Stowarzyszenie Myotonic Dystrophy type 1 Hope

Stowarzyszenie Myotonic Dystrophy type 1 Hope Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od Stowarzyszenie Myotonic Dystrophy type 1 Hope, Zdrowie i medycyna, Torun.

Są takie krzyże, których nie widać na pierwszy rzut oka. Nie są z drewna. Nie stoją na wzgórzach. Nie mają świadków.Nosi...
04/04/2026

Są takie krzyże, których nie widać na pierwszy rzut oka. Nie są z drewna. Nie stoją na wzgórzach. Nie mają świadków.

Nosimy je w sobie.

Dla wielu z nas są to choroby – te, które powoli odbierają siły, niezależność i poczucie bezpieczeństwa.
Dla innych – codzienna, wymagająca obecności i ogromnego serca praca opiekunów.
To także doświadczenie hejtu, niezrozumienia, samotności.
To konsekwencje trudnych decyzji i ciężar codzienności, który bywa większy, niż jesteśmy gotowi unieść.

Każdy z nas niesie swój krzyż inaczej.
Ale łączy nas jedno – zmęczenie, które zna tylko serce.

Święta Wielkanocne przypominają nam, że droga człowieka to nie tylko radość.
To także upadki, zwątpienie i wysiłek podnoszenia się każdego dnia.
To cicha walka, której często nikt nie widzi.

Nie zawsze przychodzi cud.
Nie zawsze przychodzi ulga.
Ale przychodzi drugi człowiek.
Przychodzi obecność.
Przychodzi chwila, która pozwala zrobić kolejny krok.

I może właśnie w tym kryje się sens nadziei –
że wstajemy.
Codziennie.
Na nowo.

Z okazji Świąt Wielkanocnych Zarząd Stowarzyszenia składa wszystkim najserdeczniejsze życzenia:
siły – tej cichej i wytrwałej,
obecności życzliwych ludzi,
oraz światła, które nawet w najtrudniejszych momentach pozwala odnaleźć drogę.

Bo każdy krzyż, choć ciężki,
niesiony jest przez człowieka,
który wciąż potrafi kochać.

I w tym odnajdujemy największą nadzieję.
🐣🌿🥚💚🥚🌿🐣

18/03/2026

Są takie historie, które nie zaczynają się od wielkich marzeń. Zaczynają się od diagnozy.

Od jednego zdania, które dzieli życie na „przed” i „po”. Od ciszy, która zapada po nim na kilka sekund – a potem już nic nigdy nie jest takie samo.

W tej ciszy rodzi się strach.
Ale czasem… rodzi się też coś jeszcze.

Ona siedzi przy kuchennym stole. Obok stygnie herbata, której nawet nie pamięta, kiedy zrobiła.
W głowie ma setki pytań, na które nikt nie daje odpowiedzi.
Patrzy na swoje dziecko. Na męża. Na najbliższych.
I nagle rozumie, że nie może się rozsypać.

Więc zaczyna zbierać kawałki.
Nie tylko swoje.

Najpierw szuka informacji. Potem ludzi. Potem rozwiązań.
A kiedy okazuje się, że ich nie ma – zaczyna je tworzyć.

Tak powstają stowarzyszenia.
Tak rodzą się fundacje.

Nie z potrzeby wielkości.
Z potrzeby ratunku.

Z zewnątrz wszystko wygląda dobrze.
Jest nazwa. Jest logo. Są zdjęcia, na których ktoś się uśmiecha.
Ktoś z boku mówi: „jak pięknie działacie”.

Nie widzi jednak wieczorów, kiedy ona – zamiast odpocząć – siada do dokumentów.
Nie widzi nocy, kiedy oczy pieką, a myśli się plączą, ale przecież trzeba jeszcze odpisać, jeszcze wysłać, jeszcze spróbować.
Nie widzi tego ciężaru odpowiedzialności, który czasem odbiera oddech.

Nie widzi też jej zwykłego życia.

Bo rano trzeba wstać do pracy.
Zrobić śniadanie.
Być mamą. Żoną. Córką.
Uśmiechnąć się, kiedy w środku wszystko drży.

