Poza Słowami Monika Tarczyńska - psychoterapia

Poza Słowami Monika Tarczyńska - psychoterapia Psychoterapeutka Gestalt🍀 Poszukiwaczka nowych perspektyw i narracji w terapii i sztuce🔍🎨✍🏼 KIM JESTEM? Pracuję też przez Skype, Zoom oraz telefon. Pracuję w jęz.

Psychoterapeutką Gestalt, tłumaczką i zwyczajnym, dobrym człowiekiem :) Wykształcenie terapeutyczne zdobywałam w krakowskim Instytucie Gestalt oraz w warszawskiej Szkole Gestalt. Ukończyłam studia humanistyczne na Université de Tours we Francji oraz na Uniwersytecie Warszawskim na kierunkach: Kolegium kształcenia nauczycieli języków obcych (UKKNJF), lingwistyka stosowana (specjalizacja pedagogicz

no-tłumaczeniowa - ILS), filozofia (UW UO), przez 11 lat prowadziłam szkolenia procesowe i onboardingowe w obrębie korporacji finansowych i medycznych. Obecnie praktykuję w gabinecie prywatnym i w Stowarzyszeniu SPOZA zajmującym się wsparciem osób po kryzysach psychicznych oraz zagrożonych wykluczeniem społecznym. Psychoterapia jest dla mnie spotkaniem, gdzie w bezpiecznej atmosferze klient może przyjrzeć się swoim trudnościom, utknięciom życiowym, bólowi, gdzie uczy się akceptować i rekonstruować myśli, zachowania i emocje tak, by żyć pełniej i bardziej w zgodzie ze sobą. Bliska jest mi myśl Alberta Einsteina dot. zmiany:

🍀“Nie możemy rozwiązywać problemów używając takiego samego schematu myślowego, jakim posługiwaliśmy się w trakcie ich pojawienia się.”🍀

Możesz za to, z terapeutą jako lustrem, stworzyć nową narrację i sposoby radzenia sobie z tym, co trudne i blokujące, obniżające jakość Twojego funkcjonowania. Chętnie podejmę się towarzyszenia Ci w tej drodze do zmiany. Do pełniejszego, bardziej satysfakcjonującego jak i świadomego życia. Prowadzę sesje indywidualne z:
osobami dorosłymi / nastolatkami (od 16 r.ż.) / parami / 🏳️‍🌈 osobami LGBT+. Swoją pracę regularnie poddaję superwizji oraz interwizji, stale dokształcam się na warsztatach i treningach terapeutycznych. Przestrzegam zasad Kodeksu Etycznego Europejskiego Stowarzyszenia Psychoterapii Gestalt (EAGT). polskim, angielskim oraz francuskim. Zapraszam do kontaktu pod numerem tel: 502 28 00 82 ✨

SUPERWIZJA 🖌️🍀Są takie dniotygodnie, kiedy ze wszystkich zaległych szkoleń, warsztatów, dokształtów czy książek, terapeu...
19/03/2026

SUPERWIZJA 🖌️🍀

Są takie dniotygodnie, kiedy ze wszystkich zaległych szkoleń, warsztatów, dokształtów czy książek, terapeutka musi wybrać najważniejsze - wstawić pranie i odp. się od siebie. Dziś jest taki dzień i ja jestem tą terapeutką.

Pranie wstawiłam, to drugie wyjdzie w pran.. w pisaniu. 🤓 Niestety i mnie nie ominęły powikłania po kulturze zaprdlu i nawet dziś mój wewnętrzny chomik zapomina, że poza kołowrotkiem jest życie. Życie, w którym można po prostu być, delektować się powolnością (albo po-wolnością) i bez napiny kontemplować prostotę codzienności. Myślę ostatnio, że trzeba mieć kawał odwagi, żeby powiedzieć publicznie -„jestem wystarczająca”, „wystarczam”, „mam w sobie dużo”, „jestem dość” i moje ulubione „jestem. To wystarczy(n). Zazwyczaj dostaniesz w odpowiedzi ocenę, że jesteś narcyzem, że brak Ci skromności, że sie chwalisz i że przecież terapeutka nie może mieć wysokiego poczucia własnej wartości - serio! Nawet mignęło mi niedawno pytanie o tym na fejsie, a pod spodem litania komentarzy, że terapeuta nie może mieć wysokiego owego poczucia i że musi stale w siebie wątpić, douczać się, że to nie wypada.. itp. itd.

