16/02/2026
Ciało osy morskiej było przeźroczyste i szaroniebieskie. Przez co trudno ją było zauważyć, gdy leżała na dnie morza i spokojnie przyglądała się potencjalnym ofiarom. Miała do tego 12 par oczu, wszystkie szeroko otwarte, by szacować, oceniać. Wygląd, wykształcenie, stan zdrowia, zarobki, dotychczas zgromadzony majątek, znajomość języków obcych, pozycja społeczna, elokwencja, inteligencja, metki na ubiorze… Osa morska lubiła błyszczeć blaskiem partnera, dlatego musiał on spełniać odpowiednie kryteria. Nie chodziło jej o uczucia, szacunek, najważniejszy był wizerunek. Chłodnie kalkulowała, w ciepłej wodzie znakomicie pływała. Gdy już wytypowała ofiarę, dopadała ją szybko i skutecznie. Osa była czarująca i ujmująca na początku relacji, dość szybko przechodziła do sedna sprawy. Wyznawała miłość od pierwszego wejrzenia, deklarowała chęć długiego związku, najlepiej na zawsze. Opowiadała o tym jak została skrzywdzona przez ex, współczucie wzbudzała, serduszka w wiadomościach wysyłała. Wikłała bezwzględnie. Gdy tylko osa poczuła, że partner złapał się na lep, kończyła miesiąc miodowy. Udawanie sporo ją kosztowało, potrzebowała odreagować. Powracała do swojej natury, jedno mówiła, drugie robiła, patrząc prosto w oczy przekraczała granice. Kiedy partner nagle się zorientował w co gra, atakowała jednocześnie jego układ nerwowy i serce. Robiła wszystko by ochronić swój wizerunek, tworzyła nową wersję rzeczywistości. Taką, w której to ukochany był napastliwy i robił dramy. Szturmowała, a on zdezorientowany się bronił, tłumaczył, przepraszał. W mgnieniu oka temat się zmieniał i nie rozmawiali już o tym jak ona się zachowała, ale o tym co on rzekomo jej zrobił. Ktoś musiał być winny, wiadomo, że nie ona. Osa morska nie szukała ugody, rozwiązania. Wręcz przeciwnie, stale potrzebowała partnerowi przypisywać to czego w sobie widzieć nie chciała. Niczego bardziej się nie bała od zdemaskowania.