28/10/2025
Dysocjacja jest naturalną, konstytutywną dyspozycją adaptacyjną do przeciążających psychikę zdarzeń. Nancy McWilliams pisze tak: „Dysocjacja rozciąga się na kontinuum od niewielkiego stopnia przez stopień normalny, po dziwaczny i pustoszący życie jednostki.”(Diagnoza psychoanalityczna, s.156)
Dysocjacja jest jednym z najstarszych mechanizmów ochronnych naszego gatunku, nie tylko w odniesieniu do traum oczywistych, tzw. dużych traum. Dlaczego? Dlatego, że ból i szok są osobistym, subiektywnym doznaniem i każdy człowiek - w zależności od wieku, czy przynależnych mu zasobów zewnętrznych i wewnętrznych - gdzie indziej będzie miał próg bólu, czyli swoją osobistą granice doznań, które dla niego będą do wytrzymania. Poza tym dziś już wiemy, że nie tylko przemoc jawnie fizyczna, czy seksualna, wyzwalać może tryb odłączenia. Dla dziecka i dorosłego również przemoc emocjonalna, zaniedbanie i opuszczenie/wykluczenie/marginalizacja mogą być również traumatyczne. Szczególnie zaniedbanie emocjonalne prowadzi do uruchamiania mechanizmów dysocjacyjnych u małych dzieci.
Dostępna dziś wiedza na temat wrażliwości dzieci ludzi na urazy psychiczne, czy po prostu stres, szczególnie gdy przeciążenia te doświadczane są w samotności, czyli bez wsparcia relacyjnego - rzuca nowe światło na mechanizmy dysocjacyjne. Rozumiemy, że całkiem często w obliczu osamotnienia dochodzić będzie do rozdarcia, czyli oddzielenia nieznośnego bólu. Zatem, dysocjacja nie jest rzadką czy spektakularną reakcją, do której dochodzić będzie jedynie w zderzeniu z ciężkim traumatycznym przeżyciem. Wstępnie można powiedzieć, że ważną zmienną chroniąca przed nadużywaniem mechanizmów dysocjacyjnych, (ma to rolę również w stopniowym ich odpuszczeniu) będzie obecność drugiej osoby, która działałaby jak bufor, wchłaniała nadmiar napięcia, „uziemiała” wulkaniczne pobudzenia. Chodzi o inny umysł, wraz z jego funkcją pomieszczającą. Taki umysł może obniżyć poczucie grozy i trwogi, zmniejszyć stany nadmiernego przestymulowania, które przekraczają pojemność danej osoby. Nazywam to dzieleniem strachu na dwoje przez bycie we dwoje. To pozwala zostać „tu i teraz” i przeżyć emocje przynależne do danej sytuacji albo dawnych wydarzeń, które tymczasem schowane były w dysocjacyjnym otorbieniu.
To, czy dysocjacja stanowi problem, zależeć będzie od tego, czy jest przejściowa, czy uporczywa, również od kontekstu, w jakim jest uruchamiana i od tego, czy będąc automatycznym wyborem autonomicznego układu nerwowego, uprzedzać będzie, a tym samym utrudniać, użycie innych reakcji na trudne doświadczenia. Chodzi o to, że po zdrowym rozwoju, można obserwować elastyczne reakcje na zagrożenie, czyli gdy ma miejsce zagrożenie otwarty jest dostęp zarówno do walki, ucieczki, zamarcia, jak i obłaskawiania. Walka pozwala na samoobronę. Ucieczka na wycofanie się. Gdy rozpoznamy, że walka jest niemożliwa, czy pogarsza naszą sytuację, gdy zorientujemy się, że ucieczka jest niemożliwa, to przestajemy się ruszać, milkniemy - to daje nam czas, czasem czyni mniej widocznym dla napastnika. Wreszcie jeśli to konieczne to możemy próbować udobruchać sytuację. Natomiast gdy dysocjacja jest „wyborem domyślnym” i działa poza kontekstem, w którym była adaptacyjna, to może utrudniać bycie żywym i obecnym we własnym życiu.
Joanna Chmarzyńska-Golińska