Otóż, ja już się nawątpiłam na trzy życia z góry, naszkoliłam za dwa, nawytężałam na bieżące jedno, i przyszedł dzień, w którym jestem w stanie tylko/aż wstawić pranie. To jest maksymalne minimum mojego samorozwoju na teraz. Zarządzam więc samozwańczy samozwój oraz przejściowy bezruch życiowy. Może jesteś akurat w podobnym miejscu? Wiem, że jest Nas więcej. Nas, którzy nie mają siły udawać, że.. mają siłę. Wiem to.

Nie chodzi mi o brak siły do pracy, bardzo ją szanuję i doceniam każdego dnia. Jest moja, moja, wybrana. Bardziej chodzi o to, JAK w niej jestem, i poza nią. Jak siebie traktuję, zwłaszcza, kiedy nikt nie patrzy, ile wymagam i co sobie mówię (albo czego nie mówię, choć zasługuję).

Dostałam dziś na superwizji ogrom wsparcia - żeby być, szukać w sobie zamiast na zewnątrz, docenić to, co już mam. Bo mam. Chomik ciężko na to pracował, teraz może czas odpocząć i przestać udowadniać? Kiedy sprawdzał_ś ostatnio, jak się ma Twój chomik? 😉🐹

Pranie właśnie skończyło cykl. Mój jeszcze trochę potrwa.. Ile? Nie wiem, ale wierzę w cykliczność i ufam jej.

Nie popychaj prania, ono robi się samo. 🧤🧦👕👚🤓

M.
💌

Chcę zostawić Wam dziś na dobranoc kartę. Wylosowałam ją na koniec dnia, w gabinecie, może szukając odpowiedzi, może jej...
09/03/2026

Chcę zostawić Wam dziś na dobranoc kartę. Wylosowałam ją na koniec dnia, w gabinecie, może szukając odpowiedzi, może jej unikając, a może po prostu weszłam w doświadczenie. Gestaltowo. Bardzo mnie poruszyła. Nie tylko idealnie trafiła z emocją (trafiona-zatopiona..), ale przede wszystkim przypomniała o pięknie i głębi języka polskiego. Słowa jak ocean. I tyle niuansów!

Zostawiam dziś tu tę kartę nie tylko dla smutnych, ale dla czujących. Po prostu. Może krótki opis po prawej pomoże Ci rozsupłać choć trochę węzeł uczuć, wyciągnąć choćby jedną nitkę? Obejrzeć ją, nadać jej imię, i oswoić?

Dobrej nocy,

Terapeutka M.
🧶🔍

Umieć zatrzymać się. Bez oceny. Bez pośpiechu. Przyjrzeć się. Zaciekawić. Odnaleźć pod powiekami skojarzenia. Spojrzeć p...
05/03/2026

Umieć zatrzymać się. Bez oceny. Bez pośpiechu. Przyjrzeć się. Zaciekawić. Odnaleźć pod powiekami skojarzenia. Spojrzeć pod słońce. Odszukać w nim odblaski własnych dziecięcych doświadczeń. Pięknych i trudnych. Dotknąć wrażliwością, ale nie za szybko. Najpierw oswoić.

Umieć dojrzeć. I dojrzeć niewidzialne. Rzucić mu drabinkę i czekać cierpliwie na powierzchni z ciepłym kocem. Nie pospieszać. Szanować rytm i arytmię na równi. Szukać piękna. W pięknie tętna. Zwłaszcza gdy trudno. Gdy pusto.

Pamiętać o tajemnicy. Zawodowej, zasadzie poufności, etyce. Ale przede wszystkim o tej najważniejszej - że Człowiek sam w sobie jest tajemnicą. Ilorazem znaczeń. I że to ja wybieram, jak na niego patrzę.

Tego właśnie chcę się uczyć. Umieć i uczyć od nowa. W życiu i w procesie terapeutycznym. Obserwować i szukać znaczeń tam, gdzie nikt inny nie szukał. A kiedy nie znajdę w porę, polubić samo szukanie. Z wzajemnością.

Właśnie tego.

Terapeutka M.
💌

Na dobranoc moja nowa recenzencka widokówka z książki Sabiny dla portalu opsychologii.pl. O traumie. O powrotach. O tym,...
04/03/2026

Na dobranoc moja nowa recenzencka widokówka z książki Sabiny dla portalu opsychologii.pl. O traumie. O powrotach. O tym, dlaczego warto do niej zajrzeć choć raz, a więcej niż raz wracać i sobie przypominać. Dedykuję przede wszystkim - wszystkim 🙂 A zwłaszcza osobom, którym łatwo przychodzi unieważnianie własnych doświadczeń, własnej historii.