A potem wrócić do domu i znów wejść w świat walki. Maili. Telefonów. Wniosków. Nadziei.

I gdzieś pomiędzy tym wszystkim jest ona.
Człowiek, który też potrzebuje odpocząć.
Zatrzymać się.
Pooddychać.

Ale odpoczynek staje się luksusem.
Bo każda chwila ma swoją wagę.
Każda minuta może coś zmienić.
Więc odkłada siebie na później.
Jeszcze tylko jeden mail.
Jeszcze jeden telefon.
Jeszcze jedna próba.

A obok niej, cicho, siada strach.

Szepcze:
„a co jeśli nie zdążysz?”
„a co jeśli to wszystko nie wystarczy?”
„a co jeśli robisz wszystko… a i tak przegrasz?”

Ona go słyszy.
Ale nie pozwala mu decydować.

Bo po drugiej stronie jest miłość.
A miłość nie zna procedur.
Nie zna godzin pracy.
Nie zna granic.

Dzisiaj, w Europejskim Dniu Mózgu, myślę o takich historiach.
O takich ludziach.

O tych, którzy oddają każdą wolną chwilę, każdy kawałek siebie, żeby znaleźć ratunek.
Dla dziecka.
Dla męża.
Dla żony.
Dla rodziców.

Dla kogoś, kogo kochają bardziej niż własny spokój.

Oni nie zakładają stowarzyszeń, bo chcą.
Oni robią to, bo muszą.
Bo kiedy system nie nadąża – serce nie ma wyboru.

I czasem jest tak, że robią wszystko…
a w środku nadal nie wiedzą, czy to wystarczy.
Czy zdążą zobaczyć efekt.
Czy ta walka zamieni się kiedyś w ulgę. W zdrowie. W życie.

Ale mimo tego – wstają kolejnego dnia.

Otwierają komputer.
Odbierają telefon.
Piszą. Walczą.

Znowu.

I może właśnie w tym jest największe piękno tej historii.

Nie w tym, że wszystko się uda.
Ale w tym, że ktoś… mimo wszystko… nie przestaje.

Bo to nie są tylko organizacje.
To są czyjeś serca wystawione na świat.
Czyjeś historie zapisane między wierszami sprawozdań.
Czyjaś miłość, która nie zgodziła się przegrać w ciszy.

I nawet jeśli nie wiedzą, czy zdążą…
to wiedzą jedno.

Nie przestaną.

__________

PS. Użyłam słowa „ona”, bo w zarządzie naszego Stowarzyszenia to właśnie kobiety niosą tę historię na swoich barkach. Ale wiem, że w wielu organizacjach obok nich – albo zamiast nich – stoją też mężczyźni. I ta opowieść jest tak samo o nich.

PSS. I jeszcze oni – członkowie stowarzyszenia. Ci, którzy są obok każdego dnia. Którzy rozumieją bez słów. Którzy stają się drugą rodziną. Bo w tej drodze naprawdę nie da się iść samemu. To dzięki nim ta siła ma sens. I to dzięki nim… idziemy dalej.

PSSS. Jest jeszcze miejsce, które trudno opisać zwykłymi słowami –Krajowe Forum Orphan.
Tam nikt nie jest pominięty. Tam troska nie ma wyjątków.
Tam spotyka się ludzi, którzy pochylają się nad drugim człowiekiem z taką czułością, jakby każdy był najważniejszy.
Czasem myślę, że to nie są tylko ludzie… że to ziemskie anioły, które pojawiają się dokładnie wtedy, kiedy najbardziej brakuje sił.

PSSSS. I są jeszcze oni – lekarze.
Ci, którzy prowadzą nas przez tę nieznaną drogę. Krok po kroku.
Którzy nie tylko leczą, ale też tłumaczą, uspokajają, trzymają za rękę wtedy, gdy świat znów zaczyna się chwiać.
Czasem jednym zdaniem przywracają oddech. Czasem jednym spojrzeniem dają więcej nadziei niż całe strony informacji.
W ich wiedzy jest bezpieczeństwo. W ich obecności – cicha siła.
I choć nie zawsze mogą zatrzymać chorobę… to pomagają nam nie zatracić się w niej.

