27/09/2025
Bessel van der Kolk o zaniedbaniu: " A jednak w naszej praktyce bycie ignorowanym, niezauważanym, to ogromny problem i także bardzo trudny do leczenia.Ponieważ mamy takie mózgi, jakie są nam potrzebne, aby przetrwać. Jeśli więc ktoś jest osobą zaniedbywaną, rozwija mózg, który potrafi przystosować się do zaniedbania i nie oczekuje więcej, niż realnie może dostać."
Więcej poniżej:
"Zaniedbanie to bardzo poważny problem. Właśnie zakończyłem wywiad z BBC i zapytano mnie: „Jakie są największe nowe odkrycia w tej dziedzinie w ciągu ostatnich 50 czy 100 lat?” Odpowiedziałem: „Prawdziwe zrozumienie przywiązania.” Którego wciąż brakuje w podstawowych ujęciach psychiatrycznych, a zaniedbanie ledwie się pojawia w DSM. A jednak w naszej praktyce bycie ignorowanym, niezauważanym, to ogromny problem i także bardzo trudny do leczenia.
Ponieważ mamy takie mózgi, jakie są nam potrzebne, aby przetrwać. Jeśli więc ktoś jest osobą zaniedbywaną, rozwija mózg, który potrafi przystosować się do zaniedbania i nie oczekuje więcej, niż realnie może dostać.
I istnieje tu ogromna kwestia, o której – jak sądzę – w naszej dziedzinie mówi się zbyt rzadko: chodzi o krytyczne okresy rozwoju mózgu. Jeśli nie dostajesz właściwych bodźców we właściwym czasie, możesz nie rozwinąć danej zdolności mózgowej. A więc jeśli jako dziecko byłeś ignorowany, ta zdolność do odczuwania radości z tego, że inni czerpią przyjemność z ciebie, albo ty z innych – mogła po prostu nie rozwinąć się prawidłowo.
Ważną częścią naszego rozwoju jest to – a ja, mając wnuki, mam cudowną możliwość to obserwować – że czerpiemy przyjemność z bycia dostrzeganym, z pokazywania czegoś innym. Kiedy widzę swoje wnuki, przez jakieś trzy minuty pokazują mi różne rzeczy, a potem idą robić coś innego. „Zobacz, co zrobiłem. Zobacz, co potrafię. Zobacz, jak tańczę.” Ośrodki przyjemności w mózgu rozwijają się dzięki temu, że ktoś czerpie przyjemność z nas. A jeśli nikt jej nie czerpie – myślę, że te systemy się nie rozwijają.
Klinicznie widać to jako brak żywotności i brak przyjemności w interakcjach. Czerpiemy przyjemność z zaangażowania innych w relację z nami i z ich reakcji na nas. Jeśli więc nikt nie reaguje, poczucie żywotności i radości zwykle nie rozwija się dobrze. I nie sądzę, aby nasze tradycyjne metody radzenia sobie z tym były skuteczne. Rozmowa, analiza, rozumienie przyczyn – to nie sprawi, że te uczucia znikną.
Myślę, że kluczową rolą klinicysty jest obniżenie oczekiwań i zmierzenie się z własnym przeciwprzeniesieniem wobec osób stosunkowo biernych, stosunkowo niezdolnych do czerpania większej przyjemności z kontaktu z innymi. Dlatego ciężar spoczywa na terapeucie: musi być bardzo cierpliwy i koncentrować się na zwiększaniu żywotności interakcji.
Zasadniczo myślę, że pomocne mogą być takie rzeczy jak taniec, wspólne muzykowanie, fizyczne zaangażowanie z innymi ludźmi. Dzięki temu wytwarza się nawyk czerpania przyjemności z kontaktu i wspólnego działania.