Owocnej lektury, na dobre i na złe.

Terapeutka M.
💌

"Bardzo brakowało mi takiej lektury – mi terapeutce, ale przede wszystkim mi człowiekowi. To nie jest prosta sprawa, napisać książkę o tak trudnym i dotykającym ładunku w nieskomplikowanym i jednocześnie bezpiecznym tonie. Przychodzi mi do głowy (i do serducha) cytat Navala Ravikanta – „Aby napisać dobrą książkę, trzeba samemu najpierw stać się książką”. I Sabinie to się udało."

Tak o "Powrocie do ciała" napisała wyjątkowa Poza Słowami Monika Tarczyńska - psychoterapia . I te słowa mnie głęboko wzruszają. Dziękuję Ci za nie, Moniko (i wiele innych - przy naszych innych życiowych okazjach - też).

A tu znajdziecie całą recenzję Moniki zamieszczoną na opsychologii.pl:

https://opsychologii.pl/trauma-powrot-do-ciala-powrot-do-siebie.html

Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego

Nad:Samotnością. Szaleństwem. Smutkiem. Żałobą. Żalem. Życiem.Bólem. Bezradnością. Byciem.Wrażliwością. Wyjątkowością. W...
02/03/2026

Nad:
Samotnością. Szaleństwem. Smutkiem.
Żałobą. Żalem. Życiem.
Bólem. Bezradnością. Byciem.
Wrażliwością. Wyjątkowością. Wstydem.
Miękkością. Małością.
Prz*szłością.

Cały alfabet mogłabym wypisać o miłości, taka jest pojemna. Miłość to nie tylko czuwanie - to też od-czuwanie, prze-czuwanie i współ-odczuwanie. To sztuka kontaktu, terapia uczy, jak trudna ale i piękna jest to sztuka.

Terapeutka M.
💌

Gdybym miała siedem dodatkowych żyć, poświęciłabym kolejno każde na dokształt z: neurobiologii, neurologii, psychiatrii,...
01/03/2026

Gdybym miała siedem dodatkowych żyć, poświęciłabym kolejno każde na dokształt z: neurobiologii, neurologii, psychiatrii, dietetyki, endokrynologii, gastroenterologii i psychotraumatologii. A że mam jedno, to pozostaje mi zabawa w dr House’a w mikroskali.

Ubolewam psychicznie (i fizycznie niestety) nad brakiem holistycznego podejścia do Człowieka, nad 15-minutowymi pseudowizytami, brakiem przeszkolenia terapeutycznego u lekarzy, zwłaszcza psychiatrów, nad brakiem aktualnej wiedzy. Nad odsyłaniem (nie wiadomo gdzie, aby dalej), nad odbieraniem szacunku i nadziei. Mojej też oczywiście, przecież bywam pacjentką.

Wiem, nie zbawię świata (choć mój gabinet mieści się przy Pl.Zbawiciela, na Al. Wyzwolenia 14a 😉), ale wierzę, że moja wiedza może komuś realnie pomóc. Nie ta z warsztatów, czy ze szkoły - o niskiej ferrytynie i jej skutkach na dosłownie cały organizm, mikrobiocie, próbach tężyczkowych, chorobach autoimmunologicznych, powikłaniach po covidzie, chronicznym zmęczeniu czy zaburzeniach nastroju uczyłam się z doświadczenia - własnego i pacjentów. Rozmawiając i dociekając u przytomniejszych (i gotowych na rozmowę) lekarzy. Jestem też ogromnie wdzięczna mojej Terapeutce, której dociekliwość to drugie imię i wciąż zaskakuje mnie nieoczywistymi formami wsparcia. I dziękuję też mojej siostrze, która za chwilę broni magistra z dietetyki na WUM-ie (duma!) za jej najnowszą wiedzę w temacie, a zwłaszcza regularne obalanie mitów żywieniowych, suplementacyjnych i ogólnoustrojowych, wciąż obecnych w gabinetach choćby medicoveru.. To u niej wpadłam na tę książkę.

Sprawdzam. Dociekam. Wciąż mierzę się z bezsilnością czy kolejną dziurą w portfelu po nietrafionej wizycie. Z niedoskonałością systemu. I równolegle, nieregularnie ale skokami, przyznaję, poluję na nowe cegiełki wiedzy, na alternatywne wsparcie, nie ma znaczenia czy medycznie potwierdzone, czy nie. Jeśli działa, działa. Trochę tych cegieł już mam, na fundament starczy. Reszta w budowie. Są też momenty triumfu, kiedy u pacjenta objaw wycisza się, ustępuje, przychodzi ulga. Wtedy czuję, że warto było błądzić i wnikać.