Na końcu – dla wszystkich organizacji pacjenckich.
Dla tych, które codziennie niosą ciężar, którego nie widać. Dla tych, które walczą w ciszy, bez oklasków, bez pewności, czy zdążą.
Widzę Was.
Rozumiem Was.
I wiem, ile kosztuje to „nie poddawać się”… każdego dnia.
____________
Joanna Rydygier- Tomicka - Prezes Zarządu

EURORDIS-Rare Diseases Europe 💪🏻Do zobaczenia ♥️
15/03/2026

EURORDIS-Rare Diseases Europe 💪🏻
Do zobaczenia ♥️

Wczoraj w Warszawie na Konferencji „Więcej niż możesz sobie wyobrazić” nasze Stowarzyszenie Myotonic Dystrophy Type 1 Ho...
03/03/2026

Wczoraj w Warszawie na Konferencji „Więcej niż możesz sobie wyobrazić” nasze Stowarzyszenie Myotonic Dystrophy Type 1 Hope Poland zabrało głos w panelu 3.

Nie mówiłam w swoim imieniu. Mówiłam w imieniu pacjentów z dystrofią miotoniczną typu 1 i ich rodzin.

Zadałam pytania, które rodzą się nie w salach konferencyjnych, ale w domach. Przy kuchennym stole. W ciszy po diagnozie. W strachu przed podjęciem decyzji, której nie da się cofnąć.

Pytałam o to, czy wybierając pierwszy dostępny lek, pacjent nie zamyka sobie biologicznie drogi do lepszego leczenia w przyszłości.
Czy decyzje terapeutyczne będą odwracalne – czy to będzie wybór „na zawsze”.

Pytałam, kto bierze odpowiedzialność za stracony czas.
Jeśli pacjent trafi na terapię, która nie działa – czy to jego ryzyko? Lekarza? Systemu?

Pytałam, czy naprawdę idziemy w stronę leczenia spersonalizowanego – zależnego od fenotypu choroby – czy powstanie jedna refundowana ścieżka dla wszystkich, niezależnie od różnic w przebiegu DM1.

Pytałam o jasne kryteria zmiany terapii.
Po jakim czasie pacjent będzie mógł powiedzieć: „to leczenie nie działa” – i realnie przejść na inne?

I wreszcie – najtrudniejsze pytanie.
Czy dziś bezpieczniej jest przyjąć pierwszy dostępny lek, czy poczekać na kolejne?
I kto będzie gotów wziąć odpowiedzialność za taką rekomendację?

To nie są pytania przeciwko komukolwiek.
To są pytania o bezpieczeństwo, o przyszłość, o mądre decyzje podejmowane razem z pacjentem – nie za niego.

Jestem dumna, że głos naszej społeczności wybrzmiał w tej przestrzeni.
Ale jeszcze bardziej wiem, że to dopiero początek rozmowy.

Bo w chorobach rzadkich czas ma inną wartość.
A każda decyzja terapeutyczna to nie punkt w strategii – to czyjeś życie.

Ale dla mnie to było przede wszystkim spotkanie ludzi.
Ludzi z różnych światów medycznych. Z różnymi diagnozami. Z różnymi historiami.
A jednak z jednym wspólnym mianownikiem – rzadkością.

Rozmawiałam z przedstawicielami organizacji, które walczą o zupełnie inne terapie niż my. Inne mechanizmy chorób. Inne objawy. Inne rokowania. A jednak w każdej rozmowie pojawiały się te same słowa: czas, dostęp, odpowiedzialność, lęk przed utratą szansy.

To było niezwykłe doświadczenie – zobaczyć, jak bardzo nasze historie się różnią i jak bardzo są do siebie podobne.

Ktoś mówił o dzieciach czekających na terapię genową.
Ktoś o dorosłych, którzy latami walczyli o właściwą diagnozę.
Ktoś o refundacji, która istnieje „na papierze”, ale w praktyce wciąż jest barierą.

I nagle okazuje się, że choć nazwy chorób są inne, emocje są te same.

