Magdalena Borkowska - psycholog, psychoterapeuta

Magdalena Borkowska - psycholog, psychoterapeuta Dzień dobry! Cieszę się, że odwiedzasz moją stronę. Jestem psychologiem i psychoterapeutą integracyjnym.

Wspólnie z Klientem budując relację pełną akceptacji i zaufania, szukam przyczyn trudności, jakie napotkał na swojej drodze.

24/11/2025

Zapraszam państwa na moją stronę w sieci, na której publikuję treści związane ze zdrowiem psychicznym i materiały do samodzielnego rozwoju w zakresie wspierania psychiki :)

Psychoterapia Siebielubna ❤️

14/11/2025

Jesteśmy przekonani, że ciągłe niepokoje o bliskich to dowód zaangażowania i głębokiej więzi. Jeżeli więc się nie martwimy, to znaczy, że nie kochamy naprawdę. Czy jednak kochać kogoś na pewno oznacza ciągle martwić się o niego? Okazuje się, że martwienie się to nie jest jedyny sposób okazywania miłości. Możemy wyrażać ją również przez zaufanie, empatię i głęboką akceptację.

Skąd zatem w nas przekonanie, że kochać oznacza nieustannie się martwić? Często to spuścizna dawnych doświadczeń i przeszłych pokoleń. Kiedy nasi przodkowie doświadczali wojen, represji, niebezpieczeństw czy nagłych strat, mogło się w nich wykształcić przekonanie, że kochać znaczy nieustannie czuć lęk o bliskich. W warunkach ciągłego zagrożenia zamartwianie się wydawało się uzasadnioną formą troski o bezpieczeństwo. Problem w tym, że owe przekonanie nie „zaktualizowało się”.

Z kolei miłość przez zaufanie nie oznacza naiwności czy zaprzeczania realnym zagrożeniom. Nie chodzi w niej o zaklinanie rzeczywistości: „Na pewno wszystko będzie dobrze”. Osoba kochająca z ufnością nadal troszczy się o bezpieczeństwo bliskiego, ale priorytetem staje się dobro relacji i wzajemne zaufanie.

Więcej o tym, czym jest rozróżnienie „kochać to martwić się” a „kochać to ufać” w artykule, który napisałem dla Newsweek Psychologia. Linki do artykułu w komentarzu.

Fot. J W / Unsplash

13/11/2025
07/11/2025

Ci, którzy podejmują trud terapii, uczą się na nowo ufać samemu sobie, uczą się także na nowo ufać drugiej osobie.

📖 Andrzej Cechnicki i Anna Liberadzka, „Umacnianie i zdrowienie. Dać nadzieję." Wydawnictwo UJ.
📸 Unsplash/ Malia Moore

07/11/2025

Są różne sposoby utrwalonego rezygnowania z siebie. Zazwyczaj kojarzą nam się ono z odrętwieniem, znieruchomieniem, zamazaniem swojej obecności w świecie. Są też jednak sposoby na rezygnowanie z siebie bardzo wyraziste, tryskające energią, bardzo dezorientujące (przede wszystkim osobę, która z siebie rezygnuje).

Czasami bardzo wcześnie w dzieciństwie uczymy się, że możemy przetrwać tylko, jeśli będziemy ożywiać (wpół-martwych) ludzi wokół nas. W logice małego dziecka bowiem jego przetrwanie równa się użyczaniu swojej energii osobie, od której zależy jego życie. Nie przetrwa bez swoich opiekunów. Zrobi więc wszystko, by ludzie wokół niego byli żywi, choć tak naprawdę są oni tylko o-żywiani.

Z czasem tak bardzo budzenie drugiego wchodzi nam w krew, że nie zauważamy, jak bardzo w tym trwonieniu energii gubimy się my sami. Nie umiemy być żywotni sami dla siebie, potrafimy jedynie w swoim życiu ożywiać się w służbie budzenia kogoś innego.

Możemy być - po dziesiątkach lat takiego przekraczania siebie - bardzo zmęczeni. Musieliśmy podtrzymać płomień życia u siebie i u tylu innych ludzi, o których opowiadaliśmy sobie opowieść, że sobie bez nas nie poradzą. Wyczerpanie - fizyczne, emocjonalne, relacyjne, a nawet duchowe - to często konsekwencja takiego długoletniego zlewania się z drugą osobą/innymi osobami. To efekt nieumiejętności różnicowania się od innego. I choć kiedyś ratowało nas to przed psychologicznym (a może i fizycznym) unicestwieniem, może samo w sobie nas powoli unicestwiać.

Zostawianie swojej energii dla samego siebie to może być najtrudniejszy i najważniejszy egzystencjalnie krok dla tych z nas, którzy dorastali z ludźmi pogrążonymi w otchłani.
Postawienie granicy między czyimś cierpieniem a naszym potencjałem ulżenia temu cierpieniu to najważniejsze życiodajne różnicowanie.

To ważne, by móc w sobie ten relacyjny schemat rozpoznać, opłakać, nie uwodzić się, że jest to czymś więcej niż jest (choćby wszyscy mówili, jak wspaniale im przy nas jest, jak bardzo cenią sobie naszą energię, sposób bycia, ten moment wspólnoty, w którym - de facto - oni rozbłyskują, a my dla siebie samych giniemy).
Jeszcze ważniejsze jest, by nie pozwolić sobie zupełnie pogrążyć we wstydzie, gdy zdecydujemy przerwać tę starą - może jak całe nasze życie - strategię ratowania własnego życia. Ten wstyd ma nas chronić przed psychologicznym rozpadem i - choć chce dobrze - przynależy do przeszłości, a nie teraźniejszości.

Zdrowe granice dla naszej energii, dla naszej troski, dla rozbłyskiwania fajerwerkami dla kogoś innego to dla wielu osób fundament zdrowego bycia ze sobą i w relacjach.

Trzymam za Was w tym procesie - oddzielania się od pochłoniętych nie-życiem innych i zostawianiu swojej witalności również dla siebie samych - kciuki.

29/10/2025

"Gdybym mogła od nowa wychowywać dziecko,
Częściej używałabym palca do malowania, a rzadziej do wytykania.
Mniej bym upominała, a bardziej dbała o bliski kontakt.
Zamiast patrzeć stale na zegarek, patrzyłabym na to, co robi.
Wiedziałabym mniej, lecz za to umiałabym okazać troskę.
Robilibyśmy więcej wycieczek i puszczali więcej latawców.
Przestałabym odgrywać poważną, a zaczęła poważnie się bawić.
Przebiegałabym więcej pól i obejrzała więcej gwiazd.
Rzadziej bym szarpała, a częściej przytulała.
Rzadziej byłabym nieugięta, a częściej wspierała.
Budowałabym najpierw poczucie własnej wartości, a dopiero potem dom.
Nie uczyłabym zamiłowania do władzy, lecz potęgi miłości."
Diane Loomans

fot. Sander Weeteling

25/10/2025

"Dzieci będące w niedobrych relacjach z rodzicami potrafią niejednokrotnie – jak powiedziała moja pacjentka – nakarmić się kropelką, czyli z czegoś małego wyciągnąć wiele. Są często odporne psychicznie, inteligentne, odpowiedzialne i mądre życiowo. Mają poczucie humoru, dystans do siebie i rzeczywistości. Jeśli tylko popracują nad wiarą w siebie i pozwolą się sobie rozwinąć, dadzą sobie radę z różnymi zadawnionymi emocjami.
(...) I będą mogły nie tylko przerwać wielopokoleniowy ciąg cierpienia i stać się wystarczająco dobrymi rodzicami dla swoich dzieci. A w pewnym sensie także…
…rodzicami sami dla siebie."
Katarzyna Schier

fot. Carlos

23/10/2025

„czy nie chciałaby Pani trochę o siebie zadbać? fryzura, makijaż, dużo by to dało”

Widzę pytanie z serii: „nie wierzę, że to czytam”.
Ale niech wam będzie – powiedziałam: pytajcie o co chcecie.

