04/01/2026
Teatr "miłości" bywa zabójczy.
OSOBA NARCYSTYCZNA W ROLI OFIARY
to mistrzostwo świata w unikaniu odpowiedzialności.
To nie jest ktoś, kto „ma pecha do ludzi”.
To ktoś, kto **konsekwentnie wybiera narrację**, w której:
– zawsze jest skrzywdzony
– nigdy nie jest sprawcą
– a każda granica innych to „atak”
Narcyz–ofiara nie tonie naprawdę.
On leży w wodzie, ale krzyczy tak głośno,
żeby wszyscy skupili się na nim,
a nie na tym, dlaczego znowu ktoś obok niego przestał oddychać.
To nie jest wrażliwość.
To emocjonalny szantaż.
Bo zobacz, jak to działa:
– rani → płacze
– manipuluje → opowiada o traumie
– przekracza granice → mówi, że jest niezrozumiany
– traci kontrolę → ogłasza się ofiarą
I nagle rozmowa nie jest już o tym, co zrobił.
Jest o tym, **jak bardzo mu ciężko**.
To jest mechanizm.
Powtarzalny.
Cholernie skuteczny.
Najbardziej toksyczni ludzie, jakich spotkasz,
to nie ci, którzy krzyczą „jestem najlepszy”.
To ci, którzy mówią:
> „Zobacz, ile wycierpiałem — więc mi wolno”.
I teraz zdanie, które wielu zaboli:
- Twoje cierpienie nie daje ci prawa ranić innych.
- Twoja trauma nie jest walutą, którą płaci się za brak empatii.
Narcyz w roli ofiary nie chce zrozumienia.
On chce unieważnienia odpowiedzialności.
Bo odpowiedzialność oznaczałaby:
– zobaczyć swój wpływ
– uznać cudzy ból
– znieść wstyd
– zmienić zachowanie
A to jest dla narcystycznego ego nie do zniesienia.
Więc łatwiej jest powiedzieć:
„Ja tylko reaguję”
niż:
„Ja wybieram”.
Bo prawdziwa ofiara nie potrzebuje sceny.
Nie robi z bólu spektaklu.
Nie używa cierpienia jako tarczy.
Prawdziwa ofiara chce wyjść z wody.
Narcyz chce, żeby wszyscy wokół pływali dla niego.
I to jest ta różnica,
która zmienia wszystko.