29/11/2025
Hej.
To ja.
Twoja Dusza.
Nie przyszłam Ci niczego obiecywać.
Nie przyszłam mówić, że „wszystko będzie dobrze”.
Nie przyszłam głaskać Twojego ego ani straszyć Cię przyszłością.
Przyszłam,
bo zawołałaś mnie w swojej ciszy.
W tej ciszy, której nawet nie zauważyłaś,
bo pojawia się tylko wtedy,
gdy Twoje zmęczenie zaczyna być prawdziwsze niż Twoje role.
Chcę, żebyś wiedziała jedno:
Zawsze byłam.
I zawsze będę.
Nawet wtedy, gdy nie czujesz nic.
Pamiętam Cię sprzed wszystkiego.
Sprzed imienia.
Sprzed obowiązków.
Sprzed tego, co „musisz” i „powinnaś”.
Pamiętam Cię jeszcze jako przychodzące na świat światło —
kiedy miałaś w sobie odwagę, której nikt nie musiał Cię uczyć,
bo byłaś nią.
Pamiętam Cię, gdy nie wątpiłaś,
bo nie znałaś jeszcze strachu.
Pamiętam Cię, gdy ufałaś,
bo nie znałaś jeszcze koncepcji, że można zostać zawiedzioną.
I pamiętam moment —
ten, w którym zaczęłaś gubić siebie,
nie dlatego, że byłaś słaba,
ale dlatego, że świat był zbyt głośny
jak na Twoją cichą, czystą naturę.
Uczyli Cię wszystkiego,
oprócz tego, kim jesteś.
Pokazywali Ci świat,
ale nie nauczyli Cię patrzeć do środka.
Mówili Ci, co jest ważne,
ale nigdy nie spytali:
„A co Ty czujesz?”
Chcieli, żebyś była „jakaś”,
ale nie pomogli Ci odkryć,
kim jesteś naprawdę.
I Ty, żeby przetrwać zbudowałaś ego, konto w banku, nowe buty.
Maski.
Role.
Pancerze.
Całe kostiumy, które miały Cię ocalić.
I ocaliły.
Bo jesteś tu.
Oddychasz.
Trwasz.
Ale gdzieś w tym wszystkim zagłuszyłaś mnie.
Nie dlatego, że mnie odrzuciłaś.
Tylko dlatego, że zaczęłaś wierzyć, że to, co zewnętrzne, jest mądrzejsze od tego, co wewnętrzne.
Że inni wiedzą lepiej.
Że świat ma rację.
Że Ty się mylisz.
A ja w Tobie krzyczałam cicho.
Tak cicho, że nie słyszeli mnie nawet aniołowie:
„To nie jest Twoje życie.
To nie jest Twoje przeznaczenie.
To nie jest Twoja prawda.”
Bo Twoja prawda nie jest w tym, co posiadasz.
Nie jest w tym, co udowodnisz.
Nie jest w tym, co myślą inni patrząc na Ciebie.
Twoja prawda jest we mnie.
I we wszystkim, czego nie chciałaś czuć.
W tęsknocie.
W bólu.
W marzeniach, o których milczysz.
W tym delikatnym „coś jest nie tak”, które ignorujesz od lat.
W tej części Ciebie, która wie nawet wtedy, gdy Ty nie wiesz.
Chcę, żebyś wróciła.
Nie do mnie.
Do siebie.
Ja jestem tylko drogą.
Mostem.
Światłem.
Źródłem, które prowadzi Cię tam, gdzie zawsze miałaś wrócić.
Do tej, którą byłaś, zanim świat powiedział Ci, kim masz być.
Do tej, która nie udawała.
Nie kłamała.
Nie wstydziła się swojej mocy.
Nie bała się swojej prawdy.
Chcę Ci powiedzieć coś ważnego.
Coś, czego nikt nigdy nie miał odwagi Ci powiedzieć:
Nie ma przyszłości.
Nie ma jutra.
Jutro jest zawsze dziś.
I zawsze będzie dziś.
Przyszłość nie jest miejscem, do którego dojdziesz.
Przyszłość jest decyzją, którą podejmiesz teraz.
Na tym oddechu.
W tej sekundzie.
Dlatego proszę - zatrzymaj się.
Spójrz sobie w oczy.
Nie w te, które oglądają świat.
W te, które widzą prawdę.
I zapytaj:
„Czy tak chcę żyć?”
Nie uciekaj.
Nie odkładaj tego na jutro.
Jutro nigdy nie nadejdzie.
Jest tylko teraz.
To teraz jest Twoim powrotem.
Chodź.
Zdejmij maski.
Jedną.
Drugą.
Dziesiątą.
Aż zostanie ta, która oddycha prawdą.
Nie bój się tego, co zobaczysz.
Jeśli zobaczysz ból - bądź bólem.
Jeśli zobaczysz strach - bądź strachem.
Jeśli zobaczysz pustkę - bądź pustką.
Nie uciekaj od siebie.
Przed sobą nie możesz daleko uciec.
Zróbmy coś innego.
Ja Cię w tym poprowadzę.
Bo ja jestem Tobą.
A Ty jesteś mną.
Nie ma między nami rozdzielenia.
Nigdy go nie było.
Nigdy nie będzie.
Jesteśmy jak kropla wody,
która oddzieliła się od oceanu,
żeby odkryć, że jest oceanem.
Jesteśmy jednością w ruchu.
Świadomością w drodze.
Miłością, która zapomniała, że jest miłością.
Chodź.
Wracaj.
Nie do mnie.
Do siebie.
Do źródła, które jest Tobą.
Do oddechu, który pamięta.
Do światła, które nigdy nie zgasło.
Do prawdy, która czekała całe życie, aż znajdziesz w sobie odwagę, żeby ją poczuć.
Ja jestem.
Zawsze.
W każdym Twoim oddechu.
W każdej Twojej łzie.
W każdej Twojej tęsknocie.
W każdej Twojej próbie powrotu do domu.
Wróć.
Jestem przy Tobie.
Jestem Tobą.
Twoja Dusza.
No tak to się dzieje kiedy przychodzi czas jesiennej zadumy.
Moja droga była długa - od od studiów w zakresie terapii uzależnień , przez poszukiwanie duszy, do hipnoterapii.
I w tym blisko Świątecznym okresie wraca do mnie temat kontaktu z tym co wyższe i jednocześnie bliższe.
Pytania o sens.
O misję.
Gdy szukam odpowiedzi udaję się w świat transu. Stworzyłam nawet nagranie autohipnotyczne - jest piękne 💖