniejsze, zróżnicowane spojrzenie na swoje doświadczenie. Wszystko co trudne i nieudane może być lekcją, nauką, także o nas samych albo przede wszystkim o nas samych. A dzięki takim naukom możemy lepiej rozumieć siebie i bardziej zaciekawić się tym wszystkim, co wciąż mamy jeszcze do dyspozycji. Spojrzeć na własne życie, otaczających nas ludzi, swoje duże i małe sprawy w taki sposób, aby już teraz docenić stan posiadania i doświadczyć uczucia sytości. Nawet jeśli nie jest ono trwałe, kojące i doskonałe. W przeciwnym razie grozi nam stan permanentnego głodu i pustki, niekończącego się żalu, depresyjności, smutku i poczucia krzywdy.

Każdy z nas wybiera, choć często nie jest to wybór ani łatwy, ani oczywisty.

Warto odnajdywać wartość w tym co jest teraz, aby kiedyś i wtedy spokojniej i z mniejszym cierpieniem się z tym rozstać, pozostawiając w sobie minioną cząstkę tego, co najcenniejsze.

28/12/2024

Wydawałoby się, że rozczarowanie wynikać musi z wcześniejszego oczarowania, ale niektórzy z nas – podobnie jak Kłapouchy – są rozczarowani permanentnie. Żadnego oczarowania nie było (a może już dawno je zapomnieli), a rozczarowanie jest obecne już na wejściu. Tak odbierają świat osoby, które zostały wielokrotnie i boleśnie zawiedzione, bo ich dziecięca miłość i ufność nie były nikomu potrzebne. Co im to daje? Zapewnia poczucie bezpieczeństwa, bo skoro są rozczarowani, to nie ufają, a jeśli nie ufają, to nie mogą się angażować – w ten sposób stałe rozczarowanie pomaga uniknąć ryzyka jeszcze większego rozczarowania i bólu. Ceną za to jest życie w sceptycznym wystudzeniu.
A przecież to właśnie ci, których trudno definitywnie rozczarować, są siłą napędową i inspiracją naszego świata. Mają wysoki poziom społecznego zaufania, wierzą w siebie i innych, bo przez lata zgromadzili kapitał nadziei, ufności i waleczności. Jak pisał Samuel Beckett w nieprzetłumaczonej na polski sztuce Worstward Ho: „Ever tried. Ever failed. No matter. Try again. Fail again. Fail better”, co Antoni Libera tłumaczy: „Próbować. Pudłować. Trudno. Spróbować jeszcze raz. Spudłować jeszcze raz. Spudłować lepiej”.
Zofia Milska-Wrzosińska, O rozczarowaniu
fot Ernest Shepard

W tym szczególnym świątecznym czasie, życzę odkrywania na nowo oraz zachwytu małymi i dobrze już znanymi sprawami, tak a...
23/12/2024

W tym szczególnym świątecznym czasie, życzę odkrywania na nowo oraz zachwytu małymi i dobrze już znanymi sprawami, tak aby atmosfera miłości i cudu mogła trwać przez cały Nowy Rok.
Życzę otulenia marzeń i pragnień światłem Betlejemskiej Gwiazdy,, aby ich spełnienie przyniosło urodzaj obfitości.
Wesołych Świąt!
Cecylia Hajduk

22/12/2024

"Część osób, które doświadczyły traumy, wykazuje pewność siebie, ale brakuje im poczucia własnej wartości. W dzieciństwie moje własne reakcje ucieczkowe wysublimowały w zdobywanie umiejętności akademickich, za które świat mnie nagradzał. Jednak pożytek płynący z tych nagród nigdy nie przedostał się przez powłokę toksycznego wstydu na tyle, abym poczuł, że jestem coś wart jako człowiek. Mój wewnętrzny krytyk, podobnie jak moi rodzice, zawsze był w stanie znaleźć we mnie coś niewłaściwego, co stałoby w sprzeczności z informacjami zwrotnymi, które uzyskiwałem od otoczenia. Wynik 99% ze sprawdzianu nigdy nie stanowił powodu do dumy. Był to raczej przyczynek do solidnej porcji autokrytycyzmu związanego z brakującym 1%. Jak wiele osób z C-PTSD, z którymi mam do czynienia, wykształciłem w sobie syndrom impostora (oszusta). Zjawisko to było niezgodne z pozytywnymi reakcjami na mój temat, które otrzymywałem od świata. Wmawiałam sobie, że gdyby ludzie naprawdę mnie poznali, zrozumieliby, że jestem zupełnym nieudacznikiem. Z czasem zacząłem pokładać większą ufność swojej inteligencji, choć moja samoocena wciąż jeszcze szorowała po dnie."

Pete Walker, Złożone PTSD . Od przetrwania do pełni życia
fot Eugenia Maximova

08/12/2024

"Właśnie poszukiwanie psychicznej prawdy czyni nas ludźmi, a jeden z celów psychoterapii psychoanalitycznej sprowadza się do wspierania procesu odzyskiwania (poprzez rozumienie) utraconych wcześniej aspektów swojej osobowości.
Dochodzi do tego miedzy innymi poprzez dokonujące się w procesie terapii odegrania w relacji między terapeutą a pacjentem, co pozwala na nieświadome odtworzenie na sesji przeszłych lub teraźniejszych form odnoszenia się do zewnętrznych postaci, takich jak rodzice, partner bądź koledzy z pracy jak również do obiektów wewnętrznych. Freud uważał, że do przeszłości należy podchodzić, jak do wykopaliska archeologicznego – jeżeli będziesz przebijać się przez kolejne warstwy, z czasem dokonasz dokładnej rekonstrukcji pamięci oraz historii.
We współczesnym myśleniu psychoanalitycznym dominuje jednak przekonanie, że przeszłość nie stanowi wyłącznie zbioru faktów, ale jest raczej żywym konstruktem i może być doświadczana w relacji terapeutycznej."

Red. Rachael Davenhill Zmierzch życia Depresja i demencja wieku podeszłego w ujęciu psychoanalitycznym, Oficyna Ingenium, Warszawa 2021 (s. 92).

fot Jon Tyson

06/11/2024
18/10/2024

„Ludziom potrzebna jest umiejętność radzenia sobie z tym, że te same osoby czy sytuacje mogą wywoływać różne emocje – że można równocześnie kogoś kochać i bardzo się na niego złościć, że można przeżywać trudne emocje, a mimo to być szczęśliwym. Taka postawa jest związana ze zintegrowaniem w jedną całość pozytywnych i negatywnych aspektów rzeczywistości i jest ważnym elementem zdrowego rozwoju i dojrzałości. (…) Integracja obiektu, czyli tolerancja dla sprzeczności wiąże się z tym, że dzięki niej zamiast pragnąć idealnego życia, idealnych relacji itp. człowiek może dbać o to realne życie, które ma. Może widzieć rozwój i zmianę nie w tym, że nigdy nie przydarzają mu się trudne sytuacje, ale w tym, że coraz lepiej radzi sobie z tymi, które mu się przytrafiają.”

Agnieszka Stein „Dziecko z bliska idzie w świat”
fot Annie Spratt

06/10/2024

„Gdy nasze doświadczenia wewnętrzne uniemożliwiają nawiązanie więzi z dzieckiem, może ono wykształcić emocjonalne mechanizmy obronne. W takim wypadku nie ma mowy o relacji opartej na współdziałaniu, gdyż każda ze stron zamyka się w swoim wewnętrznym świecie i czuje się osamotniona. Gdy prawdziwe „ja” rodzica i dziecka chowają się za psychologicznymi mechanizmami obronnymi, żadne z nich nie ma poczucia więzi ani zrozumienia. Odczuwając takie osamotnienie, dziecko może okazywać lęk lub reakcje wycofania. Skupiając wówczas swą uwagę tylko na jego zachowaniu, uniemożliwiamy sobie ponowne nawiązanie kontaktu. Tak oto nasze problemy emocjonalne prowokują reakcje u dziecka, które jeszcze bardziej utrudniają nam zrozumienie jego uczuć i naszej własnej emocjonalności.”

Daniel J. Siegel, Mary Hartzell: Świadome rodzicielstwo, s.90
fot Alexander Gray

02/10/2024

Refleksje terapeuty – odsłona 28

Przez kilka lat wspólnej podróży terapeutycznej całkiem dobrze poznałam panią Y. Wiedziałam jak się czuła, gdy opowiadała o angażowaniu się pełnym sercem w pracę zawodową. Rozumiałam co przeżywała, gdy przedstawiała swoje codzienne życie jako zaaferowanej i poświęcającej się dla rodziny matki i żony. Bez trudu mogłam sobie wyobrazić, jaką była koleżanką i przyjaciółką, jaki klimat emocjonalny rozsiewała wokoło, jak czuli się z nią jej bliscy i ci trochę dalsi.
Mogłam to wszystko wiedzieć, bo identyczną postawę prezentowała wobec mnie.
Pani Y, nie będzie mnie za tydzień w dniu naszej sesji, co z tym robimy? Oczywiście przenosimy spotkanie na inny termin, na który pani Y. była gotowa przyjść choć dobrze pamiętałam, że zwykle wtedy miała inne zobowiązania. Jeśli zdarzyło mi się być w trochę gorszej formie i komentarze na temat przeżyć pani Y. formułowałam z wysiłkiem i niemocą, zdawała się reagować na nie z większym niż zazwyczaj zaciekawieniem, jakby chcąc uchronić mnie samą przed uczuciem dyskomfortu. Limit nieobecności na sesjach nigdy nie był problemem, ponieważ pani Y. tylko raz odwołała spotkanie gdy wypadło jej zebranie w szkole u dziecka, a i wtedy dość szeroko wyjaśniała powód swojej nieobecności. Zawsze na czas, w gotowości do eksplorowania swojego wewnętrznego świata, po prostu idealna pacjentka. Wiedziałam, że w razie trudności w codziennym życiu ona zawsze jakoś sobie poradzi, a w naszej relacji zrobi wszystko aby nie dopuścić do tego, żeby mi odmówić, wyrazić niezadowolenie albo choćby zniecierpliwienie.

Irvin D. Yalom jest autorem książki „Kat miłości” którą w początkach swojej drogi zawodowej pochłonęłam w dwa wieczory, potem jeszcze raz, a i później kilkukrotnie do niej wracałam. W czasie pracy z panią Y. ten tytuł wracał do mnie za każdym razem gdy musiałam wykonać swoje niewdzięczne zajęcie polegające na pokazaniu mojej pacjentce, że na nic się zdadzą jej starania i poświęcenie. Może odmawiać sobie prawa do odpoczynku, przyjemności i szacunku jeszcze przez długie lata, ale nie zmieni to jej życia w sposób, w jaki tego pragnęła. Cały misternie konstruowany plan, zapewne w dużej części nieświadomy ale jakże precyzyjny, miał ostatecznie się okazać fikcją. Tylko jak jej to powiedzieć, żeby nie przestraszyć, nie spłoszyć, nie odbierać wartości jej wysiłkowi a jednocześnie jasno przekazać, że założenie które uczyniła prowadzi donikąd. Jak być tym „katem miłości” z wyczuciem, nie raniąc pani Y. zbyt mocno a jednocześnie na tyle dotykając jej czułe emocjonalnie miejsce, żeby przestała płacić zbyt wygórowaną cenę za coś, co miało nigdy nie nastąpić. Konia z rzędem temu kto potrafi przekazać drugiemu trudną prawdę o jego życiu, urealnić upragniony i wytęskniony cud, ale bez jednoczesnego uśmiercania nadziei na lepszą przyszłość. Wiele razy zastanawiałam się jak to zrobić, by zostać przyjętą jako osoba której słowa ostatecznie przynoszą ulgę, równocześnie pomagając pani Y. radzić sobie z trudnymi przeżyciami. Jak to przekazać, że choćby pani Y. starała się jeszcze bardziej i jeszcze dłużej i jakimś sposobem stała się naprawdę perfekcyjną żoną, matką, pracownicą czy przyjaciółką, to nigdy nie będzie kochana przez ludzi tak, jak pragnie być kochane dziecko, któremu zabrakło wystarczającego macierzyńskiego zaangażowania. A stać się to nie może, ponieważ każdy z nas ma tylko jedno dzieciństwo i choć można próbować na różne sposoby kompensować sobie niedoskonałości i braki jakich się wtedy doświadczyło, to próba odnalezienia w innych osobach kogoś, kto zastąpi tego upragnionego i kochającego bezwarunkowo rodzica jest z góry skazana na porażkę. Myślę że pani Y. starała się odnaleźć taka osobę w swojej szefowej, ale szukała jej także we mnie, dlatego z poświęceniem i bez szemrania dostosowywała się do stawianych przed nią propozycji i oczekiwań, których część sama odgadywała, zanim ja zdążyłam o nich pomyśleć. W istocie, ileż smutku było w pani Y, smutku dziecka które miało poczucie że nie jest kochane, więc założyło sobie że jeśli stanie się idealne i solidnie zapracuje, w końcu doświadczy wytęsknionej bliskości i miłości. Jak silnej tęsknoty za tymi uczuciami musiała doświadczać, choć na zewnątrz pani Y. miała szczere poczucie, że ona ze swej natury „taka po prostu jest” – miła, uczynna, pomocna, życzliwa, wyrozumiała. Już samo założenie że można zapracować sobie na miłość poprzez wyrzeczenie, poświęcenie, zaangażowanie czy perfekcjonizm jest zaprzeczeniem istoty miłości jako takiej, ponieważ człowiek jest nią obdarowywany po prostu dlatego, że jest. I tyle wystarczy. Dlatego właśnie pani Y. potrzebowała czasu na nawiązanie kontaktu z tą swoją dziecięcą częścią, aby ją w sobie rozpoznać, zrozumieć i ukoić, zamiast nadal wchodzić w powtarzalny schemat stawiania siebie na drugim miejscu, licząc że jeśli odpowiednio się postara, jej pragnienia w końcu się spełnią.

