
27/07/2025
Cisza, spokój, ptaszki, drzewka i jeden chłopek-roztropek, z przyjaznym psem bez smyczy. 👌
Dosłownie kilka dni temu krzyknęłam do niego, żeby przytrzymał psa (nie ma nawet przy sobie smyczy), jak musieliśmy z Lucjanem przejść kilkanaście metrów od nich.
Dziś nie zdążyłam.
I naprawdę nie chodzi już o te pogryzienia, bo nawet nie wiem, czy to tamten, czy mój - byłam pośrodku.😅
Chodzi o dwie rzeczy:
1) nawet ze sporej odległości, laik w zakresie mowy ciała psów widziałby, że ten zwierzak nie jest przyjaźnie nastawiony - wystarczyła kapka zainteresowania ze strony opiekuna
2) Lucjan jest psem po przejściach, pracujemy od paru miesięcy (odkąd do mnie trafił) nad agresją lękową. Problem jest duży (jak sam Lucjan) i proporcjonalnie dużo wkładamy wysiłku w to, żeby móc zbliżyć się na pół kilometra do jakiegokolwiek psa. 😅 Obawiam się, że wszystkie drobne progresiki, które ostatnio widzę, poszły się 🤫
A wystarczyło, żeby ten starszy pan poświęcił kilka minut na edukację lub po prostu trzymał psa na smyczy.
Zdarzają Wam się takie sytuacje, z totalnie nieodpowiedzialnymi ludźmi?