02/12/2025
https://www.facebook.com/share/p/17DJApZaVj/
22 listopada w Sejmie RP miała miejsce konferencja pt: „WHO – wyjść czy zostać„. Miałem zaszczyt wygłosić krótki referat podsumowujący okres tzw. „pandemii”. Skupiłem się na omówieniu, czy podczas reakcji na tzw. „pandemię” zachowano zasadę proporcjonalności oraz jak z perspektywy czasu i w świetle raportu NIK wyglądała reakcja na tzw. „pandemię”.
https://zbigniew.martyka.eu/2025/11/30/konferencja-w-sejmie-who-wyjsc-czy-zostac/
Z głębokim niepokojem obserwowałem decyzje podejmowane podczas tzw. pandemii Covid-19. O ile początkowy chaos i niepewność można było zrozumieć, o tyle późniejsze działania władz – zarówno krajowych, jak i międzynarodowych – coraz wyraźniej odbiegały od zasady proporcjonalności, która powinna być fundamentem każdej interwencji zdrowotnej i społecznej.
Zasada ta mówi jasno: środki ograniczające prawa obywateli mogą być stosowane tylko wtedy, gdy są konieczne, skuteczne i nie ma łagodniejszych alternatyw. W praktyce jednak, w trakcie tzw. pandemii koronawirusa, decyzje w Polsce i w wielu krajach na świecie były podejmowane bez oparcia na dowodach naukowych.
W Polsce mieliśmy do czynienia z wyjątkowym rodzajem bezprawia popartym – to trzeba podkreślić – przez wszystkie obecne w Parlamencie partie polityczne – z wyjątkiem Konfederacji. Zasada proporcjonalności została złamana w 3 głównych przypadkach:
Brak formalnej podstawy nakładanych na nas ograniczeń. Ograniczenia wprowadzano rozporządzeniami, co naruszało wymóg ustawy (art. 31 ust. 3 Konstytucji). Brak stanu nadzwyczajnego uniemożliwił ingerencję w istotę praw (np. wolności przemieszczania się, art. 52), czyniąc środki nielegalnymi. Orzecznictwo NSA i WSA potwierdziło przekroczenie delegacji ustawowej.
Nieskuteczność. Metaanalizy (np. Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa) pokazują, że lockdowny miały marginalny wpływ na spadek śmiertelności COVID-19 (por. model Szwecji bez restrykcji). Testy PCR generowały fałszywe wyniki, blokując opiekę medyczną i przyczyniając się do „długu zdrowotnego” (wzrost zgonów na inne choroby o 200 tys.).
Nadmierna dolegliwość. Skutki uboczne – wzrost bezrobocia (do 6,2% w 2020 r.), problemy psychiczne (depresja u 30% młodzieży), spadek edukacji i inflacja – przewyższyły korzyści. Ograniczenia zgromadzeń (nawet pogrzebów) naruszyły wolność religijną, a niejasne przepisy (np. „niezbędne potrzeby”) podważyły zasadę legalizmu.
W 2022 roku Najwyższa Izba Kontroli opublikowała raport, który w sposób bezprecedensowy obnażył chaos decyzyjny i brak przygotowania państwa do zarządzania kryzysem epidemicznym. NIK wskazała m.in. na brak spójnej strategii, nieskuteczny system nadzoru epidemiologicznego, a także decyzje podejmowane w oparciu o dane niezweryfikowane lub niepełne.
Raport potwierdził, że ograniczenia wolności obywatelskich, zamykanie placówek zdrowia, szkół czy miejsc publicznych nie zawsze miały racjonalne uzasadnienie medyczne. NIK wprost stwierdziła, że działania rządu nie zapewniły skutecznego i efektywnego ograniczenia skutków pandemii.
Wg mnie najważniejszym fragmentem raportu NIK jest ten mówiący o ograniczonym dostępie do leczenia pacjentów niezakażonych COVID-19. Pamiętacie Państwo alarmujące nagłówki mainstreamowych mediów krzyczące o tak ogromnej liczbie zakażonych, że nie ma dla nich miejsc w szpitalach? Tymczasem, wg raportu NIK, liczba hospitalizacji w Polsce w okresie tzw. pandemii spadła o ponad 30%! To w naturalny sposób doprowadziło do narastania tzw. „długu zdrowotnego” – niezrealizowanych świadczeń, których konsekwencją jest pogorszenie stanu zdrowia populacji.
