25/01/2026
Trzy miesiące podróży przez wcielenia. I dalej idę.
Minęły trzy miesiące odkąd wszedłem w kurs hipnozy wcieleniowej.
Obiecałem, że dam znać, jak jest naprawdę , więc mówię, prosto z serca.
Na początku nie było żadnych „terapeutycznych cudów”.
Była praktyka. I jeszcze raz praktyka.
Każdy z nas uczestników , przechodzi te procesy z trzech stron:
- jako klient,
- jako terapeuta,
- jako obserwator.
To nie jest teoria z książki. To żywe doświadczenie.
Na sobie. W sobie. Z sobą.
Zaczęliśmy od tzw. sesji rozbłysków krótkich, intensywnych zanurzeń, które uczą czucia.
Nie prowadzenia. Nie kontrolowania.
Czucia. Obecności.
To moment, w którym terapeuta staje się bardziej słuchaczem niż przewodnikiem.
Bo dusza mówi wtedy najwięcej, gdy nie jest popędzana.
Potem przyszła pora na pełną sesję wcieleniową tzw. krajoznawczą.
To nie jest „bajka o poprzednim życiu”.
To podróż z intencją , często bardzo konkretną: odzyskać odwagę, poczuć radość, przypomnieć sobie kim jestem.
Wchodzisz w jedno z wcieleń swojej duszy.
Doświadczasz go w pełni. Czujesz ciało. Patrzysz oczami tamtej postaci.
Idziesz przez życie aż do śmierci i jeszcze dalej , aż do momentu powrotu do Światła.
To niezwykle wzmacniający proces , choć nie jest jeszcze „terapeutyczny” w klasycznym sensie.
Ale jeśli przychodzisz z prawdziwą intencją…
- to dusza wybiera takie wcielenie, które już ma w sobie uzdrowienie.
A na końcu sesji:
zakotwiczasz to w ciele, w sercu, w pamięci.
Takie wcielenie zostaje z tobą.
Nie jako historia , ale jako jakość.
Odwaga. Miłość. Spokój.
To się po prostu w tobie zaczyna dziać.
I to dopiero fundament.
Dopiero teraz, po trzech miesiącach, wchodzimy w część terapeutyczną
czyli w pracę z tym, co boli, co niewypowiedziane, co zostało kiedyś przerwane.
Piszę to, bo obiecałem, że będę się dzielił tą drogą.
Nie po to, żeby coś reklamować.
Ale żeby było wiadomo, jak to naprawdę wygląda od środka.
Bez ściemy. Z ciała. Z duszy.
Ciąg dalszy nastąpi.
Bo to dopiero początek.
🌀 Jeśli czujesz, że cię to porusza możesz napisać.
To nie post sprzedażowy, ale jeśli chcesz to kiedyś przeżyć na własnej skórze… drzwi są.
I mogą się otworzyć.