Tylko tyle mogę.
Aż tyle chcę.

Tu fragment ze świetnej neurobiologicznej książki ze zdjęcia, nauczy Cię o zdrowiu, mózgu, diecie, śnie i ruchu tego wszystkiego, czego powinna nauczyć szkoła, zamiast budowy pantofelka. 🦠🔍

O niedoborze żelaza:

„Wśród objawów dotyczących mózgu najczęściej wskazuje się stałe zmęczenie, uczucie niewyspania, pogorszenie nastroju, brak siły na aktywność fizyczną, bladość i kłopoty ze skupieniem uwagi. Dlaczego tak się dzieje? Żelazo jest jednym z kluczowych kofaktorów, elementów wzmacniających reakcje powstawania serotoniny, dopaminy, noradrenaliny, a także GABA. A więc - jak już wiemy - neuroprzekaźników, które bezpośrednio i pośrednio związane są z neurochemicznymi przyczynami depresji. […] Badania wykazały, że niedokrwistość z powodu żelaza rzeczywiście jest związana z depresją, niepokojem związanym ze stresem i bezsennością. Pierwiastek ten ogrywa kluczową rolę w prawidłowej morfologii, neurochemii i bioenergetyce mózgu”.

Zatem niech Was wiedza nawiedza 😅 i przede wszystkim dużo Zdrowia życzę.

Terapeutka M.
💌

Cisza - chwila oddechu, wycofanie z rozwrzeszczanego świata, czas poza czasem. Dla niektórych przytulna poczekalnia, w k...
27/02/2026

Cisza - chwila oddechu, wycofanie z rozwrzeszczanego świata, czas poza czasem. Dla niektórych przytulna poczekalnia, w której przybywa sił na nadchodzące mniejsze czy większe, dla innych niektórych - strefa rażenia, do której nawet ciężko się zbliżyć. W ciszy bardziej słychać. I czuć. Wszystko wyłazi.. tymczasem (i czasem) skrawek ciszy, ta niepozorna materia, to najlepsza rzecz, jaką możesz sobie podarować. Naprawdę, może terapia nie zawsze musi nieść rewolucje, spektakularne wglądy czy prądy już, teraz? Nastawiamy się na wielkie zmiany (my - bo ja też się jeszcze na to łapię), i narzędzia, pielęgnując niecierpliwość pomiędzy sesjami, a przecież równolegle do procesu zmian toczy się tzw. życie i może w dniu takim jak ten, jedyne, czego potrzebujesz to zjeść ciepłą zupę, poćwiczyć jogę, wyregulować swój odbiornik, zamknąć oczy i odp* się od siebie. Może mniej znaczy więcej? Może w procesie zdrowienia nie zawsze trzeba się emocjonalnie zdzierać do kości, tylko poszukać wysepki lekkości? Lekkość lubi ciszę. Cisza to jej nisza. Miejsce-schron. Falochron. Spadochron. Piorunochron. Miejsce, gdzie nie musisz ciągle działać ani udowadniać, że masz prawo tu być, bez względu na to, co bredzi Ci do ucha wewnętrzny wujek kapitalizm.

Chodzi mi o to, że czasem zmiana jest dokładnie nie tam, gdzie się jej spodziewamy, a już na pewno nie spotkałam na terapeutycznej drodze osoby, która uzdrowiłaby się dzięki przeciążeniu i funkcjonowaniu ponad swoje siły, zagłuszając swoją wewnętrzną ciszę. W ten sposób prędzej zamiast wyjść na prostą, wyjdziesz.. z siebie, nic przyjemnego.

Cisza-postój
Ciszanów Wielki
Dupochron
Duszochron
Egzystencjalna grawitacja
. nazwij, jak chcesz. Świat się nie zamknie ani nie zwolni. To, co możesz zrobić (no, chyba że nie możesz, ja wciąż sie staram), to wziąć odpowiedzialność za proporcje pomiędzy jego hałasem, a Twoim brzmieniem. Gestalt nauczył mnie, że odpowiedzialność daje wolność. Wolność od i wolność do - wolność dwukierunkową. Mam nadzieję, że się na niej spotkamy jeszcze nie raz.

M.
💌

O WYPALENIU AUTYSTYCZNYM, czyli m.in. o przechodzeniu żałoby po swoim dawnym (albo przyszłym niemożliwym do zrealizowani...
19/02/2026

O WYPALENIU AUTYSTYCZNYM, czyli m.in. o przechodzeniu żałoby po swoim dawnym (albo przyszłym niemożliwym do zrealizowania) życiu. O raniącym porównywaniu się. I o nierównej walce. Wklejam w ramach poszerzania świadomości społecznej w tym temacie, dobrze, że jest nazwany.

Wypalenie autystyczne, autyzm po 40-tce, menopauza.

Na ostatnim spotkaniu podjęliśmy przez chwilę temat olbrzymiego wypalenia, które dotyka dużej ilości osób autystycznych w okolicach 40 roku życia.

Zauważam, że niestety niektóre osoby młodsze (nie wszystkie, u mnie na stronie to pojedyncze przypadki) nie do końca to rozumieją, prawdopodobnie dlatego, że część autystów ma wybiórczą empatię, po prostu są w stanie zrozumieć wyłącznie osoby w swojej sytuacji (wieku, zdolnościach, stanie zdrowia, sytuacji rodzinnej, warunkach).

U mnie jak mówiłam też na spotkaniu "jako tako" jak na moją sytuację, autyzm i schorzenia towarzyszące było w zasadzie nawet do okolic 40 roku życia.

Potem nastąpił przełom, który przyspieszyła i pogorszyła olbrzymia trauma.

Wyczerpanie odbiera mi energię, muszę wszystko planować tak aby ogarnąć tzw. codzienne życie, jak zakupy, wyjście na spacer z osobą dziecięcą, dodatkowe wydarzenie.

Widzę, także wokół siebie, osoby w moim lub starszym nawet wieku, które są w stanie pracować na cały etat, mieć dzieci, dodatkowo studiować zaocznie, podróżować, czasem wolontariat czy zajęcia sportowe.

Co czuję? Smutek, że ja tak nie potrafię i w zasadzie do pewnego stopnia nie potrafiłam nawet w wieku 25 lat.

Totalne zmęczenie, odczucie wyczerpania, którego niestety nie rozumieją także niektórzy lekarze, zwalając wszystko na "depresję", wypalenie materiału, niepasowanie do świata w którym rówieśnicy, a nawet osoby o 10-20 lat starsze prowadzą drastycznie inne życie.

Co czuję? Rozczarowanie, gdy niektóre osoby, w tym te które reklamują się, że pomagają kobietom z autyzmem uważają, że wszystko bym chciała łatwo i najmniejszym kosztem.
Co ciekawe bardzo podobne zdanie usłyszała od innej przebojowej aktywistki także moja dużo młodsza znajoma.

To znaczy, że to przekonanie krąży.

Nie jest się chorym, tylko leniwym. I to robią nam nie neurotypowi, ale osoby, które podobno też mają autyzm.

Unieważnienie naszych odczuć, płynących z przeciążonego organizmu, pełnego ukrytych chorób, nad którymi nadal głowi się medycyna i specjaliści, ale widocznie niektórzy wiedzą lepiej.

Przykre jest, że często nie ma wyrozumiałości, zrozumienia (o którym czasem same one piszą - że to spektrum, więc każdy przypadek jest odmienny, cechy mają inne nasilenie, każdy też ma inne warunki i doświadczenie życiowe), wsparcia niezależnie od tego jak to życie nam wyszło i jak sobie w nim radzimy.

Nikt nie wie ile niekiedy kosztuje mnie wstanie i ubranie, wyjście.
Nikt nie wiem jak męczą i dręczą mnie myśli typowe dla C-PTSD.
Nikt nie wie jak totalnie demotywujące są liche wyniki różnych terapii psychologicznych, którym w zasadzie poddawałam się od 6 roku życia.

Tutaj cytat ze strony angielskojęzycznej (przetłumaczony) 40-letniej autystki (link podam w komentarzu):