Więc spieszę z odpowiedzią i rozbiciem tego pytania na czynniki pierwsze 👇

1. To nie jest neutralne pytanie – zawiera założenie („nie dbasz o siebie”).
2. To pytanie pokazuje, że istnieje jakiś obraz kobiety, do którego – z jakiegoś powodu – miałabym się dostosować.
3. No i... komu, i co by to dało?
Czy moje odpowiedzi staną się bardziej merytoryczne, jeśli będę Ci się bardziej podobać?

O ile naturalne jest, że chcemy się innym podobać,
to już nie tak typowe jest chodzić po ludziach i mówić im:
„hej, wiesz co? nie podobasz mi się.”

Nawet jeśli ktoś zaprasza do rozmowy –
to raczej nie w tym sensie.

Swoją drogą: zajebiście jestem z siebie dumna z tego, jak o siebie dbam.
Jak pielęgnuję czas dla siebie.
Jak otulam swoje ciało.
Jak wsłuchuję się w swój rytm.
Jak rozczesuję fale moich włosów.
Jak przytulam się do siebie — i do prawie męża 😉

Mamy po prostu inne wyznaczniki dbania o siebie.
Inną definicję jakości.
Inne potrzeby.

Rozłożyłam już na łopatki ten patriarchalny obraz,
w którym trzeba być „ładniejszą dla cudzego oka”.
I na szczęście — nie jest mi on już w życiu do niczego potrzebny.

Trzymam kciuki, że kiedyś spotkamy się po mojej stronie ✨

Mam też takie przemyślenie, że z tego typu "życzliwymi" pytaniami musi się zmierzyć każda kobieta zadowolona z życia i mówiąca, że czerpie z niego przyjemność...

Takie pytania dostaje każda kobieta w przestrzeni publicznej....każda, która odważy pokazać się.
Wystarczy, że ma odwagę być sobą, nie grać pod czyjś gust, nie filtruje swojego życia przez „ładne dla algorytmu”.

Bo te pytania to w istocie próba nałoźenia nam kagańca cudzych przekonań.

Więc następnym razem zamiast zapytasz kobietę „czy nie chciałaby Pani o siebie zadbać?”,
spróbuj najpierw zapytać, jak się ma.
Może wtedy naprawdę czegoś się o niej dowiesz. 💛

20/10/2025

"Elvin Semrad, bardzo odradzał nam czytanie podręczników psychiatrii na pierwszym roku specjalizacji. (Intelektualna głodówka mogła mieć swój wpływ na to, że później większość z nas nie tylko pochłaniała książki, ale i sami dużo pisaliśmy).

Semrad nie chciał, żeby nasze postrzeganie rzeczywistości zostało przysłonięte pseudopewnością psychiatrycznych rozpoznań. Pamiętam, jak spytałem go kiedyś: „Jak by pan nazwał tego pacjenta? Schizofrenikiem czy kimś z zaburzeniem schizoafektywnym?”, a on zatrzymał się, w zadumie pogładził brodę i odparł: „Myślę, że nazwałbym go Michael McIntyre”.

Semrad nauczył nas, że większość ludzkich cierpień wiąże się z miłością i ze stratą, a zadaniem terapeuty jest pomagać ludziom „uznać, doświadczać i znosić” rzeczywistość, ze wszystkimi jej przyjemnościami i przykrościami.".

Bessel van der Kolk, Strach ucieleśniony. Mózg, umysł i ciało w terapii traumy

Fot. Valeria Ushakova

16/10/2025

"Aby odkryć, jakie zmiany zaszły w tobie,
najlepiej wróć do miejsca, które jest takie jak kiedyś."
Nelson Mandela

fot.
Mateusz Butkiewicz

Adres

Warsaw

Strona Internetowa

https://www.znanylekarz.pl/magdalena-borkowska-4/psycholog-psychoterapeuta/warsz

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Magdalena Borkowska - psycholog, psychoterapeuta umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Magdalena Borkowska - psycholog, psychoterapeuta:

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram