25/05/2026
Przeczytałam dziś artykuł o związkach z osobami z ADHD i choć rozumiem, że jego intencją prawdopodobnie było pokazanie trudności, z jakimi mierzą się pary, to podczas lektury coraz bardziej miałam poczucie, że cała narracja została zbudowana w bardzo uproszczony i niebezpiecznie jednostronny sposób.
Od pierwszych akapitów wyraźnie było czuć podział na osobę „radzącą sobie”, odpowiedzialną i przeciążoną oraz na osobę z ADHD, która staje się źródłem chaosu, frustracji i problemów wymagających opanowania. Nawet jeśli autor zaznacza, że ADHD nie wynika ze złej woli, to sposób prowadzenia całej narracji sprawia, że osoba z ADHD bardzo szybko zostaje sprowadzona do roli „tej trudniejszej” w związku i powodem problemów.
A przecież relacje nigdy nie działają w tak prosty, zero-jedynkowy sposób. NIGDY.
Sama mam ADHD. Jestem w związku. Znam wiele osób neuroróżnorodnych, które tworzą relacje, czasem bardzo dobre, czasem przeżywające kryzysy, czasem wymagające ogromnej pracy - czyli dokładnie tak samo jak w związkach osób neurotypowych. I naprawdę bardzo daleko mi do myślenia, że można uczciwie opisywać dynamikę relacji wyłącznie z perspektywy partnera, który „musi wytrzymać z osobą z ADHD”.
Bo osoby z ADHD również bywają zmęczone, przeciążone, sfrustrowane i samotne w relacji. One także często mają poczucie, że ciągle zawodzą, że są „za bardzo”, „zbyt emocjonalne”, że znowu nie spełniły czyichś oczekiwań albo nie sprostały codzienności w sposób, którego wymaga od nich otoczenie.
Bardzo często osoby z ADHD przez całe życie uczą się funkcjonować w świecie, który nie jest zbudowany pod ich sposób przetwarzania świata. Uczą się maskowania, kontroli emocji, pilnowania siebie, kompensowania trudności, a jednocześnie nieustannie słyszą, że są „niewystarczające” albo „męczące”.
Dlatego kiedy w artykułach o relacjach pojawia się narracja sugerująca, że tylko osoba z ADHD jest źródłem problemów, a druga pełni rolę ratownika albo ofiary sytuacji, rodzi to we mnie ogromny opór,.
Diagnoza, czy to ADHD, czy spektrum autyzmu, nigdy nie powinna służyć do obwiniania człowieka za wszystko, co dzieje się w relacji. Jeśli diagnoza staje się argumentem używanym przeciwko drugiej osobie, narzędziem odbierania jej wiarygodności, podważania emocji albo tłumaczenia każdej trudności jej neuroróżnorodnością, to przestaje być wsparciem i zaczyna stawać się formą przemocy.
Bo przecież żaden związek nie jest prosty. Każdy wymaga pracy, rozmowy, uczenia się siebie nawzajem, własnych ograniczeń, sposobów regulacji emocji i komunikowania potrzeb. Każdy człowiek wnosi do relacji swoje doświadczenia, mechanizmy obronne, lęki i trudności, niezależnie od tego, czy ma ADHD, ASD, depresję, wysoki poziom lęku czy żadnej formalnej diagnozy.
Relacja nie polega przecież na tym, że jedna osoba ma „naprawić” drugą albo nauczyć się ją „obsługiwać”. Zdrowy związek opiera się na wzajemnym poznawaniu siebie, budowaniu komunikacji i szukaniu takich rozwiązań, które uwzględniają potrzeby obu stron. Czasem oznacza to większą strukturę, czasem więcej elastyczności, czasem uczenie się regulowania konfliktów, a czasem po prostu przyjęcie do wiadomości, że druga osoba doświadcza świata inaczej niż my.
Mam też poczucie, że media bardzo lubią budować proste historie, bo łatwo się je sprzedaje i łatwo wywołują emocje. „Partner osoby z ADHD” jako cierpiący bohater i „osoba z ADHD” jako źródło chaosu to narracja bardzo chwytliwa, ale jednocześnie bardzo krzywdząca i spłycająca rzeczywistość.
Neuroróżnorodność nie działa w tak prosty sposób. Ludzie nie działają w tak prosty sposób. I może właśnie dlatego zamiast szukać winnego, warto rozmawiać o wzajemnym rozumieniu, komunikacji, granicach oraz szacunku dla tego, że każdy człowiek niezależnie od diagnozy ma prawo do swoich trudności, emocji i potrzeb.
W związku jesteśmy razem, by się siebie uczyć, by się wspierać, kochać i szanować. Prawda?