Było w tym spotkaniu dużo empatii. Nie rywalizacji o uwagę, nie licytowania się, czyja sytuacja jest trudniejsza. Było raczej ciche porozumienie: my się rozumiemy, bo żyjemy w tym samym systemie i mierzymy się z podobnymi mechanizmami.

W kuluarach rozmawiało się inaczej niż na scenie. Bez mikrofonów, bez slajdów. Były historie osobiste, czasem łzy w oczach, czasem śmiech – ten, który pomaga przetrwać rzeczy trudne. Było wsparcie i wymiana doświadczeń: co zadziałało, gdzie warto uderzyć, jak mówić, żeby być słyszanym.

Pomyślałam wtedy, że siła środowiska chorób rzadkich nie polega tylko na walce o konkretną terapię. Ona polega na solidarności.

Bo choć reprezentujemy różne choroby, to łączy nas to samo:
chcemy bezpieczeństwa dla naszych bliskich, realnego dostępu do leczenia i decyzji podejmowanych z myślą o człowieku, nie tylko o procedurze.

I to poczucie wspólnoty było jedną z najcenniejszych rzeczy, jakie wyniosłam z tego dnia.
_____________
Ps. Filmik z konferencji - Seria pytań i udzielonych odpowiedzi w komentarzu

Dziś okna naszego Stowarzyszenia rozbłysły kolorami 💜🩷💚🩵 Nie dla dekoracji. Nie przypadkiem.To symbol solidarności z oso...
28/02/2026

Dziś okna naszego Stowarzyszenia rozbłysły kolorami 💜🩷💚🩵 Nie dla dekoracji. Nie przypadkiem.

To symbol solidarności z osobami żyjącymi z chorobami rzadkimi – z tymi, których codzienność naznaczona jest diagnozą, rehabilitacją, niepewnością jutra, ale też ogromną siłą i determinacją.

W siedzibie Myotonic Dystrophy Type 1 Hope Poland – pierwszego w Polsce stowarzyszenia wspierającego osoby chore na dystrofię miotoniczną typu 1 (DM1) – światło ma dziś szczególne znaczenie.
To tutaj każdego dnia działamy na rzecz rodzin dotkniętych tą rzadką, postępującą chorobą genetyczną, to stąd łączymy się zdalnie z członkami naszego Stowarzyszenia, którzy rozproszeni są po całej Polsce.

Dzisiejsza inicjatywa wykracza jednak poza jedno miejsce.
Dzięki zaangażowaniu naszej społeczności kolorami nadziei rozbłysły również: Gliwice, Gdańsk, Gdynia, Sopot, Warszawa, Katowice i Kraków – miasta, w których żyją członkowie naszego Stowarzyszenia.

W geście solidarności podświetlono także budynek Urzędu Miasta Torunia oraz Wojskową Specjalistyczną Przychodnię Lekarską w Toruniu – jako znak, że temat chorób rzadkich jest widoczny i ważny.

Nasze światło to więcej niż iluminacja.
To przypomnienie, że:

🩷 choroby rzadkie nie są rzadkie dla tych, którzy z nimi żyją,
💜 za każdą diagnozą stoi rodzina,
🩵 świadomość społeczna buduje realne wsparcie,
💚 wspólnota daje siłę.

Dziękujemy wszystkim, którzy dziś zapalili światło solidarności razem z nami.

Choroby rzadkie nie znają granic. Nie zatrzymują się na mapach, językach ani kulturach. Ale na szczęście — solidarność t...
28/02/2026

Choroby rzadkie nie znają granic. Nie zatrzymują się na mapach, językach ani kulturach. Ale na szczęście — solidarność też ich nie zna. Z okazji Dnia Chorób Rzadkich wydarzyło się coś, co poruszyło nas bardzo głęboko. Otrzymaliśmy niezwykły dar — obraz stworzony przez młodego studenta z Maroka, który choć sam nie doświadcza choroby rzadkiej, postanowił sercem stanąć obok naszej społeczności. To dla nas coś więcej niż dzieło sztuki. To znak, że gdzieś daleko ktoś pomyślał o osobach żyjących z DM1. Że ktoś zobaczył ich drogę — pełną zmęczenia, lęku, ale i nadziei — i zapragnął zostawić na niej odrobinę światła. W krótkiej rozmowie Omar opowiada o tym, co go poruszyło, dlaczego wybrał właśnie sztukę jako formę wsparcia i czym jest dla niego solidarność z osobami żyjącymi z chorobą rzadką. Przeczytajcie ten wywiad uważnie. Jest w nim czułość, której tak bardzo czasem potrzebujemy.

