19/02/2026
O WYPALENIU AUTYSTYCZNYM, czyli m.in. o przechodzeniu żałoby po swoim dawnym (albo przyszłym niemożliwym do zrealizowania) życiu. O raniącym porównywaniu się. I o nierównej walce. Wklejam w ramach poszerzania świadomości społecznej w tym temacie, dobrze, że jest nazwany.
Wypalenie autystyczne, autyzm po 40-tce, menopauza.
Na ostatnim spotkaniu podjęliśmy przez chwilę temat olbrzymiego wypalenia, które dotyka dużej ilości osób autystycznych w okolicach 40 roku życia.
Zauważam, że niestety niektóre osoby młodsze (nie wszystkie, u mnie na stronie to pojedyncze przypadki) nie do końca to rozumieją, prawdopodobnie dlatego, że część autystów ma wybiórczą empatię, po prostu są w stanie zrozumieć wyłącznie osoby w swojej sytuacji (wieku, zdolnościach, stanie zdrowia, sytuacji rodzinnej, warunkach).
U mnie jak mówiłam też na spotkaniu "jako tako" jak na moją sytuację, autyzm i schorzenia towarzyszące było w zasadzie nawet do okolic 40 roku życia.
Potem nastąpił przełom, który przyspieszyła i pogorszyła olbrzymia trauma.
Wyczerpanie odbiera mi energię, muszę wszystko planować tak aby ogarnąć tzw. codzienne życie, jak zakupy, wyjście na spacer z osobą dziecięcą, dodatkowe wydarzenie.
Widzę, także wokół siebie, osoby w moim lub starszym nawet wieku, które są w stanie pracować na cały etat, mieć dzieci, dodatkowo studiować zaocznie, podróżować, czasem wolontariat czy zajęcia sportowe.
Co czuję? Smutek, że ja tak nie potrafię i w zasadzie do pewnego stopnia nie potrafiłam nawet w wieku 25 lat.
Totalne zmęczenie, odczucie wyczerpania, którego niestety nie rozumieją także niektórzy lekarze, zwalając wszystko na "depresję", wypalenie materiału, niepasowanie do świata w którym rówieśnicy, a nawet osoby o 10-20 lat starsze prowadzą drastycznie inne życie.
Co czuję? Rozczarowanie, gdy niektóre osoby, w tym te które reklamują się, że pomagają kobietom z autyzmem uważają, że wszystko bym chciała łatwo i najmniejszym kosztem.
Co ciekawe bardzo podobne zdanie usłyszała od innej przebojowej aktywistki także moja dużo młodsza znajoma.
To znaczy, że to przekonanie krąży.
Nie jest się chorym, tylko leniwym. I to robią nam nie neurotypowi, ale osoby, które podobno też mają autyzm.
Unieważnienie naszych odczuć, płynących z przeciążonego organizmu, pełnego ukrytych chorób, nad którymi nadal głowi się medycyna i specjaliści, ale widocznie niektórzy wiedzą lepiej.
Przykre jest, że często nie ma wyrozumiałości, zrozumienia (o którym czasem same one piszą - że to spektrum, więc każdy przypadek jest odmienny, cechy mają inne nasilenie, każdy też ma inne warunki i doświadczenie życiowe), wsparcia niezależnie od tego jak to życie nam wyszło i jak sobie w nim radzimy.
Nikt nie wie ile niekiedy kosztuje mnie wstanie i ubranie, wyjście.
Nikt nie wiem jak męczą i dręczą mnie myśli typowe dla C-PTSD.
Nikt nie wie jak totalnie demotywujące są liche wyniki różnych terapii psychologicznych, którym w zasadzie poddawałam się od 6 roku życia.
Tutaj cytat ze strony angielskojęzycznej (przetłumaczony) 40-letniej autystki (link podam w komentarzu):
"W wieku 40 lat w końcu zdaję sobie sprawę, że nie tylko całe życie byłam „zmęczona” – biegłam maraton w zbroi, która już na mnie nie pasuje. Teraz jestem w samym środku brutalnego wypalenia autystycznego i po raz pierwszy nie potrafię się z niego „upiększyć”.
To nie jest normalne wyczerpanie.
Mogę spać 12 godzin i obudzić się jeszcze bardziej wyczerpana niż wtedy, gdy zamknęłam oczy. To nie brak snu; to całkowite załamanie układu nerwowego. Moje ciało nie tylko prosi o drzemkę – domaga się całkowitego wyłączenia, bo nie ma już nic do zaoferowania. Powrót do zdrowia nie jest już kwestią dni; myślę o tygodniach lub miesiącach, żeby znów poczuć się jak człowiek.
Tracę kontrolę nad podstawowymi umiejętnościami.
Najstraszniejsze jest obserwowanie, jak rzeczy, które kiedyś „po prostu robiłam”, stają się niemożliwe. Stoję w kuchni, a myśl o gotowaniu wydaje mi się jak góra, na którą nie mogę się wspiąć. Dzwoni telefon i czuję autentyczny strach. Wizyta w sklepie spożywczym to jak atak sensoryczny, którego po prostu nie jestem w stanie przetrwać. Obserwuję, jak moje zdolności znikają w czasie rzeczywistym, i to mnie prześladuje.
Świat wydaje się wrogim miejscem.
Wszystko jest teraz „pieklem sensorycznym”. Światła w moim domu oślepiają. Każdy, nawet najcichszy dźwięk sprawia fizyczny ból, niczym igła wbijana w bębenek. Nawet ubranie, które mam na plecach, jest jak papier ścierny na skórze. Moje problemy żołądkowo-jelitowe tak często wywołują u mnie mdłości, że prawie codziennie jedzenie przyprawia mnie o mdłości. Moja tolerancja całkowicie się załamała i czuję się, jakby świat celowo atakował mnie z każdej strony.
Moja maska się roztrzaskała.
Spędziłam 40 lat obserwując swoją twarz, swój ton i swoje reakcje, aby upewnić się, że wszyscy wokół czują się komfortowo. Nie mogę już tego robić. Nie mam siły, żeby być „akceptowalna”. Maskowanie było jedyną rzeczą, która zapewniała mi bezpieczeństwo przez lata, a teraz, gdy jej nie mam, czuję się całkowicie odsłonięta i przerażona.
Moje ciało krzyczy.
To nie tylko w mojej głowie – to w moim zdrowiu fizycznym. Mój przewlekły ból się nasila, trawienie jest w rozsypce, a przeziębienia łapię na każdym kroku. Moje ciało naprawdę się męczy, ponieważ przewlekły stres związany z próbą przetrwania dotknął każdego mojego układu.
Jeśli mnie widzisz i wydaje mi się, że jestem „inna” lub „gorsza” niż byłam wcześniej – wiedz, że nie jestem leniwa. Nie ponoszę porażki. Przeżywam kryzys biologiczny, z którym nigdy nie uczono mnie radzić sobie. W końcu uczę się słuchać swojego ciała, nawet jeśli jego jedynym sygnałem jest teraz „stop”."
Skoro świat neurotypowy bardzo rzadko jest dla nas wyrozumiały bądźmy wyrozumiali dla siebie nawzajem.
Przypominam, że na mojej stronie nie ma wyśmiewania wobec osób z autyzmem słabiej radzących sobie.
W komentarzu podam też tekst o menopauzie ze strony Autystowo.