"W wieku 40 lat w końcu zdaję sobie sprawę, że nie tylko całe życie byłam „zmęczona” – biegłam maraton w zbroi, która już na mnie nie pasuje. Teraz jestem w samym środku brutalnego wypalenia autystycznego i po raz pierwszy nie potrafię się z niego „upiększyć”.
To nie jest normalne wyczerpanie.
Mogę spać 12 godzin i obudzić się jeszcze bardziej wyczerpana niż wtedy, gdy zamknęłam oczy. To nie brak snu; to całkowite załamanie układu nerwowego. Moje ciało nie tylko prosi o drzemkę – domaga się całkowitego wyłączenia, bo nie ma już nic do zaoferowania. Powrót do zdrowia nie jest już kwestią dni; myślę o tygodniach lub miesiącach, żeby znów poczuć się jak człowiek.
Tracę kontrolę nad podstawowymi umiejętnościami.
Najstraszniejsze jest obserwowanie, jak rzeczy, które kiedyś „po prostu robiłam”, stają się niemożliwe. Stoję w kuchni, a myśl o gotowaniu wydaje mi się jak góra, na którą nie mogę się wspiąć. Dzwoni telefon i czuję autentyczny strach. Wizyta w sklepie spożywczym to jak atak sensoryczny, którego po prostu nie jestem w stanie przetrwać. Obserwuję, jak moje zdolności znikają w czasie rzeczywistym, i to mnie prześladuje.
Świat wydaje się wrogim miejscem.
Wszystko jest teraz „pieklem sensorycznym”. Światła w moim domu oślepiają. Każdy, nawet najcichszy dźwięk sprawia fizyczny ból, niczym igła wbijana w bębenek. Nawet ubranie, które mam na plecach, jest jak papier ścierny na skórze. Moje problemy żołądkowo-jelitowe tak często wywołują u mnie mdłości, że prawie codziennie jedzenie przyprawia mnie o mdłości. Moja tolerancja całkowicie się załamała i czuję się, jakby świat celowo atakował mnie z każdej strony.
Moja maska ​​się roztrzaskała.
Spędziłam 40 lat obserwując swoją twarz, swój ton i swoje reakcje, aby upewnić się, że wszyscy wokół czują się komfortowo. Nie mogę już tego robić. Nie mam siły, żeby być „akceptowalna”. Maskowanie było jedyną rzeczą, która zapewniała mi bezpieczeństwo przez lata, a teraz, gdy jej nie mam, czuję się całkowicie odsłonięta i przerażona.
Moje ciało krzyczy.
To nie tylko w mojej głowie – to w moim zdrowiu fizycznym. Mój przewlekły ból się nasila, trawienie jest w rozsypce, a przeziębienia łapię na każdym kroku. Moje ciało naprawdę się męczy, ponieważ przewlekły stres związany z próbą przetrwania dotknął każdego mojego układu.
Jeśli mnie widzisz i wydaje mi się, że jestem „inna” lub „gorsza” niż byłam wcześniej – wiedz, że nie jestem leniwa. Nie ponoszę porażki. Przeżywam kryzys biologiczny, z którym nigdy nie uczono mnie radzić sobie. W końcu uczę się słuchać swojego ciała, nawet jeśli jego jedynym sygnałem jest teraz „stop”."

Skoro świat neurotypowy bardzo rzadko jest dla nas wyrozumiały bądźmy wyrozumiali dla siebie nawzajem.

Przypominam, że na mojej stronie nie ma wyśmiewania wobec osób z autyzmem słabiej radzących sobie.

W komentarzu podam też tekst o menopauzie ze strony Autystowo.

Moje słowa od stycznia śpią. Nie mogę ich dobudzić, może to i lepiej..? Wydobywam więc dwie bryłki tekstu z książki „Pod...
16/02/2026

Moje słowa od stycznia śpią. Nie mogę ich dobudzić, może to i lepiej..? Wydobywam więc dwie bryłki tekstu z książki „Pod lodem” Joanny Jurewicz, która dostała diagnozę spektrum autyzmu w wieku 59 lat.

Nie musisz być w spektrum, żeby ją przeczytać, ale możesz. Możesz też poczuć, że jest o Tobie, jeśli zmagasz się z codziennością i nie masz już siły, jeśli odstajesz, choć bardzo bardzo się starasz, jeśli Twój aktualny wewnętrzny ciężar to samotność, lęk czy przerażenie dorosłym życiem. Albo wszystko naraz. To książka o tym, że w niektórych tematach panuje wieczna zima, o kosztach bycia sobą, o rozedrganiu. Też o istnieniu. I o nieistnieniu. Pod lodem. Z tym czymś w środku.

Jestem zmęczona końcówką zimy, powinnam jej chyba dostawić oddzielny fotel w gabinecie, tak często się pojawia. Być może jedziesz na minimum, które aktualnie jest Twoim maksimum. To też w porządku. Podobno nieuciekanie od tego, co jest, mniej boli. Wciąż się tego uczę.

Książka osobista, osobliwa i osobna. O trudach osoby w spektrum, która na zewnątrz świetnie sobie radzi. O trudach w ogóle. Zostawiam dwa fragmenty - jeden niczym kostka lodu na kark, drugi cieplejszy i niosący nadzieję, przecież już tylko cztery wtorki do wiosny.. 🌸🌿

„Po diagnozie postanowiłam - jak to się mówi? - ,przyznać się’. Będę wchodzić ze wszystkim, czym jestem: zwierzę, lód, skóra właściwa, umysł, totalny coming-out, proszę, macie mnie na widelcu, tak, nie mam pieniędzy, bo sobie z nimi nie radzę, bo nie umiem liczyć, bo zakładam pozytywne scenariusze, bo jestem tragicznie naiwna, tak, boję się z wami spotkać tak bardzo, że muszę się przedtem i w trakcie wódki napić, tak, jestem miła i dobrze wychowana, bo chcę, żebyście mnie lubili i zobaczyli, jaka nie jestem, choć czasem mam ochotę podłożyć bømbę pod was wszystkich, wchodzę między was, niepasująca i niemaskująca się. I co z tego? I tak was już nie mam, już was straciłam, wszyscy moi przyjaciele, przyjaciółki i kochankowie. Za późno. Nie dałam wam szansy polubić mnie taką, jaką jestem”.

[…]

„Lęk zniknie w ciepłych ramionach Lasu. Będę mogła zacząć oddychać pełną piersią. Zdjąć zbroję. Nie być jak zwierzyna łowna - ciągle czujna. Zwierzę zaśnie obsypane gwiezdnym pyłem. Lód wyprzejrzyścieje, bym mogła patrzeć przez jego tęczowe załamania. Skóra właściwa zmięknie pod pocałunkami słońca i deszczu. Zacznę po prostu istnieć. Będę sobą. Taką, jaką jestem. Potykającą się wciąż o te same linki namiotu, zostawiającą telefon na dworze na całą noc, a potem rano w panice go szukającą, z psami plączącymi się wokół nóg, stroniącą od ludzi, ale równocześnie chętnie rozmawiającą z paniami w sklepie odległym o bezpieczne osiemnaście kilometrów. „Jesteś dzieckiem wszechświata, tak jak drzewa i gwiazdy. Masz prawo być tutaj”.”

Trzymajcie się,
M.

🤍🩵💙

́żnorodność

Rozk-miny posuperwizyjne dziś. Dawno nie było, dlaczego? Bo, choć jak nazwa wskazuje, miewam super wizje w trakcie, to j...
30/01/2026

Rozk-miny posuperwizyjne dziś. Dawno nie było, dlaczego? Bo, choć jak nazwa wskazuje, miewam super wizje w trakcie, to jednak nie zawsze są takie super, a zwyczajnie trudne i wymagające dodatkowej pracy własnej. Wygląda to tak - poza omawianiem procesów, muszę się otworzyć - dosłownie otworzyć się, swoje bebeszki wstydu, kompleksów, niepokoju, bezsilności, a potem bawimy się z superwizorką w chirurgów, taka operacja na otwartym self. W Gestalcie każda zmiana w terapeucie wpływa bezpośrednio na pole relacyjne z pacjentami, dlatego nie ma opcji skitrania się za suchym omawianiem procesów. Może byłoby łatwiej, a tak.. czasem wydaje mi się, że osiągam mastera w upierdliwości, i że zaraz mnie wywalą przez okno 😅 Ale to nie moja wina, że nigdy nie kończą mi się pytania, całkiem to pożyteczne, ale i męczące. Dla obu stron.

Niepisanie po superwizjach jest też o tym, że coraz częściej zauważam jej nieprzekładalność na słowa. To przecież też praca mocno relacyjna, momentami nieuchwytna albo ciutuchwytna. Do niedawna mi to przeszkadzało, czułam że taaak bardzo Chcę Wam (i sobie przy okazji) opowiadać, co tam się działo, zupełnie jakby mi się w środku otworzyła poduszka powietrzna, rozpierająca mnie od środka. Ale nie udało mi się opowiedzieć, najpierw raz, drugi, minął czas krótki, długi, słowa nie przyszły. I wiecie co? Tak jest dobrze. Gestalt nie jest nurtem strukturalnym, tylko procesowym - to, co pojawia się na bieżąco jest tak złożone i rozłożone jednocześnie, że słowa mogą się schować. Psychoterapia jest sztuką - kiedyś brzmiało to dla mnie patetycznie, ale dziś co najwyżej.. apetycznie 😉, bo chcę więcej i więcej. Najwyżej będę mentalnie gruba. 🤓

Zauważam też, że coraz więcej na superwizji o neuroatypowości, która w moim 🧠 i 🫀zajmuje miejsce szczególne. Ciekawe, gdzie mnie to zaprowadzi?

I jeszcze, będę to podkreślać i urealniać - psychoterapeutka to bardzo samotniczy zawód. Nie mogę wieczorem po pracy wygadać się kumpeli, opowiedzieć, co mnie rozstroiło czy zachwyciło na sesji. Na superwizji mogę. Ale nie mam jej codziennie, tylko 3-4 razy w miesiącu, a pomiędzy.. noszę ten tetris w środku. Wygląda to tak - myję zęby przed snem - pyk! - czy ja to dobrze zrozumiałam? Próbuję czytać - pyk! A może trzeba się było zamknąć zamiast gadać? Następnego dnia przy kasie w Biedrze, - omg, jaka to była piękna wymiana, i ten uśmiech.. - pyk! chyba nie kumam tego procesu - pyk! Dopisz notatki! Pyk! No spektakularnie schrzaniłam ten eksperyment.. tak naprawdę schrzaniłam o wiele więcej w procesach, choć za chrzanem nie przepadam.

Taka szybka migawka z terapeutycznego zaplecza, cieszę się bardzo, że mogę o tym pisać, po swojemu, bez ściemy. Sama daaawno temu wiele bym dała, żeby w trakcie swojej pierwszej terapii podpatrzeć, jakie to jest z drugiej strony. Ale to były inne czasy, gdzie stare dziadki objaśniały mi świat. Dziś ja objaśniam, choć bardziej rozjaśniam, i mam nadzieję, że mogę się Wam do czegoś przydać.

Chciałabym.
M.
💌

Ale jaja, wyłowiłam dziś z porannej ☕️ cel na 2026r., choć wcale a wcale, nie szukałam. Cie-kawa sprawa 😊.Cel brzmi - NI...
28/01/2026

Ale jaja, wyłowiłam dziś z porannej ☕️ cel na 2026r., choć wcale a wcale, nie szukałam. Cie-kawa sprawa 😊.

Cel brzmi - NIE ZDZIADZIEĆ. Czyli co?

🌈 Starać się wciąż i wciąż być taką terapeutką, do której sama bym poszła.

🌈 Podtrzymywać płomyk wrażliwości, ale nie pozwolić się jej spalić. Albo wypalić.

🌈 Każdego dnia odkryć coś, dowiedzieć się. Nauczyć albo oduczyć. 💡⏳

🌈 Nie zamienić się z biegiem lat w fotel, (któremu z biegiem akurat nie po drodze), mięśnie się same nie zbudują. Dobra terapeutka to nieskapciała terapeutka, tym bardziej pracująca z ciałem. 💪🏼🏋🏻‍♀️

🌈 Nigdy nie wątpić w siebie. I ciągle w siebie powątpiewać. Sprawdzać. Dociekać. Nie uciekać. 🔍📝

🌈 Dupościsk wszelki na superwizji luzować. 🩲🪢

🌈 Rozwój to nie wyścig. Poszerzać się dla dobra innych (i swojego), dla sztuki (kontaktu), dla bycia jakością, zamiast udowadniania.

🌈 Nigdy nie zamieniać autentycznego flow pisania, strumienia świadomości na Insta-sprzedażowe-kup-mnie. Moja intencja leży gdzie indziej.

🌈 Relację z Gestaltem pielęgnować, ale bez absolutu i wierności za wszelką cenę. Poliamoria nurtowa zamiast 😊.

🌈 Każdy dzień terapii własnej święcić (a jak jest trudno, to święcić podwójnie). 🧩

🌈 Poczucie humoru polerować, bez niego da się pracować, ale po co? 🪙

🌈 Pamiętać, PO CO to wszystko. 🎯

Pan od BHP pracowego byłby dumny 😅. Nie planowałam tego wpisu, ale, jak widać, on miał inny plan. I dobrze. Wartości nadają kierunek, dzięki nim nie muszę za każdym razem rozkminiać od nowa, jaką terapeutką chcę się sta(wa)ć. Jest łatwiej. Teraz tylko pokora, cicha determinacja i dyscyplina. Nie wszystek zdziadzieję! Mam nadzieję 😅

M.
💌

Adres

Aleja Wyzwolenia 14a
Warsaw
00-570

Telefon

+48502280082

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Poza Słowami Monika Tarczyńska - psychoterapia umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Poza Słowami Monika Tarczyńska - psychoterapia:

Udostępnij