Proszę Państwa, to nie były wydarzenia, których się nie dało przewidzieć. Pamiętam, jak w maju 2020 roku, w wywiadzie dla lokalnego małopolskiego radia RDN ostrzegałem, że ta nieprzemyślana strategia walki z tzw. pandemią, polegająca na ślepym podążaniu za radami telewizyjnych pseudo-ekspertów, nie mającymi żadnego poparcia w badaniach RCT, czego skutkiem było ograniczenie dostępu do usług medycznych i odwoływanie planowanych zabiegów – doprowadzi do gwałtownego wzrostu liczby zgonów. W tym samym czasie eksperci rządowi podawali publicznie informacje, które w świetle dzisiejszej wiedzy są oczywistymi fake-newsami. Oto kilka pierwszych z brzegu przykładów:
Będziemy mieli szczyt pogrzebów. Zamiast świętować z najbliższymi, będziemy chodzić na pogrzeby – prof. Andrzej Matyja
W polskich szpitalach leży ok. 20 tys. osób, za chwilę nałożą się na to dziesiątki tysięcy nowych pacjentów. Zabraknie nawet stadionów – prof. Andrzej Horban
Replikacja, czyli podwojenie przypadków może następować w ciągu 48 i 72 godzin. Dlatego dla mnie liczba 200 tys. zakażeń nie jest w żaden sposób zaskakująca. Porównanie tego do tsunami nie jest przesadą. – dr Paweł Grzesiowski
Ale jeżeli przyjdzie – a przyjdzie – Omikron, będziemy mieli zachorowania za 2-3 tygodnie, to będzie prawdziwy armagedon – dr Michał Sutkowski
Sami Państwo widzicie, jak groteskowo dzisiaj brzmią te słowa. Ale 5 lat temu mogły wywołać panikę. Czy samorząd lekarski w jakikolwiek sposób zareagował na tą skandaliczną sytuację? Oczywiście, że tak. Wytaczając sprawy dyscyplinarne – jednak nie pokazanym wyżej dezinformatorom – ale mnie i wielu innym lekarzom, którzy – jak już dzisiaj powszechnie wiadomo – mieli rację nie zgadzając się z główną narracją. Takie właśnie wnioski izby lekarskie wyciągnęły z okresu tzw. „pandemii”.
Jednym z najbardziej symbolicznych przykładów bezmyślnego działania była decyzja o zamknięciu lasów i parków wiosną 2020 roku. W żadnym dokumencie WHO ani w żadnym badaniu epidemiologicznym nie wskazano, że przebywanie na świeżym powietrzu zwiększa ryzyko zakażenia. Wręcz przeciwnie – dowody wyraźnie wskazują, że promieniowanie UV i ruch na zewnątrz ograniczają transmisję wirusów górnych dróg oddechowych. Był to więc przykład restrykcji bez jakiegokolwiek uzasadnienia naukowego. Co więcej – wręcz wbrew nauce.
Podobnie wyglądała sprawa powszechnego obowiązku noszenia masek. Choć WHO w czerwcu 2020 roku zmieniła stanowisko i zaleciła ich stosowanie, to metaanalizy – w tym raport Cochrane z 2023 roku – nie potwierdzają skuteczności masek w środowisku pozamedycznym. Mimo to w Polsce wprowadzono mandaty i inne sankcje, a osoby zadające pytania były często publicznie piętnowane. Wielu lekarzy i naukowców, w tym ja, dr Piotr Witczak, dr Paweł Basiukiewicz czy prof. Martin Kulldorff z Harvardu, zwracali uwagę, że działania te miały charakter psychologiczny, nie medyczny – służyły raczej wytworzeniu posłuszeństwa niż realnej ochronie zdrowia. Znamienne się wydają słowa ówczesnego szefa Głównego Inspektoratu Sanitarnego, Jarosława Pinkasa, który ogłosił, że wprawdzie maseczki nie w pełni zatrzymują patogeny, ale trzeba je nosić, by pamiętać o pandemii.
Najbardziej dramatycznym skutkiem błędnych decyzji był spadek liczby hospitalizacji i wizyt lekarskich w 2020 i 2021 roku. Wiele szpitali zostało przekształconych w jednoimienne, inne ograniczyły przyjęcia z obawy przed zakażeniem. W rezultacie tysiące pacjentów z chorobami serca, nowotworami czy cukrzycą pozostało bez opieki.
Statystyki GUS i Ministerstwa Zdrowia pokazują, że liczba tzw. nadmiarowych zgonów w latach 2020-2022 była znacznie wyższa niż liczba zgonów przypisanych Covid-19. Wszystko wskazuje na to, że to właśnie brak dostępu do leczenia i opóźnienia diagnostyczne przyczyniły się do śmierci setek tysięcy Polaków. Tutaj warto podkreślić, że zgony przypisane Covid-19 to wszystkie zgony pacjentów, u których test wykrył obecność wirusa Sars-Cov-2. I nieistotne jest, czy pacjent umarł z powodu zawału serca, wylewu czy niewydolności wielonarządowej. Oficjalną przyczyną zgonu w takich wypadkach był Covid-19. Zatem realna liczba osób, które zmarły z powodu zakażenia Sars-Cov-2 prawdopodobnie jest dużo niższa, niż podają to oficjalne statystyki w Polsce.
Kolejnym problemem były testy PCR, które WHO uznała za złoty standard diagnostyki. Tymczasem, jak przyznała sama organizacja w nocie technicznej z 2021 roku, interpretacja wyników wymagała kontekstu klinicznego, ponieważ przy wysokiej liczbie cykli amplifikacji mogły występować wyniki fałszywie dodatnie. W Polsce w wielu przypadkach to właśnie test PCR – a nie objawy – decydował o izolacji, kwarantannie czy nawet hospitalizacji. Oznaczało to, że tysiące zdrowych osób traktowano jak chorych, co potęgowało panikę i dezorganizację służby zdrowia.
W 2021 roku rozpoczęto masowe szczepienia przeciw Covid-19, również wśród grup o niskim ryzyku ciężkiego przebiegu choroby. Preparaty mRNA wprowadzono w trybie warunkowym, bez zakończonych badań długoterminowych. W pierwszej fazie deklarowano niemal stuprocentową skuteczność, jednak z czasem okazało się, że odporność szybko zanika, a preparaty nie zapobiegają transmisji wirusa.
Pojawiły się także doniesienia o działaniach niepożądanych – od zapaleń mięśnia sercowego po zakrzepice. Lekarze tacy jak dr Robert Malone, współtwórca technologii mRNA, czy prof. Sucharit Bhakdi ostrzegali, że nowa technologia wymaga znacznie większej ostrożności. W Polsce lekarze, którzy wyrażali wątpliwości, byli marginalizowani i stawiani przed sądami lekarskimi, co stanowi poważny problem etyczny – wolność naukowa została zastąpiona nakazem jednomyślności.
Wiele decyzji podejmowanych w Polsce opierało się na rekomendacjach WHO. Trzeba jednak zauważyć, że organizacja ta od lat boryka się z zarzutami braku przejrzystości i konfliktu interesów. Znaczną część jej budżetu stanowią darowizny od prywatnych fundacji i koncernów farmaceutycznych. W efekcie WHO coraz częściej postrzegana jest nie jako bezstronny organ doradczy, lecz jako instytucja zdominowana przez politykę i interes ekonomiczny.
Okres tzw. pandemii ujawnił brak oparcia w RCT przy rekomendacjach WHO oraz zmiany wytycznych bez żadnych podstaw. Przyjrzyjcie się Państwo 4 poniższym punktom:
Maski. W dokumencie z 2019 roku pt. Non-pharmaceutical public health measures for mitigating the risk and impact of epidemic and pandemic influenza WHO nie zaleca masek w szerokim stosowaniu – z powodu braku dowodów skuteczności. W kwietniu 2020 roku WHO zmienia zdania – BEZ pojawienia się jakichkolwiek nowych badań RCT.