https://www.dm1hope.org/dzienchorobrzadkich

Od objawu do przyczyny.Od osłabienia mięśni do zapisu w genie.Dystrofia miotoniczna typu 1 (DM1) to nie „słabsze mięśnie...
27/02/2026

Od objawu do przyczyny.
Od osłabienia mięśni do zapisu w genie.

Dystrofia miotoniczna typu 1 (DM1) to nie „słabsze mięśnie”. To droga, która prowadzi głębiej — do komórki, do DNA, do chromosomu 19 i genu DMPK. Do mutacji, której nie widać gołym okiem, ale której skutki czuje całe ciało.

Ta grafika pokazuje coś bardzo ważnego:
to nie jest czyjaś wina.
To nie jest efekt stylu życia.
To zapis w instrukcji organizmu.

Im więcej rozumiemy, tym mniej się boimy.
Im więcej mówimy, tym mniej jesteśmy sami.

Udostępnij, jeśli chcesz, żeby wiedza o DM1 docierała dalej 💚

🩷🩵💚💜
27/02/2026

🩷🩵💚💜

W ostatni dzień lutego obchodzimy Dzień Chorób Rzadkich. W ramach towarzyszącej inicjatywie międzynarodowej akcji „Light Up For Rare” tego dnia o godz. 19.00 charakterystyczne miejskie obiekty podświetlane są na symboliczne kolory – zielony, błękitny, fioletowy i różowy. W tym roku ...

Już 2 marca w Warszawie w ramach obchodów Dnia Chorób Rzadkich odbędzie się konferencja „Choroby Rzadkie – Więcej niż mo...
27/02/2026

Już 2 marca w Warszawie w ramach obchodów Dnia Chorób Rzadkich odbędzie się konferencja „Choroby Rzadkie – Więcej niż możesz sobie wyobrazić”.

Trzymajcie kciuki.
Będę tam z głosem naszej społeczności.

Choroby rzadkie są rzadkie w statystykach.
W domach – są całym światem.

https://dzienchorobrzadkich.org/

26/02/2026
Za każdą „rzadką” chorobą stoi czyjeś życie.Czyjeś małżeństwo.Czyjeś rodzicielstwo.Czyjaś codzienna walka o sprawność, o...
25/02/2026

Za każdą „rzadką” chorobą stoi czyjeś życie.
Czyjeś małżeństwo.
Czyjeś rodzicielstwo.
Czyjaś codzienna walka o sprawność, oddech, samodzielność.

Dla nas „Dzień Chorób Rzadkich” to nie tylko data w kalendarzu. To nasza codzienność.

To dystrofia miotoniczna typu 1.
To niepewność jutra i jednocześnie ogromna siła wspólnoty.
To rozmowy, wsparcie, łzy i nadzieja, które łączą nas w naszym Stowarzyszeniu.

Dziś dziękujemy Miastu Kraków Kraków PL za zauważenie naszej społeczności i za mówienie głośno o tym, o czym często mówi się szeptem.

Bo choroby rzadkie są rzadkie tylko z nazwy.
My – nie jesteśmy niewidzialni. 🩵💚💜🩷

https://krakow.pl/otwarty_na_swiat/aktualnosci/310926,62,komunikat,swiatowy_dzien_chorob_rzadkich.html

Światowy Dzień Chorób Rzadkich

23 lutego – w Dniu Walki z Depresją – pamiętajmy, że najtrudniejsze bitwy często są niewidzialne.Nie oceniaj. Zatrzymaj ...
23/02/2026

23 lutego – w Dniu Walki z Depresją – pamiętajmy, że najtrudniejsze bitwy często są niewidzialne.
Nie oceniaj. Zatrzymaj się. Zapytaj. Zostań.

Adres

Torun
87-100

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Stowarzyszenie Myotonic Dystrophy type 1 Hope umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram