29/12/2025
Czasami zdarza mi się podzielić wrażeniami lub myślami z szerszym gronem Odbiorców. Tym razem to wrażenia z lektury. Dziękuję za miłe przyjęcie tych kilku spontanicznych słów.
📕ROK, W KTÓRYM NIE UMARŁEM - Czy nie jest to iście grudniowa lektura - w sam raz na podsumowania i refleksję?
„Żeby się dowiedzieć, trzeba nie przeszkadzać, ale trzeba się też starać. Trzeba czujnie stąpać po niewidocznej granicy. Trzeba wymacać, gdzie jeszcze można, a gdzie już nie wolno. Chodzi o to, żeby nie zobaczyć spojrzenia, które mówi „Za bardzo się starałeś i przegiąłeś. Nic ci już nie opowiem”. Wtedy jest już po ptakach. Dogrywek nie ma. Trzeba być szczerym i wiarygodnym. Nienapastliwym i - broń boże- nierywalizacyjnym”.
Ta książka znalazła mnie gdzieś na przełomie października i listopada, a właściwie usłyszałam o niej od bliskiej znajomej. To był czas, gdy ukazała się równolegle inna pozycja, która skupiła na sobie wzrok wielu czytelników, ale „Rok, w którym nie umarłem” pochłonął mnie intensywnie, choć na krótko, jakoś bardziej i osobiście. Pewnie dlatego, że opisuje świat i doświadczenia, które każdy z nas może otrzymać od losu, choć wolałby od nich stronić. Świat, który mnie jest znany z innej perspektywy, ale jednak. Jej autor - Mikołaj Grynberg, opisuje w niej z pewnej odległości w czasie - ocalenia być może - swoje graniczne doświadczenie: spotkanie z możliwym końcem swojego życia. I choć zawał serca wyłuskuje z nas ziarenka grozy, ta opowieść nie jest o umieraniu, ale o wracaniu do żywych. Mistrzowsko budząc życie w czytelniku, zwłaszcza emocjonalne, sprawia, że naprawdę trudno ją odłożyć na bok i wrócić do codziennych spraw czy obowiązków. Na szczęście cała lektura zajmuje maksymalnie 3 godziny, co jest zarazem zaletą jak i wadą tej książki, bo zostawia w niedosycie… ale też nie przestymulowuje. Wzruszenie, śmiech - czasem przez łzy, motyle w brzuchu, smutek, radość, chwile przejęcia, zadumy i podziw dla lekkości i sprytu autora w budowaniu czułej narracji wokół tematów trudnych, poważnych, przesiąkniętych niepewnością i nieznanym… Cała paleta emocjonalnych barw, przeplatanych punktowo poprowadzonym opisem zwykłych, codziennych doświadczeń na oddziałach ratunkowych, kardiologicznych, w salach rehabilitacyjnych, gabinetach lekarskich czy na warszawskim skwerku. Mikołaj Grynberg przykłada nam do oka szkło powiększające, przez które możemy zajrzeć za parawany na Sorze, do szatni, gdzie rekonwalescenci przebierają się na ćwiczenia, ale też do świata swoich wewnętrznych przeżyć i myśli z tamtego okresu- śmiało można zaryzykować słowo „przemiany”, gdy odzyskiwał drugi rozdział swojego dorosłego życia. Przy okazji daje nam dyskretne wskazówki, jak być z drugim człowiekiem, by możliwe było zbliżenie, a nie zatrzaśniecie drzwi do jego świata. Oraz jak żyć, by nie umrzeć… wewnętrznie:)
„Mam katalog rzeczy, których w życiu nie zrobiłem, bo zabrakło mi odwagi. Czasami tej dużej, a czasami tej mniejszej. Braku tej dużej mniej się wstydzę, ale tych małych niezrobionych rzeczy mi i szkoda, i wstyd. I jeszcze nie umiem o nich pisać”.
Postanowiłam napisać Państwu o tej książce, żeby nie żałować, że tego nie zrobiłam. Zachęcam do zmierzenia się z wnikliwością tej poruszającej i na swój sposób głębokiej opowieści o życiu i umieraniu.
Anita Szlęzak
zdjęcie Autorki