Lockdown. W marcu 2020 roku WHO rekomenduje lockdown jako metodę spowolnienia transmisji wirusa. Na poparcie swojej tezy nie dysponuje ANI JEDNYM badaniem RCT. Tymczasem, w 2022 roku zawierająca 24 badania metaanaliza Johns Hopkins wykazała, że lockdowny w Europie i USA zmniejszyły śmiertelność COVID w sposób marginalny. Natomiast skutki uboczne lockdownów to m.in. spadek PKB (2,2% w Polsce, 6% na świecie), nadmiarowe zgony, wzrost depresji, straty edukacyjne na dekady.
Testy PCR. WHO promowała PCR jako „złoty standard” bez walidacji klinicznej. Tymczasem PCR nie jest testem diagnostycznym – wykrywa fragmenty RNA, nie wirusa. Przy liczbie cykli (Ct) większej od 35 liczba fałszywie dodatnich wyników wzrastała lawinowo. Ze względu na brak standaryzacji Ct, miliony ludzi lądowało na izolacji na podstawie fałszywie dodatniego wyniku testu.
Szczepienia mRNA. WHO promowała szczepienia mRNA jako „jedyną drogę” mimo wątpliwej relacji ryzyko/korzyść dla niskich grup ryzyka, braku danych o trwałości odporności oraz braku danych o długoterminowych skutkach niepożądanych.
Kryzys zaufania wobec WHO jest tak głęboki, że Stany Zjednoczone ogłosiły wycofanie się z organizacji. Wielu ekspertów, w tym prof. John Ioannidis z Uniwersytetu Stanforda, postuluje reformę WHO lub stworzenie alternatywnej, zdecentralizowanej struktury opartej na niezależnych ośrodkach naukowych, które nie byłyby podatne na presję polityczną. Zdrowie publiczne musi opierać się na RCT, transparentności i proporcjonalności – nie na autorytecie WHO.
Okres tzw. pandemii pokazał, że centralne, jednolite decyzje podejmowane na poziomie globalnym mogą prowadzić do błędów o ogromnych skutkach. Różne kraje mają różną demografię, infrastrukturę i kulturę zdrowotną. To, co działa w Azji, niekoniecznie sprawdza się w Europie. Zamiast globalnego dyktatu zdrowia potrzebujemy modelu współpracy opartego na pluralizmie naukowym i lokalnej odpowiedzialności.
Państwa powinny mieć możliwość samodzielnej oceny ryzyka i wyboru środków adekwatnych do swojej sytuacji, zamiast ślepo realizować zalecenia organizacji międzynarodowych. Świetnym przykładem jest Szwecja, która podjęła autonomiczną decyzję, wbrew opiniom WHO – dzięki czemu nie tylko nie zamknęła ludzi w domach, ale okres tzw. pandemii, w przeciwieństwie do Polski, przeszła prawie bezboleśnie.
Patrząc z perspektywy kilku lat, trudno uznać, że podczas reakcji na pandemię Covid-19 zachowano zasadę proporcjonalności. W imię bezpieczeństwa poświęcono wolność, a w imię walki z wirusem – zaniedbano podstawowe potrzeby pacjentów. Zamknięto szkoły, szpitale, lasy i kościoły. Zastraszono społeczeństwo, a krytykujących uciszano. Wiele z tych decyzji nie przyniosło oczekiwanych efektów zdrowotnych, a pozostawiło po sobie falę depresji, zgonów i utraconego zaufania.
Dlatego jako lekarz apeluję: musimy wyciągnąć wnioski. Zarówno system ochrony zdrowia w Polsce, jak i globalne instytucje takie jak WHO, wymagają głębokiej reformy. Potrzebujemy transparentności, niezależności finansowej i powrotu do prawdziwej medycyny opartej na dowodach naukowych, a nie na politycznych kalkulacjach. Zdrowie publiczne nie może być polem eksperymentów społecznych ani narzędziem nacisku. Jeśli kolejny kryzys zdrowotny potraktujemy z tą samą bezrefleksyjnością, zapłacimy jeszcze wyższą cenę – nie tylko w liczbach, ale w ludzkim cierpieniu i utracie zaufania do medycyny – które już dzisiaj jest mocno nadwyrężone.