Katarzyna Wiatr Centrum Psychologii i Psychoterapii

Katarzyna Wiatr Centrum Psychologii i Psychoterapii Psychoterapia psychodynamiczna,poradnictwo psychologiczne, interwencja kryzysowa, zdrowie psychiczne

25/11/2025

⚠️ Kiedy światło razi — o zazdrości, ego i wyborach społecznych

W idealnym świecie ludzie otaczaliby się tymi, którzy inspirują, rozwijają i pokazują nowe możliwości. W realnym — bywa odwrotnie. Gdy ktoś jest za ładny, za mądry, zbyt utalentowany, zbyt magnetyczny — w wielu środowiskach nie wzbudza podziwu, lecz dyskomfort. Zamiast chęci współpracy pojawia się zazdrość, porównywanie, urażone ego. Zaczyna działać mechanizm obronny: „skoro ona tak błyszczy, to musi być fałszywa albo zła”, „on pewnie coś ukrywa”, „nie da się być takim szczęśliwym naprawdę”.

To nie piękno, inteligencja czy sukces są problemem — lecz to, co uruchamiają w innych.
---

➡️ Ego nie lubi lustra

Ludziom trudno przyznać, że czyjś blask wywołuje ból. Łatwiej stworzyć narrację, która usprawiedliwia własny dyskomfort. Zamiast powiedzieć „chciałabym tak wyglądać” albo „pragnąłbym takiej odwagi”, mózg szuka oceny, która zdejmie napięcie: „ona jest pewnie zarozumiała”, „on ma wszystko dzięki znajomościom”, "on kocha tylko pieniądze".

To klasyczny mechanizm projekcji — nieświadome przeniesienie własnych kompleksów na drugą osobę. Tam, gdzie jest podziw, pojawia się krytyka. Tam, gdzie mogłaby narodzić się inspiracja — rodzi się dystans i oskarżanie oraz tworzenie sztucznej wyższości.
---
↩️ Wyimaginowane poczucie gorszości

Jeśli w swojej głowie ustawisz kogoś „wysoko”, automatycznie ustawiasz siebie „nisko”. Wtedy zaczyna działać prawo psychologicznej grawitacji: chcesz tę osobę sprowadzić do poziomu, przy którym poczujesz ulgę. Nie dlatego, że ona coś zrobiła — lecz dlatego, że jej istnienie przypomina Ci o tym, czego w sobie nie akceptujesz.

W takim stanie każdy jej żart, gest, spojrzenie, neutralna wypowiedź mogą zostać odebrane jako atak. Nie dlatego, że były agresywne — lecz dlatego, że Twoje ego już walczy. Człowiek nie broni się przed drugim człowiekiem, tylko przed własnym lękiem, brakiem, porównaniem. To autoagresja w przebraniu.

Tak rodzi się przewrotne przekonanie: „ona mnie ocenia”, „on mnie lekceważy”, choć w rzeczywistości to my oceniamy i lekceważymy siebie.
---

➡️ Bezpieczniej obok podobnych

Większość ludzi woli otaczać się tymi, którzy nie przypominają im o ich niespełnionych ambicjach. Dlatego łatwiej nawiązać relacje z osobami „podobnymi” — przeciętnymi, przewidywalnymi, niewybijającymi się. W takim towarzystwie ego odpoczywa. Nie trzeba się starać, konfrontować, rozwijać. Można trwać.

Nawet jeśli te relacje są płytkie, dwulicowe, pełne plotek i ukrytej rywalizacji — pozostają znajome i komfortowe. To swoista „strefa psychicznego bezpieczeństwa”. Paradoksalnie, woli się fałszywą akceptację od prawdziwego wyzwania.

---

➡️ Świecący ranią nie dlatego, że atakują — lecz że istnieją

Osoby, które błyszczą, nie muszą nikogo prowokować. Samo ich istnienie przypomina innym, że można więcej, piękniej, odważniej. Dla nieutulonego ego to cios. Łatwiej więc dostrzegać w nich zło, wynajdywać wady, na siłę je umniejszać. To próba zrównania poziomów — nie poprzez wzrost, lecz poprzez ściąganie innych w dół.

To syndrom „uciętych maków” — kultura karania za wyróżnianie się.
---

➡️ A jednak — taka selekcja ma cenę

Kto wybiera znajomości oparte na zazdrości i porównywaniu, nie buduje prawdziwej bliskości. Buduje grupę wzajemnych lęków. Tam nie ma miejsca na szczerość, rozwój, radość z cudzych sukcesów. Jest tylko cicha umowa: „nie błyszcz za bardzo, bo nas zaboli”.

Tymczasem najzdrowsze relacje powstają wtedy, gdy czyjś sukces nie odbiera nam wartości — lecz ją podkreśla.

---

➡️ Blask nie jest obrazą

To, że ktoś jest piękny, inteligentny, kreatywny, przedsiębiorczy — nie jest oskarżeniem wobec innych. To informacja o jego drodze, talencie, odwadze, pracy. Świat nie potrzebuje ludzi przygaszonych, by inni czuli się komfortowo. Potrzebuje ludzi autentycznych — takich, którzy potrafią świecić i jednocześnie pozwalają innym świecić obok.

---

💜 Najważniejsza lekcja

Jeśli czyjś blask Cię rani — to nie znak, że masz od tej osoby odejść. To zaproszenie, by zajrzeć w siebie: „Dlaczego to mnie dotyka? Czego pragnę? Czego w sobie nie widzę?”

Bo prawdziwie wolni ludzi nie uciekają od piękna, mądrości i talentu — oni się nimi karmią.

---

Aga via Szkoła Mocy

14/11/2025

Masochizmu psychoanalitycznego punktu widzenia nie oznacza pragnienie cierpienia.
Często jest nieświadomym sposobem utrzymania kontroli.

Lepiej samemu wywołać ból, niż czekać, aż zrobi to ktoś inny.
U jego źródeł często leży doświadczenie wczesnej zależności,
kiedy bliskość oznaczała także zranienie,
a miłość i ból splatały się ze sobą w jedno.

Dziecko, które nie mogło uniknąć cierpienia,
uczy się nadawać mu sens –
bierze winę na siebie, by zachować złudzenie wpływu.
„To ja jestem zły, dlatego mnie krzywdzą”
– myśl, która pozwala przetrwać bezradność,
ale z czasem zamienia się w nieświadomą potrzebę karania siebie. Masochizm bywa więc formą obrony, nur chodzi więc o ból sam w sobie,
ale o próbę przetrwania emocjonalnego chaosu.

11/11/2025

"Szczególnie wrogo traktujemy właśnie te trudne uczucia, a to po to, żeby uprościć sobie życie. Dzielimy wówczas świat na dobry i zły, jest jasna strona mocy i ta ciemna. To koi, to uspokaja, ale przy okazji zniekształca ogląd rzeczywistości. Przeżywanie na przykład gniewu, lęku, wstydu czy poczucia winny to nie jest walka między stroną jasną a ciemną. Doświadczanie tych uczuć w pojedynkę, zwłaszcza w nasilonej postaci, bywa oczywiście trudne. Stad w psychoanalizie funkcjonuje mądre powiedzenie, które brzmi: „Do pomyślenia niektórych myśli i przeżycia niektórych emocji potrzeba co najmniej dwóch umysłów".
Weźmy poczucie winy - ta emocja staje się przydatna dopiero wtedy, gdy jest odpowiedzią na coś, co dzieje się na zewnątrz, na jakieś nasze naprawdę słabe zachowania. Bo wtedy jest to komunikat: „Narozrabiałaś albo narozrabiałeś. Teraz przetraw to, przeproś, napraw, co się da, a przynajmniej wyciągnij wnioski". Bywa jednak, że poczucie winy generowane jest w wewnętrznym świecie, przez kogoś na kształt wewnętrznego prokuratora, o którym powiem więcej w dalszej części książki. Jeśli ktoś nie zrozumie, że ciągle wpędza sam siebie w poczucie winy, będzie chodził po świecie i powtarzał: „Ludzie mnie prześladują. Są wredni i życzą mi źle”.
(...)
Od razu dodam, że nie ma uczuć niepotrzebnych. Pojawianie się emocji jest
normalne. Chodzi wyłącznie o to, czy mieszają nam w głowie. Jeżeli tam panuje emocjonalny zamęt, dobrze jest się zastanowić, jaki rodzaj rozgłośni radiowej odzywa się w naszym wnętrzu - czy to nie są powtarzające się propagandowe audycje. Stacja „Gawarit Moskwa".

Danuta Golec, Czyim życiem żyjesz?
fot Creative

https://www.facebook.com/share/p/1D3ZpXivBs/?mibextid=wwXIfr
21/10/2025

https://www.facebook.com/share/p/1D3ZpXivBs/?mibextid=wwXIfr

ZŁOŚĆ cz.2 – Cicha trucizna tłumionych emocji
Wielu ludzi uważa, że „nieokazywanie złości” to oznaka siły, kultury czy emocjonalnej dojrzałości. Psychologia pokazuje zupełnie inny obraz. Złość, podobnie jak każda emocja, ma swoją funkcję – jest sygnałem, że nasze granice lub potrzeby zostały naruszone. Jeśli ją blokujemy, odcinamy się, udajemy, że jej nie ma – energia emocjonalna nie znika. Ona zostaje w ciele i psychice, szukając innego ujścia, często w najmniej korzystny sposób.
Pierwszy skutek to kumulacja napięcia w organizmie. Gdy pojawia się złość,ciało przełącza się w tryb mobilizacji – mięśnie się spinają, serce bije szybciej, oddech staje się płytszy, a krew szybciej krąży. To reakcja ewolucyjna: ciało przygotowuje się do walki lub ucieczki. Kiedy tego napięcia nie rozładujemy, zostaje ono w środku jak naładowana bateria. Efekt? Niekontrolowany wybuch w najmniej odpowiednim momencie – np. krzyk na partnera z powodu źle odłożonej łyżeczki, choć prawdziwą przyczyną był miesiąc tłumionej frustracji w pracy.
Drugą konsekwencją jest zamrożenie uczuć. Żeby nie czuć złości, człowiek zaczyna odcinać się od emocji w ogóle. Mózg uczy się strategii „nie czuję = nie cierpię”. Problem w tym, że nie da się wybiórczo wyciszyć tylko jednej emocji. Razem ze złością przygasają też radość, ekscytacja, bliskość. Pojawia się wrażenie pustki, a w relacjach – chłód i dystans.
Kolejny skutek to poczucie bezsilności. Złość w zdrowej formie służy stawianiu granic. Jeśli jej nie wyrażamy, inni często nawet nie wiedzą, że coś nam przeszkadza – więc naruszają nasze granice dalej. Z czasem człowiek zaczyna wierzyć, że „nic nie może zrobić”. Badania nad tzw. wyuczoną bezradnością pokazują, że brak możliwości obrony własnych potrzeb jest jednym z czynników sprzyjających depresji i zaburzeniom lękowym.
Częstym mechanizmem jest też autoagresja psychiczna. Energia złości, której nie wolno skierować na zewnątrz, obraca się do wewnątrz. Zamiast myśli: „jestem zły, bo ktoś przekroczył moje granice”, pojawia się narracja: „to moja wina, jestem beznadziejny, nie zasługuję na więcej”. Psychologia nazywa to głosem wewnętrznego krytyka, który z czasem może stać się destrukcyjny.
Skutki fizyczne są równie wyraźne. Chroniczne tłumienie złości wiąże się z podwyższonym ciśnieniem krwi, większym ryzykiem chorób serca, osłabieniem odporności, a nawet zaburzeniami jelit. Badania psychosomatyczne wskazują, że osoby, które unikają wyrażania gniewu, częściej cierpią na migreny, bóle karku i pleców, zaburzenia snu czy choroby autoimmunologiczne. W 2010 roku opublikowano badanie, w którym wykazano, że osoby z tendencją do tłumienia złości miały aż trzykrotnie wyższe ryzyko zawału serca w porównaniu z osobami, które umiały złość wyrażać w sposób konstruktywny.
Ciekawostka neurobiologiczna- kiedy tłumimy złość, w mózgu zwiększa się aktywność ciała migdałowatego (centrum emocji), a jednocześnie osłabia się działanie kory przedczołowej (odpowiedzialnej za racjonalne decyzje). Innymi słowy: udawanie, że nie czujemy złości, wcale nas nie uspokaja – wręcz przeciwnie, podnosi napięcie i utrudnia logiczne myślenie. Tłumienie złości nie czyni człowieka silniejszym ani bardziej „kulturalnym”. Odbiera mu energię, autentyczność i niszczy jego zdrowie. Paradoks polega na tym, że to właśnie świadome przeżywanie i wyrażanie złości w bezpieczny sposób daje prawdziwą siłę, chroni zdrowie i pozwala budować zdrowe, uczciwe relacje. Pozostałe posty o złości na mojej stronie- zapraszam.

17/10/2025

Spiritual bypassing, czyli kiedy duchowość staje się formą unikania.

John Welwood, psycholog i nauczyciel buddyjski, ukuł termin spiritual bypassing, by opisać skłonność do używania idei i praktyk duchowych jako sposobu na niekonfrontowanie się z trudnymi emocjami, nierozwiązanymi konfliktami wewnętrznymi lub niedokończonymi zadaniami rozwojowymi. W praktyce oznacza to, że zamiast stawić czoło bólowi, złości czy wstydowi, wybieramy duchowe narracje i praktyki. Ten duchowy eskapizm może przynieść chwilowe ukojenie, ale z czasem utwierdza mechanizmy obronne i pogłębia dystans zarówno wobec siebie, jak i wobec innych.

