11/05/2026
Wiele z tych reakcji nie zaczyna się w dorosłości, to raczej echo środowiska, w którym dorastałeś/aś...
Jeśli jako dziecko nauczyłeś/aś się, że spokój w domu zależy od Ciebie, że lepiej nie dokładać problemów, że trzeba „wyczuwać” dorosłych i dostosowywać się do ich nastroju, to Twój układ nerwowy zapamiętał to jako sposób na przetrwanie. Nie jako wybór, tylko jako konieczność.
Z czasem ta strategia przestaje być świadoma, więc wchodzisz w relacje i automatycznie robisz to, co kiedyś działało: łagodzisz napięcie, bierzesz odpowiedzialność za emocje innych, odkładasz siebie na później i nawet jeśli coś Ci nie pasuje, złość pojawia się dopiero po czasie, bo wcześniej nie było na nią miejsca.
Niestety to, co kiedyś chroniło, obecnie nie sprzyja zdrowym relacjom, doświadczasz m.in.: przeciążenia, frustracji, czy poczucia bycia niewidzialnym/ą.
Co może pomóc?
- Zauważanie momentów, w których automatycznie wchodzisz w starą rolę, gdyż samo to już daje przestrzeń na wybór.
- Zadawanie sobie prostych pytań: „czego JA teraz chcę?”, „czy naprawdę JA mam na to zasoby?”.
- Ćwiczenie stawiania granic, zaczynając od drobnego zaznaczenia swoich potrzeb i możliwości.
- Dopuszczanie złości jako informacji, nie zagrożenia.
Najważniejsza myśl to, że nie chodzi o to, żeby przestać być uważnym na innych, chodzi o to, żeby w tym wszystkim zacząć uwzględniać też siebie.