13/10/2022
Z jak zmęczenie
Przez cały cykl prezentowałyśmy Wam hasła powiązane z empatycznym, uważnym i realnym wspieraniem.
Dziś, na domknięcie, chcemy do tego dodać kilka słów o zmęczeniu.
Czy wspieranie może być męczące? Czy potrafi wypalać? Czy zdarza się, że brakuje nam zasobów, siły albo zwyczajnie chęci, by dalej towarzyszyć komuś w trudnościach?
Jasne, że tak!
Charles Figley stworzył pojęcie określane mianem "compassion fatigue", czyli zmęczenia współczuciem.
Odnosi się je zazwyczaj do profesjonalistów zajmujących się pacjentami/klientami którzy cierpią, przeżywają traumę i ból.
Jednak ostatnio coraz częściej mówimy o zmęczeniu współczuciem także w odniesieniu do osób, które wspierają innych na co dzień, w odruchu serca, bez profesjonalnego przygotowania i które także po pewnym czasie mogą doświadczyć wypalenia.
Czym jest zmęczenie współczuciem? To stan emocjonalnego i fizycznego wyczerpania spowodowany stykaniem się z cudzym cierpieniem. Im większy ból, w którym towarzyszymy, im większe nasze zaangażowanie w jego ukojenie oraz im mniejszy mamy wpływ na to, by zmienić sytuację, tym ryzyko wyczerpania staje się większe. Czynnikiem ryzyka jest także brak możliwości regeneracji własnych zasobów. Innymi słowy - brak dbałości o siebie i własne potrzeby.
Zmęczeniu współczuciem często towarzyszy poczucie bezradności, odrętwienia, rozdrażnienia i niepokoju. Zdarza się także, że pojawiają się trudności ze snem, czy objawy somatyczne. Długofalowo taki stan wyczerpania prowadzić może do zmniejszenia zdolności odczuwania empatii, bo przemęczony organizm będzie próbował obronić się przed tym, co go przeciąża.
Dlatego po raz kolejny powtarzamy - dbajcie o siebie! To nie tylko dobra praktyka, to wręcz konieczność.
Dbanie o siebie to m.in. oddech, odpoczynek, a czasem po prostu odpuszczenie. Choć na chwilę.
Na koniec kilka zdań od Milana Kundery : „Nic nie jest cięższe od współczucia. Nawet własny ból nie jest tak ciężki jak ból z kimś współodczuwany, ból za kogoś, dla kogoś, zwielokrotniony przez wyobraźnię."
Ciekawe jesteśmy, jak w Was rezonują?