Zjawisko to szczególnie dobrze widać w kulturze wellness i tzw. toksycznej pozytywności. W świecie tym łatwo pomylić spokój z unikaniem, a akceptację z wyparciem. W narracjach samorozwojowych często pojawia się przekaz, że pewne emocje są „złe” i że trzeba je przekroczyć lub przemienić w te „lepsze”. A tymczasem właśnie emocje trudne, nawet jeśli bolesne, niosą informacje o tym, co się w nas dzieje, o potrzebach, granicach, relacjach. Kiedy je zagłuszamy albo wypieramy, tracimy kontakt z realnością naszego własnego doświadczenia, z ciałem i z autentycznością spotkania z drugim człowiekiem.

Spiritual bypassing nie jest odrzuceniem duchowości, lecz jej zniekształceniem. Medytacja, modlitwa czy rytuały mogą prowadzić do głębokich wglądów, ale mogą również stać się tarczą, za którą ukrywamy lęk, wstyd lub poczucie winy. Warto zadać sobie pytanie o intencję: czy praktykuję, by być bliżej siebie i innych, czy by unikać tego, co boli? Dojrzała duchowość nie unika cierpienia, lecz uczy obecności i współczucia. A kiedy łączymy praktykę duchową z psychologiczną pracą, dopiero wtedy duchowy rozwój może być prawdziwie uzdrawiający, zamiast stawać się kolejną formą ucieczki.

Fot. Ashley Batz / Unsplash

12/10/2025

Nasze małe i duże tęsknoty kierują nas z powrotem do pierwotnych tęsknot. Mimo że jesteśmy dorośli, to niektóre z nich często w natarczywy sposób domagają się zaspokojenia. Tęsknimy za byciem kimś omnipotentnym, za idealnym opiekunem, który jest tylko dla nas, za pełną akceptacją i afirmacją naszego istnienia. Wszyscy nosimy też w sobie pragnienie jedności i złączenia się – inaczej mówiąc symbiozy. Czasem osiągamy ten stan przez upojenie alkoholowe, narkotyki, przeżycie seksualne, nawet obcowanie z przyrodą czy sztuką. Chcemy poczuć się częścią czegoś większego, całości, tak jak dziecko w łonie swej matki. Tęskniąc za złączeniem, jednocześnie przeżywamy ból oddzielenia, którego drugą stroną jest autonomia.
Pierwsze rozstania prowadzą nas do miejsca (i momentu), w którym doświadczaliśmy tęsknoty. Kluczowe znaczenie mogą mieć rozłąki z rodzicami, ich wyjazdy, nasze pobyty w szpitalu czy pierwsze dni w żłobku czy przedszkolu. Choć rozłąka jest nieuniknioną koleją życia, to niektórzy z nas doświadczyli jej za wcześnie, za długo albo za późno. Wiele zależy też od reakcji dorosłego. Może wymykał się ukradkiem z domu albo narażał nas na przedłużającą się tęsknotę, zostawiając samych na długie godziny. Może pozostawiał nas samym sobie po stracie zwierzątka albo ukochanej babci. Może mówił, żeby się nie smucić i nie tęsknić. A może po prostu koił nasz ból? U dorosłych rozłąka często podsyca miłość, u dzieci natomiast rodzi panikę. Ta panika staje się później pryzmatem, przez który postrzegamy każde „zniknięcie” bliskich nam osób. Zbyt długo milczący telefon partnera staje się zaczątkiem niepokoju, byle sprzeczka – groźbą rozstania, cisza panująca w domu zaczyna budzić jakieś nieukojone cierpienie.
By nie doświadczać bólu tęsknoty, stosujemy przeróżne obrony. Olaf podważał znaczenie tego, co łączyło go z żoną, ale też zaczął ją samą dewaluować. Za takim zachowaniem stoi nierzadko spotykane, ale też złudne przekonanie, że jeśli kogoś lub coś unieważnię, to rozczarowanie nim będzie mniej bolało, a tęsknota stanie się łatwiejsza do zniesienia. Pary bardzo często ubliżają sobie nawet w myślach. Jednak to dość ryzykowny manewr, bo partner może już na zawsze stracić w naszych oczach i stać się wiecznym leniem, gburem albo kimś obcym. Inaczej z tęsknotą poradziła sobie Ania – zaczęła podważać siebie i uznała, że to ona jest źródłem bólu. Niektórzy wyizolowują się emocjonalnie, chowają za maską obojętności. Wszystko po to, by nie czuć za dużo. Inni stawiają na nadmierną niezależność i dystans. Brak zaangażowania chroni wtedy przed stratą i tęsknotą. Jeszcze inni na własną tęsknotę reagują nadmiarową troską o innych. Większość z tych obron w dorosłym życiu już nie spełnia swej kluczowej roli i staje się powodem frustracji, przyczynkiem niesatysfakcjonujących więzi, obniżonego nastroju.

