10/01/2026
Jest w tym jakiś paradoks: rzecz, za którą najbardziej tęsknimy, często bywa też tym, czego najbardziej się obawiamy. Tęsknimy za sobą… i jednocześnie przed sobą uciekamy.
Na jakimś poziomie chyba intuicyjnie wiemy, że prawda potrafi być.. powiedzmy… dosadna.
Zarówno dla mnie, jak i wielu osób z którymi pracuje, lub które są mi bliskie był to wielki rozwojowy kamień milowy - taki moment, w którym wszechświat łapie cię za ramiona, przyciąga bardzo blisko i dosadnie mówi: „Już wystarczy”.
I dla każdego ten moment, ma różną odsłonę i specyfikę ustawień, czasami natury mentalnej, czasami fizycznej, lub relacyjnej. Zazwyczaj jakiejś formy przewrotu.
I myślę, że to moment, z którym potrzebujemy się zmierzyć zazwyczaj w połowie życia: co jest iluzją, i co powstrzymuje nas przed staniem się tym, kim chcemy być?
Rumi kiedyś napisał: „Twoje zadanie nie polega na szukaniu miłości, lecz na odnalezieniu w sobie murów, które przed nią wzniosłeś.”
Proces spotkania siebie, w tym praca z oddechem, jest właśnie o tym, o burzeniu murów. Rozbrajaniu pancerza, który oddala nas od miłości, więzi, potrzeb, granic, czucia ciała i naszych wartości.
Oddech jest narzędziem nie do omijania, ale do towarzyszenia temu, co wychodzi na powierzchnię, bez oceny, bez oporu.
Kiedy pozwalamy ciału mówić, pojawiają się pytania: co chcę zatrzymać, a co potrzebuje pożegnać?
Spotkanie siebie bywa niewygodne, bo niejednokrotnie oznacza doświadczenie: pełnej odpowiedzialności, miłości bez warunków, akceptacji bez negocjacji, bycia widzianym bez maski, przyjęcie życia takim jakie jest.
🌱 Czym dla Ciebie był największy rozwojowy kamień milowy?
📸 .freedom.tribe