05/01/2026
Często przed praktyką jogi, zanim „wylądujemy" na macie, zanim wyjdziemy z wszystkich wątków, w których tkwiliśmy w ciągu dnia, zanim zostawimy za sobą wszystkie nurtujące nas kwestie* chwilę gawędzimy sobie o życiu.
Rozmawiamy o tym, co nas w danym momencie dotyka. I oczywiście tematem, który wraca jak bumerang, są relacje. Nie da się od tego uciec, żyjąc między ludźmi, w rodzinie, pracując zawodowo albo po prostu będąc elementem mniejszej lub większej społeczności.
I to, co zawsze uderza mnie najbardziej gdy dzielimy się swoimi spostrzeżeniami, to to, jak bardzo nasze patrzenie na świat determinowane jest wzorcami wyniesionymi z domu rodzinnego. To, w jaki sposób budujemy relacje, jak rozwiązujemy konflikty, jak postrzegamy swoją rolę jako rodziców czy podwładnych (i wiele, wiele innych) - bardzo często są to automatyzmy oparte na tym, jak zostaliśmy ukształtowani w domu rodzinnym.
Ale to, co jest najbardziej ciekawe w tym wszystkim, to fakt, że pozwalamy, żeby te automatyzmy wciąż (mimo ich uświadomienia sobie) kierowały naszym życiem.
Przykład? Wiele lat nosiłem w sobie rozgoryczenie, że w dzieciństwie nie nauczyłem się grać na gitarze. Że rodzice mi tego nie zaproponowali, że mnie nie motywowali i że nie dali mi takiej szansy... I wiecie co? Przynajmniej od dwudziestu pięciu lat, odkąd pracuję zawodowo i zarabiam na swoje życie, mogę kupić gitarę, znaleźć nauczyciela albo skorzystać z innych sposobów zdobywania wiedzy i zrobić to już na własny rachunek.
Tymczasem przez wiele lat kłuło mnie uczucie żalu. Że ci rodzice. Że ten PRL. Że brak środków. Bo przecież ja tak pragnąłem... I nosiłem w sobie to rozgoryczenie, zamiast stanąć do mojej ochoty, mojej potrzeby, i pożegnać ten żal, który nic nie wnosił do mojego życia.
Inny przykład? To, jak często żalimy się na to, że nie nauczono nas w domu budowania relacji z innymi ludźmi. Na przykład w pracy. I rozumiem to. To realnie może utrudniać funkcjonowanie w dorosłym życiu. Tylko że moment, w którym uświadamiasz sobie to jak w tym obszarze męczysz się - moment, w którym widzisz, że relacje mogą wyglądać inaczej - jest jednocześnie momentem, w którym możesz podjąć decyzję, żeby coś zmienić. Bo to Ty masz na te relacje główny wpływ.
Mam wielką wdzięczność i pokorę wobec moich jogowych towarzyszy. Te rozmowy o naszych programach, uwarunkowaniach, przyzwyczajeniach, kalkach, utartych ścieżkach są wspaniałą wzajemną inspiracją. Pięknie możemy przejrzeć się w swoich lustrach.
Zauważenie siebie jest wielkim odkryciem, a uznanie i nieuciekanie w rozmaite narracje od swoich "nastawów fabrycznych" aktem wielkiej odwagi.
Nie mówię tu niczego odkrywczego. To raczej prosta konstatacja o tym, jak funkcjonujemy. O tym, jak pewne etykietki i wzorce, do których przywykliśmy, nas definiują. Albo może inaczej - jak pozwalamy, żeby nas definiowały, zapominając, że mamy bezpośredni wpływ na to, jak funkcjonujemy w codziennym życiu.
Do zobaczenia na macie (we wtorki o 18:30 ze mną i każdego innego dnia ze wspaniałymi nauczycielami ze Strefa Bycia - Twoja przestrzeń rozwoju 🙏)
Jakub
* nawiasem mówiąc i tak wszystko, co ma na Ciebie zaczekać, zaczeka. Grzecznie w kolejce. Wszystkie nierozwiązane problemy, myśli, odczucia… Więc nie ma sensu psuć sobie praktyki kwestiami, które przez cały dzień wypełniają nas intelektualnie i emocjonalnie. Co więcej, po praktyce, może się okazać, że te kwestie nie mają już znaczenia. Zapraszam do tego doświadczenia.