Aneta Cieśla, Tęsknota jako przeżycie niejednorodne - dla czasopisma Charaktery
fot Jacob Rosen

08/10/2025

"Ciało może otwierać się na Innego lub może się przed nim zamykać. Można je zdobić i troszczyć się o nie, można też je zaniedbywać i atakować, przekształcać nie do poznania, usiłując zyskać ciało, które nazwie się własnym. Można czuć, że jest ono miejscem spotkania lub obszarem odrzucenia. Ciało może upewniać w poczuciu, że jest się kochanym, lub może dowodzić, że nie jest się godnym pożądania. Mówiąc inaczej, ciało jest najbardziej podatnym na wpływy medium, jakim dysponujemy, by przekazać lub wyrazić nasze wewnętrzne stany umysłu. Relacja z ciałem jest zapewne najbardziej dosłownym wyznacznikiem tego, jak czujemy się ze sobą i z innymi ludźmi."

Alessandra Lemma, Pod skórą. Psychoanalityczne studium modyfikacji ciała, przeł. L**h Kalita, Wyd. Imago, Gdańsk 2021, s. 16-17.
fot Inge Poelman

04/10/2025

KARANIE CISZĄ.

Cisza po kłótni może WYDAWAĆ SIĘ dobrym rozwiązaniem, zwłaszcza gdy czujemy się zranieni lub zraniliśmy partnera. Często myślimy, że czas leczy rany, ale niestety, cisza może tylko POGORSZYĆ sytuację. Nie rozmawiając o problemie, nie rozwiązujemy go, a wręcz przeciwnie niszczymy dobre zdanie, które partner miał na nasz temat.

Karanie ciszą jest uznawane za okrutny i wyrafinowany rodzaj przemocy psychicznej, ponieważ ma wiele negatywnych skutków dla ofiary. Osoba, która jest karana ciszą, może zacząć czuć się odrzucona i zaniedbana, a to prowadzi do jeszcze większych problemów w relacji. Karanie ciszą godzi w poczucie własnej wartości człowieka, co jest bardziej bolesne niż jawna złość czy niechęć. Dni ciszy obniżają samoocenę, pewność siebie i sprawiają, że ofiara czuje się poniżona.

(...) Ważne jest, aby po kłótni nie trzymać w sobie emocji i nie ignorować konfliktu. Zamiast tego, powinniśmy starać się rozmawiać i szukać sposobów na zażegnanie sporu. Oczywiście takie podejście może wymagać dużo wysiłku i czasu, ale pozwoli to na lepsze zrozumienie potrzeb i pragnień bliskiej nam osoby, a także na znalezienie sposobu na osiągnięcie wspólnego porozumienia.

Reasumując, karanie partnera ciszą po kłótniach NIE JEST dobrym sposobem na rozwiązanie problemów w związku. Należy zamiast tego starać się porozmawiać, gdy tylko opadną niepotrzebne emocje i znaleźć sposoby, kompromisy na rozwiązanie problemów. Zgoda buduje, a niezgoda rujnuje. Warto mieć to na uwadze. Rozmowa i wzajemne zrozumienie są kluczowe dla utrzymania zdrowego i szczęśliwego związku.

Jeśli jesteś w relacji, gdzie kara się Ciebie ciszą, nie zwlekaj, działać trzeba jak najszybciej. Walcz o swoje prawo do szacunku i szczęścia. Nie pozwól, aby ktoś inny kierował Twoim życiem i manipulował Twoimi emocjami. Pamiętaj, że jesteś wyjątkową i wartościową osobą i nikt nie ma prawa Cię tak traktować - w sposób niedojrzały, destruktywny i toksyczny!

Zamawiając pakiet książek otrzymujesz jeszcze niższą cenę. Ponadto każdy egzemplarz w tym tygodniu osobiście podpisuję oraz dołączam w prezencie zakładkę do książki.
Nie czekaj, zostało niewiele egzemplarzy. Zamów na www.toniemilosc.pl

Adres

Ulica Nowy Świat 39
Tarnów
33-100

Telefon

+48793955839

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Katarzyna Wiatr Centrum Psychologii i Psychoterapii umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Katarzyna Wiatr Centrum Psychologii i Psychoterapii:

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram

Kategoria