To była długa podróż, wymagająca stopniowego przygotowania pani Y. na opatrywanie starych ran, których istnienia nie była w pełni świadoma. Krok po kroku, raz z bólem i strachem a innym razem z odwagą albo złością, pani Y. godziła się z tym czego w jej życiu zabrakło i jednocześnie żegnała z tym, co miało nigdy się nie wydarzyć. Uczyła się radzenia sobie ze stratą w sposób dla siebie najlepszy, bo rozwojowy. Trudna to była droga, pełna napięć i poruszeń, smutku i żalu, by ostatecznie w zgodzie ze sobą pani Y. rozwinęła macierzyńską postawę wobec samej siebie, by odtąd mogła mieć poczucie, że jest wystarczająca.

26/01/2024

"Stopień intensywności cierpienia, jakie odczuwamy, jest równy dystansowi, jaki dzieli nas od rzeczywistości. Niestety, zamiast szukać uleczenia, zwracając się czym prędzej ku prawdzie, uciekamy od niej coraz dalej – w obżarstwo, pracę, alkohol, narkotyki albo seks. Mówimy, że jesteśmy od tych rzeczy uzależnieni. Mylimy się. To tylko symptomy, a prawdziwe uzależnienie jest jedno – od złudzenia, że jesteśmy gdzie indziej, gdziekolwiek indziej niż tu i teraz, w rzeczywistości naszego życia. Nie chcemy czuć tego, co czujemy. Nie chcemy teraźniejszości, tylko wymyśloną przeszłość albo przyszłość."

Jon Frederickson, Kłamstwa, którymi żyjemy
for Artem Saranin

Adres

Ulica Pańska 24/2
Tarnów Gmina
33-113

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 08:00 - 20:00
Środa 08:00 - 20:00
Czwartek 08:00 - 20:00

Telefon

+48606813226

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Gabinet Psychoterapii Cecylia Hajduk umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Gabinet Psychoterapii Cecylia Hajduk:

Udostępnij

Informacje

Psychoterapia, pomoc psychologiczna, edukacja psychologiczna, rozwój osobisty - gabinet mieści się w Tarnowie. Pracuję z osobami dorosłymi, młodzieżą oraz prowadzę psychoterapię par (związków). Moją specjalnością są zaburzenia depresyjne i lękowe, posiadam specjalizację z psychoterapii osób chorych somatycznie. Zajmuję się też wspomaganiem i wspieraniem rozwoju osobistego. Rejestracja telefoniczna pod nr tel. 606 813 226.

Administrator fanpage, którym jest GABINET PSYCHOTERAPII I PSYCHOEDUKACJI Cecylia Hajduk, ul. Czerwona 7, 33-101 Tarnów, NIP: 873-257-37-39, REGON 120820807 informuje, że serwis FB zbiera także pliki cookies. Wszelkie informacje dot. plików cookies i pozostałych technologii pamięci wykorzystywanych na stronach FB znajdują się w pod tym linkiem: https://www.facebook.com/policies/cookies/